• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem

[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#7
25.01.2026, 00:56  ✶  
Posiadanie na karku pięćdziesięciu jesieni nie było żadną wadą. Oznaczało jedynie, że wzbudza się zainteresowanie w… innej demografii niż młodziutkie dziewczęta, tak? Takie chociażby prostytutki z Nokturnu często z nadzieją patrzyły na panów w podobnym wieku, licząc, że im już w domu żona nie daje.
— A pani ma pożyczyć miotłę? — zapytał jeszcze Woody, gdy padła informacja o czasie przelotu. Nie żeby warunki atmosferyczne sprzyjały lotom na miotle. Szczególnie komuś, kto ostatni raz biegłość w tej dziedzinie wykazał trzydzieści parę lat temu na szkolnym Pucharze Quidditcha.
Nie spodziewał się Tarp wiele i wiele nie otrzymał — odpowiedź na jego pytanie oczywiście znów była jakimś okrętnym wymigiem. Żadnej miotły nie dostał.
Na deklarację Shafiqa o zabezpieczaniu pokoju pokiwał jedynie oszczędnie głową, choć po prawdzie miał nadzieję, że te zabezpieczenia Cathal będzie kładł jedynie na swoją sypialenkę. Prędzej by stary warował całą noc w holu niż wszedł do pomieszczenia domkniętego pieczęcią przez kogoś niezaufanego.
Wieczorek w rzeczy samej był wesoły, choć stanowił raczej spektakl, który dwóch gości oglądało, nie faktycznie w nim współuczestniczyło. Również w sypialni nie opuszczało Woody’ego przekonanie, że jest tu więźniem. Długo nie spał. Popijał sobie i rozważał scenariusze. Puszczą go stąd kiedy?
W pewnym momencie otworzył okno. Zawiasy działały gładko, mógł swobodnie wyciągnąć się przez ten otwór i wyjrzeć w noc na pustkowiu. Na głowę napadało mu przy tym zimnego deszczu, który z dreszczem popłynął po twarzy i karku. Tyle dobrego, że nie był fizycznie uziemiony — no, wyczarować pod oknem amortyzację skoku zdołać powinien. Wrócił więc do środka, lecz kilka razy jeszcze tej nocy sprawdzał okno. Za każdym razem puszczało. Mógł iść. Tylko nie wiedział, w którą stronę. Próbował i cyklicznie się deportować, choć z każdą nieudaną próbą dopadało go tylko większe zniechęcenie. Wkrótce dołączyło do tego i wyczerpanie.
— Nic to — mruknął sam do siebie mężczyzna. — Poczekamy, zobaczymy.
Rozsiadł się na łóżku w buciorach, z rękami założonymi na piersi. Może i broda zaczęła mu opadać, może i zamykał oczy, ale czuwał. A czuwanie to wkrótce przemieniło się w lekki sen. Pochrapywał sobie w czasie tych drzemek z głową opartą o wezgłowie łóżka, lecz gdy rano się obudził, zorientował się, że przez sen osunął się w poduchy.
Czasem mu się zdarzało tak budzić, jak mu się tego ranka zdarzyło: z policzkiem w wilgotnej poduszce. Paskudne to było uczucie, tak sobie przez sen zaślinić pościel. Trudno opisać, o ile więcej paskudne było obudzenie się na wilgotnej, nadgniłej pościeli. A wzdłuż policzka zamiast pojedynczej strużki śliny: poranna rosa czy inne resztki deszczu.
Zimno mu było, zimno i mokro. Wstał z tego wyra jak truposz wychodzący z wilgotnego grobu. Bardziej niż zwykle obolały, wymięty, pokrzywiony i cuchnący. Nad nim nie było sufitu, samo niebo szarego poranka. Kurwa mać, tego brakowało, żeby go złożyło przeziębienie. Rozejrzał się po ruderze i próbował zrozumieć, co się stało, lecz gdy tylko usłyszał śmiech, od razu podążył za nim na korytarz. Ujrzawszy Cathala, zamarł na chwilę w gotowości, lecz rozluźnił się, gdy dostrzegł, że Shafiq wydaje się tak samo zmarnowany jak i on.
— Cholera jasna — powitał go, lecz nietrudno było wyczuć, że złorzeczeń nie kierował na drugiego czarodzieja, a ku niezidentyfikowanej sile, która ich tu sprowadziła. — Pan widział wczoraj to samo, co ja, prawda? Była tu, kurwa, iluzja. — Bo innego wytłumaczenia nie znajdował.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1982), Woody Tarpaulin (2418)




Wiadomości w tym wątku
[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 17.11.2025, 16:52
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 17.11.2025, 19:37
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 08.01.2026, 15:00
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 12.01.2026, 16:06
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 24.01.2026, 11:36
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 24.01.2026, 19:58
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 25.01.2026, 00:56
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 27.01.2026, 11:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa