25.01.2026, 10:26 ✶
Śmiech uroczej nieznajomej niósł się po ogrodzie, łagodząc dziwną atmosferę spowodowaną przez magiczne róże. Biała suknia niemal lśniła wśród mroku, jakby jej kwiatowe wzory chciały rywalizować z tutejszą florą. Kobieta zapewne nie bez powodu też wybrała taką fascynującą kreację, łagodnie prześwitującą, jednak pozostawiającą wiele wyobraźni. Robert oczywiście był dżentelmenem i nie zamierzał czynić aluzji ani bezczelnie się gapić. Jednak potrafił się przyznać przed samym sobą, że kobieta niewątpliwie go pociągała. Ze swoim niskim głosem, maską motyla i słodkimi słowami, sprawiała, że zapominał o tym, czemu właściwie pojawił się na tym przyjęciu.
– Dobrze poradziłaby sobie pani w polityce z takim nastawieniem – uśmiechnął się. Upił trochę drinka, jednak nie poczuł magicznego efektu. Nie znaczyło to, że alkohol nie smakował wybornie. Lekko słodko, lekko kwaśno, odrobinę jak prosecco, lecz z nutą mięty. – Skandal spowoduje się prędzej czy później, rzecz w tym, by potem ruszyć dalej.
Kobieta pociągnęła go w stronę oranżerii. Nie protestował. Nie bez powodu bal był maskowy, anonimowość tylko im wszystkim służyła. Mimo rozmów o skandalach, Robert wolał takowych unikać. Jednak, jeśli nikt go nie rozpozna... Ryzyko spadało.
Na ścieżce do oranżerii coś jednak błysnęło w czarnej glebie, w klombie z różami. Robert przystanął na chwilę, łagodnie chwytając kobietę za rękę. Wskazał na błyszczący przedmiot zakopany w ziemi.
– Czy to ogród przygotował dla pani jakiś podarek? – rzucił, jednak nie chciał sięgać po przedmiot. Gleba miała z pewnością pobrudzić mu ręce, których nie miał gdzie umyć. Wiedział, że potrafiła wchodzić pod paznokcie, a to wydawało się... niegodne dżentelmena. – Chociaż, jeśli o tym pomyśleć, wydaje się, że może być to pułapka. Może na mnie samego? Lśnienie zawsze potrafiło przyciągnąć mój wzrok.
Zawada: Snob
– Dobrze poradziłaby sobie pani w polityce z takim nastawieniem – uśmiechnął się. Upił trochę drinka, jednak nie poczuł magicznego efektu. Nie znaczyło to, że alkohol nie smakował wybornie. Lekko słodko, lekko kwaśno, odrobinę jak prosecco, lecz z nutą mięty. – Skandal spowoduje się prędzej czy później, rzecz w tym, by potem ruszyć dalej.
Kobieta pociągnęła go w stronę oranżerii. Nie protestował. Nie bez powodu bal był maskowy, anonimowość tylko im wszystkim służyła. Mimo rozmów o skandalach, Robert wolał takowych unikać. Jednak, jeśli nikt go nie rozpozna... Ryzyko spadało.
Na ścieżce do oranżerii coś jednak błysnęło w czarnej glebie, w klombie z różami. Robert przystanął na chwilę, łagodnie chwytając kobietę za rękę. Wskazał na błyszczący przedmiot zakopany w ziemi.
– Czy to ogród przygotował dla pani jakiś podarek? – rzucił, jednak nie chciał sięgać po przedmiot. Gleba miała z pewnością pobrudzić mu ręce, których nie miał gdzie umyć. Wiedział, że potrafiła wchodzić pod paznokcie, a to wydawało się... niegodne dżentelmena. – Chociaż, jeśli o tym pomyśleć, wydaje się, że może być to pułapka. Może na mnie samego? Lśnienie zawsze potrafiło przyciągnąć mój wzrok.
Zawada: Snob