To jednak nie były omamy. Faktycznie ktoś wybiegł z lasu. Pewnie skłonił tę kobietę do tego jego krzyk. Samuel był prostym chłopakiem, wolał od razu się skonfrontować, czy coś. W końcu przynajmniej lepiej wiedzieć, kto siedzi w krzakach. Tak, to mogłaby go tutaj obserwować, sama wyciągnąć jakieś wnioski.
Nie da się ukryć, że ta sytuacja nie wyglądała dobrze. Stał sobie tutaj, z różdżką w ręku przed posągiem, który chwilę wcześniej kiedy rzucił w jego stronę zaklęcie zaczął biec przed siebie i krzyczeć, trwało to jednak zbyt krótko, żeby mógł zareagować. Wolał nawet nie myśleć, co mogła sobie wyobrażać tak kobieta, która wyskoczyła z krzaków. Bardzo źle to wyglądało. Dlaczego on zawsze musiał się w coś wpakowac? Czy raz w życiu wszystko nie mogłoby pójść po jego myśli? Nigdy nie odpuszczał, kiedy coś zwracało jego uwagę, nie byłby sobą gdyby nie dotknął tej rzeźby. Sprowadziło to na niego kłopoty.
Uniósł dwie ręce do góry w pokojowym geście. Chciał przekonać do siebie kobietę, która szła w jego kierunku. Niestety chyba to nic nie dało. Zaklęcie pomknęło w jego stronę, szybko machnął po raz kolejny różdżką, nie mógł dać się przecież zaatakować, kto wiedział kim była i czego od niego chciała. Protego - powiedział pod nosem.
(rozproszenie)
Sukces!
Wyczarował naprawdę wspaniałą tarczę, dzięki której zaklęcie w niego nie trafiło. Gwizdnął pod nosem zachwycony swoim genialnym tworem. On to jednak potrafił, jak mu zależało. Wtedy usłyszał swoje nazwisko, kobieta go rozpoznała, dobrze, może nie będzie chciała więcej w niego rzucać czarami.
Zmrużył oczy, aby zobaczyć kim właściwie jest ta niewiasta, co to wyszła z lasu. Znał twarz, ale za cholerę nie mógł sobie przypomnieć do kogo należała. Nie miał pamięci do imion. - No cześć.- Pomachał nawet jej na przywitanie. - Wiem, że się znamy, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywasz. - Posłał jej promienny uśmiech, pokazując przy tym niemal wszystkie zęby.
- Co tu się dzieje?- Odwrócił się na pięcie. - Ach to...- No, nie wyglądało to dobrze. - Szedłem sobie na spacer, wiesz jak jest, piękna pogoda, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci...- Zaczął swoją opowieść od samego początku. - I nagle patrzę, kurde, posąg, w samym środku lasu, no nieźle. Wiesz, takie rzeczy nie zdarzają się często. Pomyślałem sobie, że może to być ciakawy okaz, zobacz jak jest pięknie zrobiony, oczy ma tak przerażone, jakby faktycznie była żywa.- Zachęcił Brennę do tego, żeby podeszła bliżej. - No to stwierdziłem, że obejrzę ją dokładniej. Dotknąłem jej ręki scyzorykiem, chciałem zdrapać pierwszą warstwę kamienia, a pojawiła się krew, NIE CHCIAŁEM ZROBIĆ NIKOMU KRZWYDY- Zaczął się usprawiedliwiać, skąd mógł wiedzieć, że posągi też mogą krwawić?
- Wtedy uderzyłem w nią zaklęciem rozpraszajcym i jak moją siostrę kocham, ona się ruszyła, krzyczała, ale znowu zamieniła się w kamień. Wiem, że nie brzmi to najlepiej, ale musisz mi uwierzyć.- Patrzył uważnie na kobietę ciekawy jak zareaguje na jego opowieść.