Gdyby to były inne warunki, Victoria może i gapiła się na przystojnego młodzieńca choćby po to, żeby nacieszyć oczy, ale tutaj i teraz mogła sobie pomyśleć tylko, że szkoda, że się tak marnuje, bo mógł zdecydowanie lepiej wybrać swoją karierę z taką twarzą i ciałem, które dość dobrze było wyeksponowane w jego obecnym ubiorze, choć wątpliwe, że chciałby przed dwoma funkcjonariuszkami paradować w kalesonach…
Jej zaklęcie na całe szczęście podziałało i mężczyzna nie mógł zawołać po pomoc – to bardzo ułatwiało sprawę. Tak, nie było tu całkowicie cicho i bezgłośnie, ale przynajmniej obyło się bez gwałtownych, przeszywających dźwięków, które z pewnością mogłyby kogoś wyrwać ze snu, albo przynajmniej zaalarmować. Brenna zareagowała równie szybko, obalając faceta na ziemię, robiąc co prawda przy tym trochę hałasu, ale być może nie będzie tak źle – to był w końcu zamek, facet równie dobrze mógł zaspany szurnąć o ścianę, albo się potknąć (i miała nadzieję, że reszta kłusowników, bo tym z pewnością byli, dokładnie tak pomyśli, albo nic nie usłyszy). I teraz, gdy Longbottom w wilczej postaci przyszpilała mężczyznę do podłogi, Victoria rzuciła się do niego, by go sobie obmacać… i w innych warunkach być może uśmiechnęłaby się do niego złośliwie, ale teraz szukała różdżki, by mu ją zabrać, żeby nie mógł narobić bałaganu. To znaczy mógł też potrafić czarować bez różdżki, ale wtedy nadal trzeba było wykonywać gesty rękami i na to też miała zaraz coś zaradzić, bo wyprostowała się nieco nadal kucając , by rzucić na niego zaklęcie obwiązujące go ciasno linami, żeby nie mógł się ruszać i nadal tutaj leżał – milczący, nie mogąc wezwać pomocy.
// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Sukces!
Na szczęście zaklęcie wyszło i nie musiała go poprawiać, ani sięgać w tej chwili po kajdanki, które trzymała w kieszeni spodni. Po tym uśmiechnęła się do młodzieńca krzywo, podniosła się i kiwnęła na Brennę – mogły iść dalej, jednego miały z głowy… To chyba nie był jego dobry dzień.