06.03.2023, 23:47 ✶
Bąblogłowa wydawała się dobrym pomysłem do kontynuowania tego przedsięwzięcia, lecz nie było to jego zmartwienie, więc nie poświęcił tej idei zbyt dużo namysłu. Nie ulegało jednak wątpliwości, że teraz Peregrinus będzie mocniej miał się na baczności, maszerując Pokątną.
Rozczarowało go nieco, że Brenna nie była w stanie wskazać konkretnego źródła, ale podskórnie od początku przewidywał taką odpowiedź. Nie był więc szczególnie zaskoczony.
Co go zaskoczyło natomiast, to fakt, że kobieta kojarzyła go z czasów szkolnych. Nie był nigdy jednym z tych popularnych dzieciaków, których nazwiska słyszy się w co drugiej rozmowie i są bohaterami większości plotek. Trzymał się raczej na uboczu, zawsze zajęty własnymi sprawami. Miał naturalnie niewielki krąg znajomych, ale był on dość hermetyczny i stały, ledwie kilka zaufanych osób, z którymi komfortowo spędzało mu się czas.
— Tak, Peregrinus Trelawney — potwierdził jej przypuszczenie, nie kryjąc na twarzy śladów zaskoczenia.
Nazwisko Mavelle z kolei kojarzył, jak najbardziej. Słyszał nie raz jej imię wyczytywane na zajęciach, może nawet kiedyś zdarzyło im się razem pracować nad jakimś zadaniem. Nie miał natomiast pojęcia, że były z Brenną kuzynkami.
W odpowiedzi na podziękowania skinął głową, uśmiechając się lekko. Przysługa u brygadzistki mogła się w przyszłości okazać przydatna; podobnie jak sama ta znajomość. Nie planował może i niczego podejrzanego, z czego potrzebowałby się bokiem wywinąć, ale lubił wiedzieć rzeczy, a brygadziści mieli z pewnością w wielu przypadkach informacje z pierwszej ręki.
— Szybkiego powrotu do pełni sił — pożyczył jeszcze Longbottom na odchodne.
Odprowadził ją wzrokiem do kuzynki, aby upewnić się, że trafiła pod odpowiednią opiekę, po czym się wyprostował. Podniósł z bruku swoje zakupy, odrzucił niedopałek papierosa i wgniótł go butem w ziemię. Szybkie spojrzenie na zegarek z ulgą upewniło go, że nie jest jeszcze spóźniony do pracy, więc żwawo ruszył w swoją stronę.
Do wieczora jego myśli miał zajmować temat tajemniczego kadzidła, a głowa wkrótce zaroiła się od pytań, na które nie było mu na razie dane uzyskać odpowiedzi.
Rozczarowało go nieco, że Brenna nie była w stanie wskazać konkretnego źródła, ale podskórnie od początku przewidywał taką odpowiedź. Nie był więc szczególnie zaskoczony.
Co go zaskoczyło natomiast, to fakt, że kobieta kojarzyła go z czasów szkolnych. Nie był nigdy jednym z tych popularnych dzieciaków, których nazwiska słyszy się w co drugiej rozmowie i są bohaterami większości plotek. Trzymał się raczej na uboczu, zawsze zajęty własnymi sprawami. Miał naturalnie niewielki krąg znajomych, ale był on dość hermetyczny i stały, ledwie kilka zaufanych osób, z którymi komfortowo spędzało mu się czas.
— Tak, Peregrinus Trelawney — potwierdził jej przypuszczenie, nie kryjąc na twarzy śladów zaskoczenia.
Nazwisko Mavelle z kolei kojarzył, jak najbardziej. Słyszał nie raz jej imię wyczytywane na zajęciach, może nawet kiedyś zdarzyło im się razem pracować nad jakimś zadaniem. Nie miał natomiast pojęcia, że były z Brenną kuzynkami.
W odpowiedzi na podziękowania skinął głową, uśmiechając się lekko. Przysługa u brygadzistki mogła się w przyszłości okazać przydatna; podobnie jak sama ta znajomość. Nie planował może i niczego podejrzanego, z czego potrzebowałby się bokiem wywinąć, ale lubił wiedzieć rzeczy, a brygadziści mieli z pewnością w wielu przypadkach informacje z pierwszej ręki.
— Szybkiego powrotu do pełni sił — pożyczył jeszcze Longbottom na odchodne.
Odprowadził ją wzrokiem do kuzynki, aby upewnić się, że trafiła pod odpowiednią opiekę, po czym się wyprostował. Podniósł z bruku swoje zakupy, odrzucił niedopałek papierosa i wgniótł go butem w ziemię. Szybkie spojrzenie na zegarek z ulgą upewniło go, że nie jest jeszcze spóźniony do pracy, więc żwawo ruszył w swoją stronę.
Do wieczora jego myśli miał zajmować temat tajemniczego kadzidła, a głowa wkrótce zaroiła się od pytań, na które nie było mu na razie dane uzyskać odpowiedzi.
Koniec sesji
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie