20.01.2026, 01:22 ✶
“Can I have this dance?”
Anthony westchnął, gasząc papierosa i raz jeszcze spoglądając na niebo z jednego tarasów rezydencji Lestrange, pomyślał, że kiedyś te bale były zabawniejsze. Roslyn nie mogła się dziś zjawić, ale nie zwalniało to go z obowiązków przyszłej głowy rodu i musiał odpowiedzieć na zaproszenie. Jesienny wiatr porwał resztki żaru, sprawiając, że zniknęły w powietrzu w mgnieniu oka i wdarł mu się pod materiał koszuli, zostawiając dreszcz. Był nieprzyzwoicie elegancki, garnitur w kolorze butelkowej zieleni szyty był na miarę, a śnieżnobiała koszula wykonana z mieszanki kaszmiru i bawełny. Pod szyją miał pasującą do maski muchę, nosił zegarek i sygnet, który podarował mu dziadek, a pantofle wykonane były z miękkiej, drogiej skóry. Prezentował się tak, jak Borgin powinien, nawet doprowadził burzę niesfornych, brązowych włosów do porządku i się ogolił, wybierając do tego papierosy bez zapachu. Co byłoby większym poświęceniem, niż to? A jednak, Anthony się nudził, pomimo przechadzania się między ludźmi, prowadząc krótkie i tajemnicze rozmowy. Oczywiście powstrzymywał swój niewyparzony język, był grzeczny i kulturalny, ale nie było tu niczego, co zwróciło jego uwagę na dłużej. Z Różyczką z pewnością byłoby dużo zabawniej, ale nie miała nastroju do spotkań towarzyskich na taką skalę.
Wszedł do środka z wysuniętymi w kieszenie rękoma i nawet chciał kierować się do wyjścia, ale coś przykuło jego uwagę. Właściwie to ktoś, wyróżniający się na tle całej tej sali. Ktoś, kogo poznałby zawsze i kto promieniował, sprawiając, że cień uśmiechu przebiegł po jego wargach. I kurwa, wiedział, że nie powinien i wiedział, że Brenna była tutaj z Atreusem, ale nie mógł sobie tego odmówić, nawet jeśli miał zostawić ją w porządku. Chciał się tylko upewnić, że jakoś się trzyma, że ostatnie wydarzenia nie odebrały jej nadziei i uśmiechu. Zerknął w stronę orkiestry, która przygotowywała się do rozpoczęcia kolejnej piosenki. Poprawił marynarkę, wyprostował się i podszedł do kobiety w sukni, skłaniając się grzecznie i wyciągając w jej stronę dłoń, bez słowa, zapraszając do tańca. Półmrok i maska robiły swoje, chociaż gdyby bliżej się przyjrzała, mogłaby dostrzec znajome tęczówki.
Gdy ujęła jego dłoń, ucałował jej wierzch i zaprowadził ją na parkiet, przybierając odpowiednią pozycję do tańca. Był grzeczny, jego dłonie trzymały się sztywno granic wyznaczonych przez towarzystwo, chociaż wyglądała naprawdę ślicznie. Uśmiechnął się w ten charakterystyczny dla siebie, zadziorny sposób - pozbawiony złośliwości, pozbawiony jakiejkolwiek emocji, którą mogłaby odebrać jako złą. Bo przecież Anthony nigdy by jej nie skrzywdził i nie obraził, niezależnie od tego, co Longbottom myślała o nim i o innych, którzy tkwili z nim w tym konflikcie, który tak okropnie się przeciągał.
- Przepięknie wyglądasz. Zjawiskowo. - odezwał się, gdy muzyka rozbrzmiała i zaczął taniec, nie spuszczając z niej wzroku. - Mam nadzieję, że Atreus nie będzie miał nic przeciwko. Dobrze się bawisz? Nie wiem, czy próbowałaś, ale koreczki są k.. Wyborne. - chrząknął, powstrzymując przekleństwo. Miał być perfekcyjnym gentlemanem.