15.01.2026, 09:40 ✶
Czujność była w istocie wygodna - i to było nie tylko jej zdanie. Lestrange zrobił z ostrożności swoją tarczę, postawił mur który sprawił, że nie tyle co unikał rozczarowania, a po prostu kolejne ataki spływały po nim jak woda po kaczych piórach. Nie dotykały go, nie irytowały, a umysł pozwalał na jasną i szybką analizę całej sytuacji, odcinając się od emocji. Kilka razy zaufał niewłaściwym osobom, co odbiło się mocno na jego zachowaniu - więc czemu tak bardzo pragnął utrzymać kontakt z Astorią? Była przecież niewłaściwą osobą, taką która tkwiła w przeszłości i nie chciała się od niej odciąć. Po co aż tak bardzo zabiegał o ten kontakt zamiast po prostu pójść w swoją stronę?
- Pojednania... - przekrzywił lekko głowę, przenosząc wzrok z powrotem na obraz. Smakował to słowo w myślach, obracał je wielokrotnie na języku, zastanawiając się, na ile słowo pojednanie w ustach Astorii ma sens. Mogła uważać, że ich pojednanie oznaczałoby po prostu tolerancję swojej obecności. Uprzejme uśmiechy i pójście dalej. Ale mogło mieć też drugie znaczenie, to które zahaczało o pocałunek, który dzielili na jednym z przyjęć. Och, wiedział że Avery była trudną osobą. Chłodną i zdystansowaną, tak jak i on, ale jednak na tej idealnej tafli maski pojawiały się pęknięcia, przez które uchodził jej prawdziwy temperament i żywe emocje. - Czyli jednak rozważasz rozważenie stwierdzenia, że ludzie wraz z wiekiem się zmieniają?
Nie mówił tego złośliwie i jego ton nie miał w sobie ani krztyny złośliwości. Raczej łagodne zaskoczenie, podbite jakąś ciepłą emocją, być może ulgą.
- W moim domu nie ma zbyt wielu obrazów, ale możesz być pewna, że ten powieszę w miejscu, w którym będzie mógł cieszyć oko - głównie jego, bo nie zapraszał do siebie zbyt wiele osób. W zasadzie to zaledwie dwie osoby zdążyły go odwiedzić w jego nowym domu w Little Hangelton, z czego jedna zaraz po tym zwiała do Norwegii. - Lubię mieć w domu przedmioty, które rozumiem. Pomożesz mi w tym?
Zapytał wprost, bo przecież wiedział, że obrazy dało się interpretować na wiele różnych sposobów. I można było zrozumieć ich istotę, przekaz, emocje które kryły się w delikatnych pociągnięciach pędzla. Nie był głupi, teorię znał: po prostu nie dostrzegał jej, gdy patrzył na płótno.
Dostrzegał skrępowanie Astorii i nie zamierzał go pogłębiać, dlatego dla zasady spuścił wzrok na kartę dań. Kolejne jej słowa jednak sprawiły, że podniósł spojrzenie na kobietę. Milczał, ale w jego oczach widać było, że analizuje to, co powiedziała. Złożył więc zamówienie, a gdy oddali karty, sięgnął po szklankę z wodą. Upił niewielki łyk, bo nawet jeśli miał potem zaledwie moczyć usta w alkoholu, to wolał się napić więcej wody tak na zaś.
- Również ostatnio z niego zrezygnowałem - powiedział, mając oczywiście na myśli mięso. - Z jakiegoś powodu przestało mi smakować. U ciebie było podobnie?
Nie chciał wychodzić z pytaniem czy to ideologiczne, ale najzwyczajniej w świecie był ciekaw, czemu odrzuciła mięso. A gdy powiedziała o eliksirach, kiwnął głową.
- Cieszę się, że pomogły. Moja rodzina potrafi być trudna, ale nie znam lepszych alchemików niż oni - uśmiechnął się lekko. Taka była prawda - ciekawe jednak, że on sam wybrał inną drogę, a z eliksirów był... Cóż, przeciętny to było ciekawe i zupełnie nieadekwatne słowo do jego umiejętności.
- Pojednania... - przekrzywił lekko głowę, przenosząc wzrok z powrotem na obraz. Smakował to słowo w myślach, obracał je wielokrotnie na języku, zastanawiając się, na ile słowo pojednanie w ustach Astorii ma sens. Mogła uważać, że ich pojednanie oznaczałoby po prostu tolerancję swojej obecności. Uprzejme uśmiechy i pójście dalej. Ale mogło mieć też drugie znaczenie, to które zahaczało o pocałunek, który dzielili na jednym z przyjęć. Och, wiedział że Avery była trudną osobą. Chłodną i zdystansowaną, tak jak i on, ale jednak na tej idealnej tafli maski pojawiały się pęknięcia, przez które uchodził jej prawdziwy temperament i żywe emocje. - Czyli jednak rozważasz rozważenie stwierdzenia, że ludzie wraz z wiekiem się zmieniają?
Nie mówił tego złośliwie i jego ton nie miał w sobie ani krztyny złośliwości. Raczej łagodne zaskoczenie, podbite jakąś ciepłą emocją, być może ulgą.
- W moim domu nie ma zbyt wielu obrazów, ale możesz być pewna, że ten powieszę w miejscu, w którym będzie mógł cieszyć oko - głównie jego, bo nie zapraszał do siebie zbyt wiele osób. W zasadzie to zaledwie dwie osoby zdążyły go odwiedzić w jego nowym domu w Little Hangelton, z czego jedna zaraz po tym zwiała do Norwegii. - Lubię mieć w domu przedmioty, które rozumiem. Pomożesz mi w tym?
Zapytał wprost, bo przecież wiedział, że obrazy dało się interpretować na wiele różnych sposobów. I można było zrozumieć ich istotę, przekaz, emocje które kryły się w delikatnych pociągnięciach pędzla. Nie był głupi, teorię znał: po prostu nie dostrzegał jej, gdy patrzył na płótno.
Dostrzegał skrępowanie Astorii i nie zamierzał go pogłębiać, dlatego dla zasady spuścił wzrok na kartę dań. Kolejne jej słowa jednak sprawiły, że podniósł spojrzenie na kobietę. Milczał, ale w jego oczach widać było, że analizuje to, co powiedziała. Złożył więc zamówienie, a gdy oddali karty, sięgnął po szklankę z wodą. Upił niewielki łyk, bo nawet jeśli miał potem zaledwie moczyć usta w alkoholu, to wolał się napić więcej wody tak na zaś.
- Również ostatnio z niego zrezygnowałem - powiedział, mając oczywiście na myśli mięso. - Z jakiegoś powodu przestało mi smakować. U ciebie było podobnie?
Nie chciał wychodzić z pytaniem czy to ideologiczne, ale najzwyczajniej w świecie był ciekaw, czemu odrzuciła mięso. A gdy powiedziała o eliksirach, kiwnął głową.
- Cieszę się, że pomogły. Moja rodzina potrafi być trudna, ale nie znam lepszych alchemików niż oni - uśmiechnął się lekko. Taka była prawda - ciekawe jednak, że on sam wybrał inną drogę, a z eliksirów był... Cóż, przeciętny to było ciekawe i zupełnie nieadekwatne słowo do jego umiejętności.