13.01.2026, 17:22 ✶
Choć Peregrinus krył się za maską opanowania, to odnalezienie kogoś, kogo dotyczyły te same rozterki i wątpliwości, było wydarzeniem otwierającym nową perspektywę. Do tej pory jedynym jego punktem odniesienia był Vakel — mężczyzna doświadczony, wiedzący, czego szuka i czego chce, z bagażem przeszłych związków. Funkcjonowali w tej dwuosobowej tajemnicy zamkniętej na świat zewnętrzny w zaciszu Praw Czasu. Swoim wyznaniem Prewett poszerzył Trelawneyowi horyzont; upewnił go, że nie jest jedyny. Nie aby Peregrinus nie wierzył w istnienie osób nieheteroseksualnych, lecz wydawało się to zjawiskiem odległym, należącym do jakiegoś innego świata.
Chodziło mu po głowie przyznać się tu i teraz. Nikt poza Dolohovem o nim nie wiedział, a oto pojawiła się przed nim szansa na połączenie z kimś, z kim mógł wymienić się swobodnie myślami. Kimś, kto nie był jego ukochanym — tą miłością wciąż na tyle jeszcze świeżą, że Peregrin bał się popełnić w niej błąd. Basilius był idealny. Wróżbita ufał mu, znali się długo, mieli jakieś wąskie grono wspólnych znajomych, ale nie na tyle zintegrowane, żeby pojawiła się przed Prewettem kusząca okazja do zdradzenia jego sekretu.
Nie Basiliusa Peregrin się obawiał, a samej natury sekretów. Kiedy przestawały nimi być? Powiedziałby Basiliusowi, bo był pewien, że nie poda tego dalej. Powiedziałby Millie — ufał jej jak rodzonej siostrze. Mógłby powiedzieć Lorraine, zawsze mieli dla siebie wiele zrozumienia. Gdyby raz zaczął mówić, oswoiłby się z tym, przesuwał granicę, a to mogłoby być niebezpieczne. Tajemnica szybko przestałaby być tajemnicą, a stała wyłącznie czymś, o czym nie mówi się głośno. Tego właśnie się bał: że zapoczątkuje proces, nad którym straci kontrolę i nie będzie w stanie go zatrzymać.
Cofnął rękę i pozwolił Basiliusowi zająć się tasowaniem, podczas gdy sam sączył w milczeniu piwo.
— Po prostu? — powtórzył za nim ciężko. — Nie brzmi prosto. — Im dłużej bowiem myślał o swojej sytuacji, im dłużej rozkładał ją na czynniki pierwsze, tym bardziej gubił się w ustaleniach. Szukał sensu, logiki i wzorca w uczuciach, lecz jedynym wnioskiem, do jakiego dochodził, było to, że najlepiej pozwolić rzeczom się wydarzyć, odpuścić sobie racjonalne tłumaczenie i uzasadnianie każdego kroku. — Myślisz, że coś takiego da się ułożyć w głowie? Umiałeś kiedykolwiek odróżnić, kto ci się podoba romantycznie, a od kogo chcesz tylko platonicznej formy uznania i przyjaźni? — Gdyby Peregrin spędził nad tymi rozważaniami kolejny dzień, to jemu Basil musiałby teraz wypisywać skierowanie do Lecznicy Dusz. — Absolutnie niczego się nie domyślałem, dopóki nie zacząłeś… — podejrzliwie krążyć wokół tematu i upuszczać rzeczy — zachowywać się dziwnie — potwierdził pokrzepiająco wróżbita z głową wciąż zaprzątniętą dylematem oraz z wyznaniem na końcu języka.
Chodziło mu po głowie przyznać się tu i teraz. Nikt poza Dolohovem o nim nie wiedział, a oto pojawiła się przed nim szansa na połączenie z kimś, z kim mógł wymienić się swobodnie myślami. Kimś, kto nie był jego ukochanym — tą miłością wciąż na tyle jeszcze świeżą, że Peregrin bał się popełnić w niej błąd. Basilius był idealny. Wróżbita ufał mu, znali się długo, mieli jakieś wąskie grono wspólnych znajomych, ale nie na tyle zintegrowane, żeby pojawiła się przed Prewettem kusząca okazja do zdradzenia jego sekretu.
Nie Basiliusa Peregrin się obawiał, a samej natury sekretów. Kiedy przestawały nimi być? Powiedziałby Basiliusowi, bo był pewien, że nie poda tego dalej. Powiedziałby Millie — ufał jej jak rodzonej siostrze. Mógłby powiedzieć Lorraine, zawsze mieli dla siebie wiele zrozumienia. Gdyby raz zaczął mówić, oswoiłby się z tym, przesuwał granicę, a to mogłoby być niebezpieczne. Tajemnica szybko przestałaby być tajemnicą, a stała wyłącznie czymś, o czym nie mówi się głośno. Tego właśnie się bał: że zapoczątkuje proces, nad którym straci kontrolę i nie będzie w stanie go zatrzymać.
Cofnął rękę i pozwolił Basiliusowi zająć się tasowaniem, podczas gdy sam sączył w milczeniu piwo.
— Po prostu? — powtórzył za nim ciężko. — Nie brzmi prosto. — Im dłużej bowiem myślał o swojej sytuacji, im dłużej rozkładał ją na czynniki pierwsze, tym bardziej gubił się w ustaleniach. Szukał sensu, logiki i wzorca w uczuciach, lecz jedynym wnioskiem, do jakiego dochodził, było to, że najlepiej pozwolić rzeczom się wydarzyć, odpuścić sobie racjonalne tłumaczenie i uzasadnianie każdego kroku. — Myślisz, że coś takiego da się ułożyć w głowie? Umiałeś kiedykolwiek odróżnić, kto ci się podoba romantycznie, a od kogo chcesz tylko platonicznej formy uznania i przyjaźni? — Gdyby Peregrin spędził nad tymi rozważaniami kolejny dzień, to jemu Basil musiałby teraz wypisywać skierowanie do Lecznicy Dusz. — Absolutnie niczego się nie domyślałem, dopóki nie zacząłeś… — podejrzliwie krążyć wokół tematu i upuszczać rzeczy — zachowywać się dziwnie — potwierdził pokrzepiająco wróżbita z głową wciąż zaprzątniętą dylematem oraz z wyznaniem na końcu języka.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie