23.01.2026, 01:50 ✶
(...)
Yule dobiegało końca. Potrawy trafiły kolejno na stół, a wreszcie z niego zniknęły. Goście przyszli i odeszli, zabierając ze sobą przygotowane prezenty. Reszta jedzenia została zapakowana i przekazana potrzebującym. Panowała teraz cisza i spokój, kojąca zmysły które musiały pracować przez cały dzień na wyższych obrotach.
Bertie mógł otworzyć wino, nalać sobie i usiąść w fotelu przed kominkiem, kontemplując podskakujące tam płomienie. To był dobry dzień. Szybki, pełen pracy, ale dobre, a takie dni chyba lubił najbardziej. Parę łyków dalej już nie patrzył na kominek, a przez znajdujące się obok okno, spoglądając ku górze, na ciemne niebo i migające na nim oczka gwiazd. Czarowały, obiecywały że cokolwiek się nie stanie, one wciąż tam będą. Szczególnie jedna przykuła jego uwagę, oczywiście ta najjaśniejsza i przez moment nawet zastanawiał się nad tym, jak się nazywa, ale nie był na tyle obeznany w ciałach niebieskich by się zdecydować. Dopił więc wino, powoli, bez pośpiechu, a kiedy wreszcie mu się udało ruszył do sypialni by udać się na spoczynek.
Koniec sesji