• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things

[07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#2
14.01.2026, 18:24  ✶  

Przez długi czas odkładał samą myśl o tym, jak mogłaby wyglądać ich pierwsza rozmowa po jej powrocie. Nie dlatego, że się jej bał, raczej z tej chłodnej, wyuczonej przezorności, która podpowiadała, że powinien coś przygotować. Jakieś sprytne kłamstewko, ckliwą historyjkę o pracy, zmęczeniu, o niezrozumieniu i tęsknocie. Cokolwiek, co pozwoliłoby uniknąć scen, albo przynajmniej kupić mu kilka dodatkowych chwil spokoju. Powinien, bo przecież nie żyli w próżni. Ona miała dostęp do londyńskiej prasy, do plotek i półsłówek, a on, cóż, nigdy nie był szczególnie rozmowny w ich prywatnej korespondencji, nie zadbał o pozory, nie zostawił po sobie miękkich śladów. Za każdym razem jednak, gdy próbował tę rozmowę zaplanować, gdy tylko wyobrażał sobie jej początek, w żołądku zbierało mu się coś nieprzyjemnego, kwaśnego, jakby fizyczna reakcja organizmu na samą konieczność mierzenia się z tym tematem. Nie był to strach ani wyrzut sumienia, raczej irytacja na fakt, że w ogóle musi poświęcać temu energię. Ostatecznie więc odkładał to na później, pozwalając, by sprawa wisiała w powietrzu jak coś, co kiedyś się wydarzy. Nie przypuszczał tylko, że stanie się to właśnie dzisiaj. Właśnie tutaj. Na balu Lestrangów, pośród masek, spojrzeń i ścian, które aż nazbyt dobrze pamiętały rodzinne dramaty. Ale skoro już się trafiło - cóż. Nie zamierzał tego niepotrzebnie odwlekać. Jeśli to miało się wydarzyć teraz, w takim anturażu i w takim tonie, to niech się wydarzy do końca. Nie miał zamiaru szukać wyjścia ani łagodzić krawędzi. Stał w miejscu, w którym stanął, z myślą zaskakująco spokojną, niemal rezygnacyjną w swojej prostocie: niech się dzieje wola nieba.

Wazon rozbił się o ścianę z dźwiękiem, który powinien coś w nim poruszyć. Louvain był tego świadomy, w normalnych okolicznościach poczułby niepokój, może gniew, może instynktowną potrzebę załagodzenia sytuacji, lecz zamiast tego przyszło tylko znużenie, ciężkie i lepkie, osiadające w nim jak kurz. Stał w progu i patrzył na Desiderię bez ani jednego pytania o dlaczego; było tylko irytujące że: że tu jest, że oddycha tak głośno, że drży od emocji, które uważała za ważne, a które dla niego stały się nieznośnym hałasem. Jej wybuch nie zaskakiwał go wcale, pasował do niej aż nazbyt dobrze, do tej potrzeby dramatyzmu i skłonności do rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze oraz wmuszania innym własnych uczuć. Jeszcze niedawno potrafił to tolerować, jeszcze dawniej nawet doceniać; teraz każdy jej ruch działał mu na nerwy jak źle dobrany dźwięk, którego nie sposób zagłuszyć. I dopiero wtedy dotarło do niego coś niepokojącego: nie czuł winy. Myśl pojawiła się nagle, niemal obca. Oskarżenia Desiderii były trafne, wiedział o tym bez potrzeby weryfikacji; spotykał się z Cynthią, czuł do niej coś, czego nie potrafił i nie chciał dłużej ignorować. Fakty istniały, twarde i niewzruszone. A jednak nic: żadnego ukłucia, żadnego ciężaru w piersi, żadnego impulsu, by się tłumaczyć czy ratować cokolwiek z tego, co jeszcze formalnie ich łączyło. Zamiast tego pojawiła się prowokująca myśl, że Desideria nie ma prawa do tego tonu, do tej sceny, do tej emocjonalnej przemocy, którą próbowała wymusić reakcję i skruchę. Jej gniew tylko go podsycał; każdy krzyk dokładał kolejną warstwę do narastającej w nim niechęci dziwnej, nieuzasadnionej, coraz bardziej dominującej. Czuł, że jej obecność go dusi, zawęża pole widzenia, że wszystko w niej, od sposobu, w jaki trzyma ramiona, po to, jak wypowiada jego imię, budzi w nim odruch sprzeciwu. Zamiast poczucia winy przyszła irytacja, zamiast refleksji chłodna determinacja, by nie dać jej niczego, czego oczekiwała. Nie przyznał się; nawet w myślach nie formułował tego wprost, jakby samo nazwanie było zbędnym ustępstwem. Prawda istniała, lecz nie należała do niej. I wtedy przyszło mu do głowy coś jeszcze: gwałtowność kobiet zwykle potrafiła go rozpalić iskrą, napięciem, czasem perwersyjną fascynacją chaosem. Emocje noszone wysoko bywały pociągające, żywe, reaktywne. Tu jednak było odwrotnie. Jej furia nie rozpalała niczego poza niechęcią; była zbyt nachalna, zbyt ciężka, zbyt desperacka, lepka i męcząca jak hałas wywołujący ból głowy. Coś w tej gwałtowności było źle wymierzone, źle rozegrane, jakby próbowała użyć gniewu jako nacisku, nie rozumiejąc, że budzi to w nim jedynie chęć odsunięcia się jeszcze dalej. I wtedy przyszła ta niemal rozbawiona myśl: jakby nawet awantury nie potrafiła dobrze rozkręcić. Uśmiech na jego twarzy był zimny i wyrachowany; patrzył na nią uważnie, jak na coś, co ostatecznie straciło sens. - Tylko tyle? - odezwał się znudzonym tonem. - Nawet awantury nie potrafisz dobrze rozkręcić. Zrobił krótki gest dłonią, obejmujący ją całą. -  Myślisz, że to robi na mnie wrażenie? Spójrz tylko na siebie.... wyglądasz żałośnie. Słowo padło jak fakt, bez nacisku i emocji. I wtedy zrozumiał, że jej wybuch nie jest zagrożeniem, lecz potwierdzeniem: to, co w niej kiedyś tolerował, a może nawet lubił, stało się zimnym prysznicem, odrzucającym, nużącym, ostatecznym. W tej chwili Louvain nie widział w sobie winowajcy; widział tylko kobietę, która przekroczyła granicę, stając się kimś tak desperacko żałosnym i jednocześnie żałośnie desperackim. 




i got ninety-nine problems but a bitch Mulciber ain't one
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desideria Zabini (2617), Louvain Lestrange (3051)




Wiadomości w tym wątku
[07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 14.01.2026, 03:27
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 14.01.2026, 18:24
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 19.01.2026, 03:56
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 23.01.2026, 12:50
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 24.01.2026, 04:49
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 23.02.2026, 00:00
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 11.03.2026, 05:05
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 14.03.2026, 01:36
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 19.03.2026, 06:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa