15.01.2026, 17:15 ✶
Adrenalina musiała strzelić mu do głowy, bo, podobnie jak Jessie, bawił się świetnie. Pierwszy raz od czasu Spalonej Nocy czuł taką radość. Całe to mordobicie sprawiło nawet, że czuł się trzeźwy jak nigdy. Widział wyraźnie, słyszał utyskiwania wlokących się za nimi ćpunów. Cieszył się, że oni mieli zjazd przed nim.
– Kompletni debile – uśmiechnął się, przebiegając uliczką ramię w ramię z kumplem. Nie liczyły się żadne deliryczne labirynty, pożary, choroby czy złamane kończyny. Wszystkie paskudne wydarzenia, jakie ostatnimi czasy spotkały Henryka, wyparowały z jego świadomości.
Znał okolice otaczające Pokątną od mugolskiej strony, często jeździł tędy rowerem. Czasem zdarzało mu się jednak poruszać po mieście innymi środkami transportu. Niewielu czarodziejów ich używało, dlatego wydawały się tak doskonałe na tę okazję. Henry więc pociągnął Jessie'ego za rękaw, by pobiec w stronę szerszej ulicy, gdzie łatwo było się natknąć na...
– Wsiadamy do autobusu, Kelly. To ich zmyli – rzucił, widząc nadjeżdżającego double-deckera. – Podjedziemy jeden przystanek, chodź!
Dobiegli do przystanku i nawet nie musieli czekać. Autobus nadjechał, drzwi otworzyły się, a oni wskoczyli do środka. Towarzystwo z Dziurawego Kotła nie miało szans. Wyszli zza rogu dopiero, gdy pojazd odjeżdżał. Wyglądali na nieźle zszokowanych, że nagle dwóch gówniarzy, którzy się z nimi pobiło, zniknęło jakby przykryta peleryną niewidką.
– No! Udało się. Zgubiliśmy ich – Henry odetchnął. I wtedy właśnie zrobiło mu się niedobrze. Raczej nie chciało mu się rzygać, po prostu na chwilę zamroczył mu się wzrok. – Jeny... Dużo wrażeń. Za dużo jak na jeden dzień.
– Kompletni debile – uśmiechnął się, przebiegając uliczką ramię w ramię z kumplem. Nie liczyły się żadne deliryczne labirynty, pożary, choroby czy złamane kończyny. Wszystkie paskudne wydarzenia, jakie ostatnimi czasy spotkały Henryka, wyparowały z jego świadomości.
Znał okolice otaczające Pokątną od mugolskiej strony, często jeździł tędy rowerem. Czasem zdarzało mu się jednak poruszać po mieście innymi środkami transportu. Niewielu czarodziejów ich używało, dlatego wydawały się tak doskonałe na tę okazję. Henry więc pociągnął Jessie'ego za rękaw, by pobiec w stronę szerszej ulicy, gdzie łatwo było się natknąć na...
– Wsiadamy do autobusu, Kelly. To ich zmyli – rzucił, widząc nadjeżdżającego double-deckera. – Podjedziemy jeden przystanek, chodź!
Dobiegli do przystanku i nawet nie musieli czekać. Autobus nadjechał, drzwi otworzyły się, a oni wskoczyli do środka. Towarzystwo z Dziurawego Kotła nie miało szans. Wyszli zza rogu dopiero, gdy pojazd odjeżdżał. Wyglądali na nieźle zszokowanych, że nagle dwóch gówniarzy, którzy się z nimi pobiło, zniknęło jakby przykryta peleryną niewidką.
– No! Udało się. Zgubiliśmy ich – Henry odetchnął. I wtedy właśnie zrobiło mu się niedobrze. Raczej nie chciało mu się rzygać, po prostu na chwilę zamroczył mu się wzrok. – Jeny... Dużo wrażeń. Za dużo jak na jeden dzień.