Relacja Victorii z matką była… trudna. Jeśli Isabella czuła coś ciepłego do swojej córki, to okazywała to na swój surowy sposób (potrafiła się nią jednak chwalić), choć gdy wróciła tamtego dnia do domu, jej matka była autentycznie przestraszona. Ojciec lepiej okazywał te uczucia, zresztą zawsze pod tym względem mieli ze sobą lepszy kontakt, i przynajmniej zbadał córkę, przepisał jej leki i nakazał odpoczynek – dokładnie to więc wtedy robiła. Siostry… jedna była daleko bo w Francji, mogły się porozumieć tylko listownie, to nie było to samo, jedna była co prawda w domu, ale chyba nie wiedziała jak się zachowywać w tej sytuacji więc unikała tematu Beltane, widząc jak słaba jest Victoria, a trzecia z sióstr była wtedy w Hogwarcie, kończąc pierwszy rok i to Victoria pisała do niej list, by się o nią nie martwiła. Kuzynostwo było zajęte sobą, narzeczony zachowywał się jakby nic się nie stało, a przyjaciele – oni akurat stanęli na wysokości zadania na tyle, ile mieli czasu i siły na to wszystko, a Victoria zresztą niczego nie oczekiwała, bo mieli swoje własne problemy: pogrzeb, zamieszanie w pracy i tak dalej…
– Bez przesady, to nie było traumatyczne. A przynajmniej nie potrafię tak na to spojrzeć – nie do tego stopnia by drżała na samą myśl i miała wpadać w jakąś panikę, nawet pomimo rozdzierającego bólu, którego widmo potrafiła czuć do dzisiaj. – Byłam zupełnie nieprzygotowana na rozgłos, czułam się trochę jak takie zwierzątko w cyrku, które każdy chce zobaczyć i czeka na jakąś sztuczkę, a jeszcze wtedy nie do końca docierało do mnie co się stało. Trochę za szybko wróciłam do pracy, tak teraz myślę. Powinnam była siedzieć w domu dłużej – to byłoby bardzo mądre, ale ona nie potrafiła wtedy usiedzieć w domu też że względu na to dziwaczne poczucie związane z Rookwoodem, a które było wynikiem rytuału miłosnego na Beltane. – Wszyscy się gapili. Absolutnie wszędzie. Nie byłam w stanie spokojnie przejechać windą, albo przejść korytarzem. Nagle każdy wiedział jak się nazywam i kim jestem, i co się wydarzyło… No a poza tym kompletnie nie nadawałam się do pracy w terenie – to była ta kolejna trudność. – W sensie byłam bardzo słaba, szybko się męczyłam, trzęsłam się z zimna i tak dalej, tylko bym zawadzała wszystkim – wzruszyła przy tym ramionami.
– Tak. A jednak znaleźli czas na mieszanie z błotem czarodziejów czystej krwi, którzy nie mieli z tym wszystkim nic wspólnego. Aidan nie był wtedy w mundurze, wzięli go na cel… ale mnie nikt nie ośmielił się zaczepiać w ten sposób, może właśnie dlatego, że z daleka było widać, że jestem na służbie? – zastanawiała się teraz na głos, bo nie wiedziała. Aidan później dołączył do ekipy, po prostu kiedy to wszystko się zaczęło miał wolne i był też niezłym celem, bo skąd mogli wiedzieć że atakują brygadzistę… – Może. Nie myślałam o tym wcześniej – przyznała po chwili, zastanawiając się na ile to możliwe, że urządzono taką prowokację. Biorąc pod uwagę przeszłe doświadczenia chociażby z Marszu Charłaków i jego kontrmarszu… istniała taka szansa. Podczas Spalonej Nocy było to o tyle utrudnione, że ta zaskoczyła… wszystkich.
– Ano mogło tak być. Ministerstwo też miało się dobrze, tak jak szpital i kilka innych placówek, więc myślę że może chcieli zasiać zamieszanie tam, gdzie zaboli najbardziej, więc w domach… – to była oczywiście tylko teoria i może się bardzo myliła, bo nie miała zielonego pojęcia jakim kluczem to wszystko szło. – Myślę, że po tym co się stało, więcej ludzi zainwestuje w ochronę budynków przed ogniem – stwierdziła jeszcze, ciesząc się w duchu, że przynajmniej taka skarbnica wiedzy, jaką niewątpliwie była biblioteka Maeve należąca do jej rodziny od strony matki, już dawno była zabezpieczona i w trakcie pożarów to miejsce było chronione. I niektórzy co sprytniejsi i tam się skryli przed ogniem.
– Nie dziwię ci się. Na twoim miejscu też bym miała – mruknęła pod nosem, przy kolejnym obrocie, zaraz na powrót kładąc dłoń na jego ramieniu – fakt, tańczyła wielokrotnie i wiedziała jak to się robi, a teraz pozwalała prowadzić Chrisowi. – Jeśli cię to pocieszy, my mamy lekki uraz do rodziny Mulciber, po serii paskudnych plotek w sierpniu – być może o nich słyszał, a może wcale nie – ale temat Loretty był mu znany, jak wynikało z ich wcześniejszej, przerwanej rozmowy. – Skoda wolności na taką kobietę. A takich momentach zawsze można się zgłosić do jakiegoś widmowidza i w ten sposób pociągnąć sprawę – podsunęła, jak gdyby nigdy nic, jakby wcale przyznał się jej do tego, że mógłby kogoś zabić i jak gdyby ona wcale nie była aurorem.