16.01.2026, 17:44 ✶
Starała się trzymać i uśmiechać, bo wszyscy dookoła byli kłębkiem nerwów, nawet Mara pozostawała niespokojna, niechętnie zostawiając Pandorę samą. Tak, jak tlił się żar gdzieś w zgliszczach, tak snuła się dookoła negatywna energia i były sprawy takie, na które brakowało jej słów pocieszenia. Pozostawało więc robić to, co mogła i umiała, wykorzystując majątek, kontakty i własne umiejętności, dziękując przy tym samej Morganie, że była kobietą czynu i rzemiosła, a nie prawnikiem lub sędzią o dwóch lewych rękach. A w związku z tym niewiele odpoczywała i chociaż spotkanie z Brenną sprawiało, że czuła się lepiej, pod oczami wciąż miała sińce.
Pojawiła się chwilę przed czasem, posyłając przyjaciółce przepraszające spojrzenie, jakby spóźniła się przynajmniej godzinę. Nie czekając długo, przytuliła ją mocno, obejmując rękoma.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę. Całą i zdrową. To mi daje poczucie bezpieczeństwa. - wyznała jedynie, a gdy się odsunęła, przyjrzała się uważnie jej twarzy. Ona też była zmęczona, a notatnik trzymany w głowie sugerował, że miała na głowie jeszcze więcej, niż zwykle.
Pandora wybrała duży plecak zamiast torby, gdzie miała wszystkie potrzebne narzędzia, a jednocześnie jej dłonie wciąż pozostawały wolne. Ubrana była w wygodne buty, spodnie i wygodną koszulę, odrobinę zbyt długą i zbyt szeroką, po czym z łatwością można było stwierdzić, że wcale nie należała do niej. Włosy miała związane w wysoką kitkę, za uchem, jak zwykle, tkwił ołówek mugolski z gumką, prawdziwie cudowne urządzenie, a z kieszeni spodni, wystawał jej centymetr. Starała się być gotową na każdy rodzaj pomocy i naprawy. - Wzięłam chyba wszystko. Masz jakiś plan działania? Oczywiście mam też dla nas kanapki, ciasteczka i wzięłam termos z herbatą. - dodała, wymownie poruszając ramionami, przez co tkwiący tam plecak zakołysał się, wydając z siebie odrobinę trzeszczący dźwięk. - Mara bardzo chciała iść ze mną, ale wolę, żeby unikała jeszcze latania przez kilka dni.. - przeniosła spojrzenie ciemnych oczu z Brenny na niebo, wciąż szare i ponure. To tak, jakby pogoda też tkwiła z tym wszystkim w zmowie i ciemne chmury nie pozwalały, aby wyjrzało zza nich słońce.
Pojawiła się chwilę przed czasem, posyłając przyjaciółce przepraszające spojrzenie, jakby spóźniła się przynajmniej godzinę. Nie czekając długo, przytuliła ją mocno, obejmując rękoma.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę. Całą i zdrową. To mi daje poczucie bezpieczeństwa. - wyznała jedynie, a gdy się odsunęła, przyjrzała się uważnie jej twarzy. Ona też była zmęczona, a notatnik trzymany w głowie sugerował, że miała na głowie jeszcze więcej, niż zwykle.
Pandora wybrała duży plecak zamiast torby, gdzie miała wszystkie potrzebne narzędzia, a jednocześnie jej dłonie wciąż pozostawały wolne. Ubrana była w wygodne buty, spodnie i wygodną koszulę, odrobinę zbyt długą i zbyt szeroką, po czym z łatwością można było stwierdzić, że wcale nie należała do niej. Włosy miała związane w wysoką kitkę, za uchem, jak zwykle, tkwił ołówek mugolski z gumką, prawdziwie cudowne urządzenie, a z kieszeni spodni, wystawał jej centymetr. Starała się być gotową na każdy rodzaj pomocy i naprawy. - Wzięłam chyba wszystko. Masz jakiś plan działania? Oczywiście mam też dla nas kanapki, ciasteczka i wzięłam termos z herbatą. - dodała, wymownie poruszając ramionami, przez co tkwiący tam plecak zakołysał się, wydając z siebie odrobinę trzeszczący dźwięk. - Mara bardzo chciała iść ze mną, ale wolę, żeby unikała jeszcze latania przez kilka dni.. - przeniosła spojrzenie ciemnych oczu z Brenny na niebo, wciąż szare i ponure. To tak, jakby pogoda też tkwiła z tym wszystkim w zmowie i ciemne chmury nie pozwalały, aby wyjrzało zza nich słońce.