W sumie jakby nie patrzeć to ich praca była w pewien sposób połączona. Heath zajmowała się szukaniem sprawców, a Cameron leczył osoby, które były atakowane, czy poszkodowane w wypadkach. - Masz rację, zwracam honor!- Zaśmiała się w głos. - Zapomniałam, że w tym wszystkim chodzi o pieniądze. Wybacz mi proszę, wiesz jak jest, dla mnie to bardziej rozrywka...- Co tu dużo mówić, Heath miała hajsu jak lodu i nie do końca po to pracowała, zapomniała, że nie wszyscy mają jak ona. - Nie ma nic lepszego od wyrażenia swoich uczuć, niż kebab z ostrym sosem mój drogi. Ty naprawdę wiesz, jak zadbać o kobietę.
Nie mogła przecież tego tak o zaplanować. Nawet ona nie posiadała takich możliwości. To wszystko to był bardzo fortunny zbieg okoliczności. Miała wrażenie, że kiedy Lupin był obok przyciągał do niej same szczęśliwe sytuacje. Niczym jakiś amulet, czy talizman. Nie licząc tej ostatniej sytuacji z zapomnianym portfelem... chociaż i tak udało im się wyjść z niej z twarzą.
- Oczywiście, należy nam się to jak psu buda.- Dlaczego w ogóle przez moment się wahała? Nie miała pojęcia, Cameron jednak tak podszedł do tematu, że uważała iż postępują słusznie. - Ale Ty jesteś facetem. - Przypomniała mu, gdyby zapomniał. - Typiary chodzą na śluby raczej w kieckach, pewnie będę się wyróżniać. - Próbowała mu wytłumaczyć na czym polega jej obawa. - Chociaż są już tak najebani, że mogą tego w ogóle nie zauważyć.- Stan upojenia gości weselnych był naprawdę już dosyć mocny, miała wrażenie, że będzie im wszystko jedno, jak wygląda. - Dobra, jest to niezły argument, taka moda.- Dobrze, że miała go obok siebie, zawsze wymyślił coś mądrego. Kiedy złapał ją w tali zbliżyła się do niego jeszcze bliżej, wyglądali na całkiem dobraną parę.
Lupin był idealnym towarzyszem na imprezy, jak te. Towarzyszył jej już nieraz i zawsze była zadowolona, że to własnie on znajdował się u jej boku. Potrafił stonować jej dosyć ognisty charakter, dokładnie takiej osoby potrzebowała u swojego boku. To, że się jąkał... sama Heath w ogóle nie zwracała na to uwagi i nie uważała za żadną ujmę.
- Brajanusz- Powtórzyła po nim. Kiwnęła głową z aprobatą. - Może być, faktycznie brzmi swojsko. - Mieli plan, całkiem niezły, pozostawało teraz wmieszać się w tłum i dobrze bawić. Nie brzmiało to specjalnie skomplikowanie, powinni sobie poradzić.
Muszą przetrwać do momentu, w którym goście nie będą się kojarzyć, a patrząc na to, że już mieli z tym problem zbliżał się on wielkimi krokami. Jakoś dadzą radę, nie takie rzeczy już razem robili. Gdyby była sama, pewnie nie byłaby taka pewna, że jej się uda, jednak kiedy miała obok siebie Lupina - byli w stanie zrobić wszystko.
- Myślisz, że jest aż tak bardzo zniecierpliwony?- Czy faktycznie pan młody aż tak nie mógł się doczekać nocy poślubnej, wydawało jej się, że musiał już sprawdzić umiejętności młodej związane z tą bardzo istotną częścią życia. - Myślisz, że oni jeszcze nigdy nie ten teges? - Szepnęła do Camerona, bo trochę ją to zaczęło zastanawiać. - Myślę, że ten typ wleje w siebie dzisiaj tyle alkoholu, że nie będzie w stanie zrobić nic więcej, niż spać.- Była dosyć sceptycznie nastawiona.
No przecież nie byłaby sobą, gdyby nie wyszła przed szereg. Skoro już się znalazła wśród tych gości, to miała się zamiar zachowywać tak, jakby faktycznie była jedną z zaproszonych osób. Unieśli kieliszki równocześnie, posłała Cameronowi uśmiech - faktycznie rozumieli się bez słów. - Jedz, patrz ile żarcia jest na stole, w domu tego nie ma.- Zachęciła go jeszcze do spróbowania potraw, które przed nimi stały. - Twój brat chce się ożenić? - Odparła z nieukrywanym zdziwieniem. - Po co? - Ona sama nie do końca wierzyła w instytucję, jaką było małżeństwo.
Zauważyła, że coś zaślepiło mózg Lupina, bo nagle się zawiesił. Skierowała spojrzenie w stronę, w którą patrzył. Zrozumiała dlaczego tak się stało. - Ciekawe co zrobiła, że udało jej się go uwiązać. - Panna młoda zdaniem Heath nie dorastała temu facetowi do pięt. - Może zaciążyła, jak myślisz? - Był to jeden z głownych argumentów do brania ślubu w tak młodym wieku. - Aktor? Myślisz, jedyny aktor jakiego znam to Theodore Lovegood, całą resztę po prostu kojarzę z widzenia.- Faktycznie ten pan młody roztaczał niesamowitą aurę, sama miałaby ochotę go wyrwać.