18.01.2026, 22:09 ✶
Helloise brakowało elastyczności, dzięki której Ceolsige tak dobrze poruszała się w świecie. Ona oczekiwała świata innego, napisanego według swojego nierealistycznego życzenia. Miała własne wizje, przekonania, wartości — ten zaś, kto nie pasował do nich, popełniał błąd. Nie była jednocześnie typem inkwizytorki, która miałaby siłę wymuszać swoją wolę na świecie. Obserwowała rzeczywistość zastaną i wzdychała nad nią, lecz niewiele czyniła poza pilnowaniem swojego zakątka. Teraz i ten przyczółek kniejowy straciła.
Gdy zapłonęły ognie próbnej wiązanki, czarownica nie dostrzegła zmian, jakie zachodziły na twarzy Ceolsige. Sama wpatrzona była bowiem w płomienie. Widziała jednak później ten początkowy moment zawieszenia, gdy przyszło do oceny finalnego dzieła i padło zaprzeczenie. Patrzyła po Ceolsige zaciekawiona tą odpowiedzią, a koleżanka nie kazała jej długo czekać na wyraz uznania. Helloise ukłoniła się lekko na jej pochwały — jak artysta schodzący ze sceny, doskonale świadom tego, że jego dzieło było dobre.
— Czysta przyjemność. — Helloise pozostawiła Burke, aby ta mogła lepiej przyjrzeć się wieńcowi. Wzięła się do porządkowania materiałów powyciąganych przy jego wykonywaniu i snuła w międzyczasie: — Jest niepokojący, bo niepokojąca była historia, którą mi opowiedziałaś. Wielu boi się szukać piękna w tym, co wykracza poza kanon. Zgromadzenie Whitecroft uczy nas, że świat trzeba brać z jego jasnymi i ciemnymi stronami. Tylko wtedy posiadasz całość. Cieszę się więc, że ci się podoba. O tej porze, przy tej okazji, gdy żegnamy światło i idziemy w zimę, w czas ciemny, taki wieniec ma szczególne prawa pojawić się na ołtarzu.
Gdy pogrążona w pracy Helloise odkładała jeden z koszy na jego miejsce, jej wzrok trafił na wciśnięty między flaszeczki eliksirów przepiśnik, z którego wystawała ulotka. Kobieta zastygła przy nim na chwilę w niezdecydowaniu, po czym powoli wysunęła broszurkę. Spojrzała badawczo na Ceolsige, jakby oceniała, na ile jej ufa.
I podjęła decyzję.
— Byłabym zapomniała w tym świątecznym zamieszaniu, że jest coś, o co chciałam cię zapytać. — Podeszła do kobiety i wyciągnęła do niej nieco nieufnie ulotkę. Bacznie przez cały czas obserwowała, jak Burke obchodzi się z jej broszurką, po której to na pierwszy rzut oka widać było, że często się ją przegląda. — Jest taki artefakt, o którym się czasem słyszy w moich… dziedzinach. Zapieczętowana księga, która trafiła dawno temu w ręce mugoli. Kolekcjonerów mugolskich. Nie mieli z niej pożytku, bo czarodziejska pieczęć zaszyfrowała treść. Przewodnik po dawnych ziołach, których dziś już nie umieją wyhodować. Tabele astrologiczne do zbiorów i warzenia tynktur. Formuły farmaceutyczne. Wszystko wiedza utracona. Dowiedziałam się, że można ją od paru lat oglądać w jakimś muzeum. Rzekomo, bo jeśli pytasz mnie o zdanie, nie wydaje mi się, żeby coś takiego uchowało się na widoku. Bezużyteczna kopia, to inna sprawa. Właściciel tej księgi długo mieszkał w Londynie, dlatego zastanawiałam się, czy może oryginał nie został tutaj. Nie trafił w czyjeś ręce. Nie wiem, jak namierza się takie przedmioty, to nie moja rzecz. Ale ty… może ty wiedziałabyś, gdzie się rozglądać?
Broszurka przedstawiała jedną z pozycji dostępnych w bibliotece mugolskiego uniwersytetu Yale — manuskrypt Wojnicza. W krótkiej notatce opisano tę tajemniczą średniowieczną księgę i dziwaczne rysunki, które mugoli pozostawiały w kropce. Przedstawione w ulotce ilustracje czarodziejom od razu zaś kojarzyły się z tym, co hodowano w cieplarniach Hogwartu.
Gdy zapłonęły ognie próbnej wiązanki, czarownica nie dostrzegła zmian, jakie zachodziły na twarzy Ceolsige. Sama wpatrzona była bowiem w płomienie. Widziała jednak później ten początkowy moment zawieszenia, gdy przyszło do oceny finalnego dzieła i padło zaprzeczenie. Patrzyła po Ceolsige zaciekawiona tą odpowiedzią, a koleżanka nie kazała jej długo czekać na wyraz uznania. Helloise ukłoniła się lekko na jej pochwały — jak artysta schodzący ze sceny, doskonale świadom tego, że jego dzieło było dobre.
— Czysta przyjemność. — Helloise pozostawiła Burke, aby ta mogła lepiej przyjrzeć się wieńcowi. Wzięła się do porządkowania materiałów powyciąganych przy jego wykonywaniu i snuła w międzyczasie: — Jest niepokojący, bo niepokojąca była historia, którą mi opowiedziałaś. Wielu boi się szukać piękna w tym, co wykracza poza kanon. Zgromadzenie Whitecroft uczy nas, że świat trzeba brać z jego jasnymi i ciemnymi stronami. Tylko wtedy posiadasz całość. Cieszę się więc, że ci się podoba. O tej porze, przy tej okazji, gdy żegnamy światło i idziemy w zimę, w czas ciemny, taki wieniec ma szczególne prawa pojawić się na ołtarzu.
Gdy pogrążona w pracy Helloise odkładała jeden z koszy na jego miejsce, jej wzrok trafił na wciśnięty między flaszeczki eliksirów przepiśnik, z którego wystawała ulotka. Kobieta zastygła przy nim na chwilę w niezdecydowaniu, po czym powoli wysunęła broszurkę. Spojrzała badawczo na Ceolsige, jakby oceniała, na ile jej ufa.
I podjęła decyzję.
— Byłabym zapomniała w tym świątecznym zamieszaniu, że jest coś, o co chciałam cię zapytać. — Podeszła do kobiety i wyciągnęła do niej nieco nieufnie ulotkę. Bacznie przez cały czas obserwowała, jak Burke obchodzi się z jej broszurką, po której to na pierwszy rzut oka widać było, że często się ją przegląda. — Jest taki artefakt, o którym się czasem słyszy w moich… dziedzinach. Zapieczętowana księga, która trafiła dawno temu w ręce mugoli. Kolekcjonerów mugolskich. Nie mieli z niej pożytku, bo czarodziejska pieczęć zaszyfrowała treść. Przewodnik po dawnych ziołach, których dziś już nie umieją wyhodować. Tabele astrologiczne do zbiorów i warzenia tynktur. Formuły farmaceutyczne. Wszystko wiedza utracona. Dowiedziałam się, że można ją od paru lat oglądać w jakimś muzeum. Rzekomo, bo jeśli pytasz mnie o zdanie, nie wydaje mi się, żeby coś takiego uchowało się na widoku. Bezużyteczna kopia, to inna sprawa. Właściciel tej księgi długo mieszkał w Londynie, dlatego zastanawiałam się, czy może oryginał nie został tutaj. Nie trafił w czyjeś ręce. Nie wiem, jak namierza się takie przedmioty, to nie moja rzecz. Ale ty… może ty wiedziałabyś, gdzie się rozglądać?
Broszurka przedstawiała jedną z pozycji dostępnych w bibliotece mugolskiego uniwersytetu Yale — manuskrypt Wojnicza. W krótkiej notatce opisano tę tajemniczą średniowieczną księgę i dziwaczne rysunki, które mugoli pozostawiały w kropce. Przedstawione w ulotce ilustracje czarodziejom od razu zaś kojarzyły się z tym, co hodowano w cieplarniach Hogwartu.
dotknij trawy