• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia

[14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
20.01.2026, 00:02  ✶  
Cynthia zwilżyła wargi, kręcąc niezauważalnie głową i pozwalając, aby cisza na kolejną chwilę rozlała się pomiędzy nimi, tak, jak rozlewał się pomarańcz zachodzącego słońca na horyzoncie, tak bardzo przypominające płomienie. Gdy jej jasnoniebieskie oczy przesuwały się po sylwetce i twarzy Louvaina, wciąż noszącej ślady ostatnich wydarzeń, zrozumiała jedno – niezależnie od tego, co powie, nie będzie to miało znaczenia. Bo był uparty, jak osioł i dopuszczał do siebie tylko wersję, której potrzebował. Każde jej słowo, każdy jej gest, nawet płynący ze szczerości czy serca nie miał najmniejszego znaczenia, a ona nie bardzo wiedziała, jak niby powinni to przeskoczyć. Szczelniej owinęła się płaszczem, gdy jego słowa dotarły do jej uszu, spoglądając jakby w jego stronę, ale prawda była taka, że przez kilka sekund jej uwagę pochłonęły kołyszące się na wietrze liście. Znał ją na tyle, na ile pozwoliła się poznać, bo przecież świadomie pozbyła się tej wersji siebie, która była intensywnymi kolorami, pozostawiając tylko odcienie szarości i niebieskiego. I to było wystarczające, dopóki nie przekroczy pewnej granicy, gdzie ta wyuczona maniera i dystans do wszystkiego, obojętność, upór, zaczynały przeszkadzać, wprowadzając coraz to więcej iskier. Ciężko było pozbyć się budowanej przez lata zbroi, a on wcale nie wybierał łagodnych metod, będąc przecież uosobieniem ciemnego płomienia i chaosu.
- I to jest Twój wyrok, Twoja opinia? Że jestem tchórzem? - zapytała retorycznie, właściwie nie oczekując odpowiedzi, bo miał to wszystko wymalowane na twarzy. Znała go na tyle, aby umieć to dostrzec. Zresztą, chociaż Louvain był doskonałym kłamcą i prawdziwym mistrzem manipulacji, wiedziała go w akcji tak wiele razy, że po prostu wiedziała. Pokręciła głową, parskając cicho z rozbawieniem pod nosem. Owszem, może jednym z pierwszych impulsów ku temu był strach i przerażenie wywołane brakiem kontroli, ale potem znalazła w tym klucz do odnoszenia sukcesów w tym, co ją interesowało. A także w związku z pozbyciem się wyrzutów sumienia dotyczących Edwarda, które w tamtym okresie, gdy była tyle młodsza, zjadłyby ją żywcem. Musiała się ugryźć w język, żeby nie powiedzieć czegoś z czego później nie będzie już odwrotu, ale nie zamierzała prowadzić z nim dyskusji o tym, czy kogoś kochała, czy nie kochała. Podniosła na niego spojrzenie, ale nie ruszyła się z miejsca, wciąż trzymając dystans.- Tak, dziesięć lat temu pewnie częściowo kierowała mną obawa przed pozwoleniem sobie na miłość, ale potem, tak było po prostu wygodnie. Miałam inne priorytety. Zresztą, cokolwiek nie powiem, Ty i tak to zinterpretujesz inaczej. - wzruszyła delikatnie ramionami, ale nie odwróciła od niego wzroku, uparcie zatapiając się w jego onyksowych tęczówkach, jakby próbowała dostrzec tam coś, co tkwiło ukryte naprawdę głęboko, pewnie gdzieś na krawędziach jego duszy. - A Ty? Ty kiedyś kochałeś kogoś tak naprawdę? Tak, że byłbyś gotów być słabym i poświęcić część siebie?
Nie wątpiła w ten wachlarz emocji, który w nim drzemał – o tym powinien doskonale wiedzieć. Nie miała jednak na myśl tych wszystkich przelotnych romansów, tych wszystkich chwilowych fascynacji, które przewinęły się przez jego umysł i ramiona, prześlizgnęły się przez jego łóżko. Miał w sobie mnóstwo namiętności, mnóstwo ognia, ale czy cokolwiek z tego mogłoby zyskać miano miłości? Zrobiła krok w jego stronę, stukot obcasów rozniósł się echem, milknąc jednak szybko w porywach jesiennego wiatru. Jasne pasma jej włosów zakołysały się leniwie, a gdy przemknęły po policzkach, czując delikatne łaskotanie. Ten krótki, pozytywny bodziec sprawił, że odetchnęła głębiej, przekręcając głowę na bok. - Dlaczego się jej boisz?

Tego, że się wścieknie – była pewna. On w gruncie rzeczy nie lubił trudnych, osobistych pytań, nie lubił się odsłaniać. Często była pod wrażeniem jego umiejętności lawirowania pomiędzy tym wszystkim, co sobą reprezentował. Bo tyle, o ile jej maska była względnie stabilna i cała, jedna, tak on miał ich naprawdę wiele i umiał stać się takim Louvainem, jaki akurat był najbardziej potrzebny. Była to sztuka imponująca. Umiał być rozkoszny, a jednocześnie wbijać w człowieka setki malutkich ostrzy, które precyzyjnie trafiły w czułe punkty. Pewnie gdyby nie to, jaka była, trudno byłoby jej to wszystko znosić z podniesioną głową. Nie, właściwie nie słowa były tu najgorsze, a spojrzenie, którym ją lustrował. Takie w którym czaiła się ciemność, bezwzględność i brak litości. Tak spoglądał na swoje ofiary? Tak wyglądały jego oczy, gdy kryły się pod srebrną maską poplecznika Czarnoksiężnika? Pytania rozbrzmiewały echem w jej głowie, uświadamiając jej, z jaką łatwością mógłby zrobić jej krzywdę i pozbyć się problemu, który narastał. Bo przecież wiedziała za dużo, była zagrożeniem. I to nie tylko dla niego, Cynthia przecież znała wielu noszących znaki, a o kilku się domyślała. Tkwiła w tym wszystkim tak głęboko, że niezależnie od wyniku tej wojny i od tego, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, nie będzie mogła uciec od konsekwencji. Wiedziała o tym. I to nie Azkaban, nie pocałunek dementora były tym, co przerażało ją najbardziej, bo paradoksalnie, najbardziej się bała tego, że ktoś wyciągnie z niej informacje na temat osób, o których milczała. Bo Lestrange na pewno już wiedział, że jeśli chciał kogoś przytakując mu na ślepo, to z nią mu nie pójdzie łatwo. To ziarenko ciemności, które się w nim pojawiło, kiełkowało, otulając go tą aurą, którą już poznała, a jednak wcale nie paraliżował jej strach.

- Nie przytłacza Cię ta Twoja popularność? -
uśmiechnęła się krótko, odrobinie złośliwe, wcale nie mając zamiaru dać się sprowokować czymś tak banalnym, jak innymi kobietami. Bo nie było tak, że o tym nie wiedziała. - To musi być niebywale męczące, zadowalać je wszystkie.
To, że kobiety były głupie, nie było żadną tajemnicą. Większość z nich kierowała się impulsem, chwilą i wyobrażeniem czegoś, co często po prostu nie istniało. Był też odłam takich, które naiwnie wierzyły, że miłość kogoś zmieni i mężczyzna stanie się wspaniałym księciem z bajki, najlepiej na białym koniu. Niedorzeczne. Gdyby to wszystko działało na tak prostych zasadach, świat nie wyglądałby tak, jak teraz. Zabrakłoby jej palców u rąk, gdyby miała zliczyć tego typu sytuacje i złamane serca swoich znajomych, które dzień wcześniej uległy i rozkładały się, jak deser na talerzu. - Przecież to Twoje kokotki, nie moje. Skąd ja  mam to wiedzieć?- zamilkła na chwilę, unosząc dłoń, a jej palce pomknęły ku górze tak, że jeden z nich stuknął o wargi w zamyśleniu. - Pewnie zaraz mnie oświecisz i wyjdzie, że wszystkie jesteśmy takie same, ale pozwól, że wspomnę o tym, że przecież ja nigdy nie wskoczyłam Ci do łóżka. Nie traktowałam Cię, jak spełniającą potrzeby zabawkę.
Odparła z teatralnym nieco, zmęczonym westchnieniem, wbijając w niego wzrok. Zapomniał o tym? Prawda była taka, że od czasów szkolnych balów, gdy sukienki były szczytem kłopotów semestralnych, ona nigdy nie porównywała się do żadnej innej kobiety. Może wszystkie były jak ona, a może i nie? To nie miało żadnego znaczenia. Była po prostu Cynthią. Rozluźniła dłonie, pozwalając im swobodnie opaść wzdłuż ciała, prostując palce. Mogła znieść dużo, miała olbrzymie pokłady cierpliwości, ale sposób w jaki na nią patrzył... Za bardzo przypominał jej to, co widziała podczas spalonej nocy. Chciał ją zranić, chciał ją złamać, poniżyć, ukarać – wszystkie pewnie były określeniami poprawnymi i pokazywał to od ostatniej godziny. Zwykle tak robił, gdy coś nie szło tak, jak sobie to wymyślił. A jak na złość, to z nią nic mu nie szło pewnie tak, jak sobie tego życzył. Stanęła prosto, znów przyglądając się jego twarzy. Trudno było określić, która z emocji najbardziej wybijała się w jej oczach czy wyrazie twarzy, bo było ich więcej, niż zwykle.
- Sposób w jaki na mnie dzisiaj patrzysz Louvain.. Przypomina mi to, jak spoglądasz na tych, których chcesz skrzywdzić, których się chcesz pozbyć. - przerwała na chwilę, zastanawiając się nad tym, co powiedział. Skoro naprawdę go chce, to musi stać się taka, jak on i pozwolić, aby cała ta ciemność spowiła ją, niczym całun, zmieniając wszystko. Bo przecież Cynthia widziała, kim Lestrange był i do czego był zdolny. A jednak pomimo tego wszystkiego, co w nim się tliło - wszystkich odcieni czerni, całego tego oddania rebelii i wojnie, pomimo tego, jak umiał być paskudny, zawsze mu pomagała. Zawsze była, gdy jej potrzebował, nawet jeśli zdarzały się sytuacje, w których nie stali w tym samym miejscu. Mógł nazywać ją nielojalną, mógł być wściekły i nią gardzić, ale nie mógł wyprzeć się tego, że zawsze była jego sojusznikiem. - Nigdy nie będę mogła stać się kimś, kto patrzy z takim obrzydzeniem i pogardą na kogoś, kogo kocha.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6249), Louvain Lestrange (4867)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.11.2025, 23:12
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 05.11.2025, 05:45
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.11.2025, 21:59
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 07.11.2025, 02:31
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 26.11.2025, 22:04
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 11.01.2026, 02:50
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 20.01.2026, 00:02
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 01.03.2026, 01:50
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 22.03.2026, 22:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa