Lupin poczuł się nad wyraz zadowolony, gdy Heather zaakceptowała jego linię obrony. Była młodą, piękną dziewczyną, więc zainteresowanie najnowszymi trendami modowymi spokojnie mogło leżeć w jej naturze. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kwestionował tej wymówki. Co najwyżej, jakaś stara wiedźma mruknie coś do męża lub córki o tym, jak to się zachowuje młodzież w tych czasach.
— Ja bym był — wymruczał z rozbrajającą wręcz szczerością, wykrzywiając głowę, co by lepiej widzieć twarz partnerki. — No... Jest na to szansa. Może ona czekała na tego jednego jedynego, a on oszczędzał się dla swojej Pani? — Zagryzł dolną wargę, a oczy same mu się roześmiały, gdy próbował pogrzebać w żołądku donośne parsknięcie śmiechem. Zamiast tego zacisnął wargi, uśmiechając się szeroko. — Jeśli są ze sobą od kilku lat, to mogę sobie tylko wyobrazić jego frustrację. To wesele to ostatni przystanek przed metą.
Zacmokał, kręcąc smutno głową. W sumie teoria Heather również była calkiem prawdopodobna. Z tych wszystkich emocji kłębiących się w głowach państwa młodych, kwestia nocy poślubnej mogła odejść w zapomnienie, zastąpiona przez ciągłe nerwy o to, czy na pewno wszystko zostało zapłacone, czy orkiestra dotrze na czas, wodzirej się nie upije, a wujek Johnny nie zacznie zaczepiać młodych kuzynek, rzucając przy tym na prawo i lewo rubasznymi żarciki.
— W ostatniej knajpie, w jakiej byliśmy też nie — odparował, mając na myśli pewną Bardzo Drogą Restaurację w magicznej dzielnicy Londynu. Spojrzał na rozłożone na stole półmiski, nakładając sobie kilka pieczonych ziemniaków i spory kawał mięsa w sosie. — Tutaj przynajmniej patrzę i widzę, co jem, nie to, co tam. Niby dali rybę z frytkami, ale człowiek sam nie wie, czy ta ryba to na pewno ryba, a nie tryton z importu.
Na dźwięk zdziwienia w słowach Rudej, pokiwał potakująco głową, jakby to była najbardziej trywialna informacja na świecie. Cedric nie potrafił podjąć konkretnej decyzji, jednak wszyscy w rodzinie wiedzieli, że powoli zbiera się na odwagę, aby zadać to jedno brzemienne w skutkach pytanie. Biorąc jednak pod uwagę, że dogadywał się ze swoją partnerką całkiem niezłe, Cameron nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłoby się to skończyć czymkolwiek innym niż hucznym weselem. I odetchnięciem z ulgą.
— Mhmm. Zabiera się do tego, jak psidwak do jeża, ale jest na dobrej drodze do celu. Przynajmniej z tego, co mi wiadomo — rzucił do Heather, a kolejne pytanie nieco zbiło go z tropu. Wbił na nią na moment wzrok, strzelając oczami to na lewo, to na prawo. — Wejście na nowy etap w życiu? Solidyfi... Ugrunto... Hmm... No takie pokazanie, że mu faktycznie zależy i chce z nią spędzić resztę życia? Poza tym Cedric jest bardziej... tradycyjny. Cecylka pewnie też skończy przed ołtarzem.
O sobie wolał nie mówić, bo w sumie, co mógł powiedzieć? Układ, w jakim żył z Heather i Charliem bardzo mu odpowiadał, jednak raczej mało kto poza ich trójką nazwałby go odpowiedzialnym życiowo. Nawet kowen, chociaż był dosyć progresywny, jeśli chodziło o poglądy społeczne, raczej by nie namaścił ich związku przed Matką. Czy potrzebowali jednak potwierdzenia od bóstwa, czy społeczeństwa, że mogą żyć razem?
Raczej nie. Poza tym teraz formalizacja ich relacji była chyba najmniejszym z ich problemów, biorąc pod uwagę sytuację Charlesa-Juliana. Oby niedługo ruszyło się to do przodu. Cameron upił nieco szampana i prawie się zakrztusił na komentarz przyjaciółki. Bezpośredniość hipogryfa kopiącego cię po jajach, pomyślał poniekąd z dumą, że doszła do tak światłych wniosków.
— Może ma przyjazne usposobienie. Podobno kobiety, które pragną stabilizacji i „ciepła domowego ogniska” bardzo to kręci — rzucił przyciszonym tonem. Dziecko było jednak równie dobrą wymówką, zwłaszcza jeśli ktoś w rodzinie był religijny i szczerze wierzył, że ślub w takiej sytuacji to wymóg. — No co? Dobrze wygląda. Odnalazłby się tam. Ja mam do niego pójść potem z życzeniami, czy ty wolisz dostąpić tego zaszczytu?
Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Na całe szczęście nie wiedział, że Ruda sama z chęcią upolowałaby ten smaczny kąsek, więc chwilowo nie odczuwał zbytniej zazdrości. A poza tym nie miał większych oporów przed tym, aby podejść akurat do panny młodej.