Samuel był prostym człowiekiem. Nie szukał problemów, tam gdzie ich nie było. Może świadczyło to też o jego łatwowierności, pewnie niektórzy mogli to tak odebrać. On uważał po prostu, że bez sensu jest szukać dziury w całym.
Dlatego też nie miał nic przeciwko temu, żeby Longbottom zbadała jego różdżkę, szczególnie, że nie miał nic do ukrycia i zależało mu na tym, żeby nie być łączonym z tym posągiem. Pojawił się tutaj zupełnie przypadkowo, tak jak i brygadzistka. Miał świadomość, że ktoś z boku mógł traktować jego obecność tutaj dwuznacznie, więc chciał, żeby tu i teraz wszystko zostało wyjaśnione.
Niepotrzebne mu było dodatkowe zamieszanie. Jakby nie miał wystarczająco swoich problemów, jeszcze brygadziści zaczęli by grzebać w jego przeszłości i dotarli do jakichś poszlak, które mogłyby wyciągnąć jakieś stare sprawy, gdzie nie do końca legalnie przewoził różne towary. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć.
Obserwował uważnie Brennę, gdy wzięła do ręki jego różdżkę. Nie czuł się przy tym jakoś niepewnie - w końcu wiedział, że nie zrobił nic złego, pozostawało tylko, aby kobieta również upewniła się w tym, że Carrow mówi prawdę.
- Jestem czysty jak łza, nieprawdaż?- Odparł z uśmiechem na twarzy, kiedy powiedziała, że to wystarczy. Wolał się jednak upewnić, że nic na niego nie znalazła. Nie miał aż tak czystego sumienia, żeby być tego pewnym.
Carrow stał z boku, pozwolił, aby kobieta teraz, jak on chwilę temu przyjrzała się bardziej tej rzeźbie, nie żeby sądził, że znajdzie coś więcej niż on.
Stał kilka kroków za Brenną, przyglądał się jej oględzinom, zauważył, że wyciągnęła różdżkę. Machnęła nią raz - coś jednak nie poszło po jej myśli, wtedy powtórzyła zaklęcie, które spowodowało dokładnie to samo, co to jego. Posąg zmienił się w kobietę, która krzyczała i biegła przed siebie, trwało to jednak bardzo krótko i znowu zamieniała się w kamień. - Pojebana akcja. - Mruknął pod nosem.
- Nie znam się na czarnej magii, jeśli mam być szczery.- Rzekł spoglądając na Longbottom. - No, ale tak wygląda, jakby ktoś specjalnie zrobił jej krzywdę i zostawił ją w lesie.- Ciekawe, kim właściwie była kobieta i czym tak zdenerwowała osobę, która ją zaczarowała. Pojawiały się kolejne pytania, jednak Sam nie był odpowiednią osobą, aby znaleźć na nie odpowiedzi.
- Nie było tutaj nikogo, pojawiłem się ja, później Ty, no oczywiście poza tą damą, co przed nami stoi.- Zastanawiał się właściwie ile czasu już tutaj tkwi. Musiało to być naprawdę nieprzyjemne uczucie znaleźć się w takiej pułapce bez wyjścia, ciekawe, czy ktoś jej szukał, rodzina, bliscy, ktokolwiek.
- Jeśli chcesz ją stąd zabrać, możemy spróbować, wiesz, że jestem specjalistą od transportu, tak to pewnie będziesz musiała kwitnąć w tym lesie dopóki nie pojawi się wsparcie.- Potrafił być też miły, kiedy miał na to ochotę.