27.01.2026, 10:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2026, 10:29 przez Rodolphus Lestrange.)
Pokręcił głową, a jego wzrok powędrował w kierunku domu. Milczał, zamiast odpowiedzieć, ale wyraz jego twarzy nie był już tak nieprzenikniony, jak wcześniej. Widać było po nim, że myśli, rozważa różne opcje, analizuje różne scenariusze w głowie. I żaden nie zakładał w tej chwili oszczędzenia dziecka. Było za duże, by je oszczędzić.
- Żeby uzyskać ostatni element układanki - odpowiedział enigmatycznie, nie dzieląc się z towarzyszem swoimi rozterkami. - W takim razie idziemy, jak tylko poczujesz się gotowy.
Nie zakładał, że ktokolwiek wyjdzie z tego domu żywy, więc zmiana twarzy nie była potrzebna. Dom stał na uboczu, Lestrange rozejrzał się jeszcze by upewnić się, że nie było w okolicy nikogo, kto mógłby się zaplątać w okolicy i zepsuć ich plan, a potem poczekał aż Travers zbierze się z ziemi i podąży za nim. Mieli dużo czasu, nikogo nie było w pobliżu. Mógł odpoczywać ile chciał.
Zaczynało zmierzchać, gdy mogli w końcu ruszyć. Rodolphus miał kilka opcji w głowie, kilka planów, lecz nie podzielił się nimi z Nicholasem, chyba że ten zapytał. Plan był w zasadzie prosty: podejść jak najciszej, nie pukać do drzwi. Spróbować je otworzyć, bo być może nie były zamknięte na zamek. A jeżeli były... Zawsze można było je wyważyć odpowiednim zaklęciem. Być może narobią przy tym trochę hałasu, lecz Nicholas wybrał domek na uboczu, nikt nie powinien się zainteresować tym, co się tu będzie działo.
Raz jeszcze omiótł otoczenie spojrzeniem, by upewnić się, że nikt nie składa myśliwemu wizyty, a potem razem z Nicholasem ruszył w kierunku domku, wyciągając różdżkę. Nacisnął klamkę, cicho i delikatnie, chcąc się zorientować, czy gospodarz zamknął drzwi. Zaskoczenie było ich ogromną przewagą.
Czy drzwi są zamknięte?
Nie były. Idiota, przemknęło mu przez myśl. By może hałas by ich ostrzegł, być może mogliby podjąć walkę gdyby zostali zaalarmowani. Ale postanowili nie zakluczać drzwi, czym podpisali na siebie wyrok. Lestrange wślizgnął się do środka.
- Żeby uzyskać ostatni element układanki - odpowiedział enigmatycznie, nie dzieląc się z towarzyszem swoimi rozterkami. - W takim razie idziemy, jak tylko poczujesz się gotowy.
Nie zakładał, że ktokolwiek wyjdzie z tego domu żywy, więc zmiana twarzy nie była potrzebna. Dom stał na uboczu, Lestrange rozejrzał się jeszcze by upewnić się, że nie było w okolicy nikogo, kto mógłby się zaplątać w okolicy i zepsuć ich plan, a potem poczekał aż Travers zbierze się z ziemi i podąży za nim. Mieli dużo czasu, nikogo nie było w pobliżu. Mógł odpoczywać ile chciał.
Zaczynało zmierzchać, gdy mogli w końcu ruszyć. Rodolphus miał kilka opcji w głowie, kilka planów, lecz nie podzielił się nimi z Nicholasem, chyba że ten zapytał. Plan był w zasadzie prosty: podejść jak najciszej, nie pukać do drzwi. Spróbować je otworzyć, bo być może nie były zamknięte na zamek. A jeżeli były... Zawsze można było je wyważyć odpowiednim zaklęciem. Być może narobią przy tym trochę hałasu, lecz Nicholas wybrał domek na uboczu, nikt nie powinien się zainteresować tym, co się tu będzie działo.
Raz jeszcze omiótł otoczenie spojrzeniem, by upewnić się, że nikt nie składa myśliwemu wizyty, a potem razem z Nicholasem ruszył w kierunku domku, wyciągając różdżkę. Nacisnął klamkę, cicho i delikatnie, chcąc się zorientować, czy gospodarz zamknął drzwi. Zaskoczenie było ich ogromną przewagą.
Czy drzwi są zamknięte?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Nie były. Idiota, przemknęło mu przez myśl. By może hałas by ich ostrzegł, być może mogliby podjąć walkę gdyby zostali zaalarmowani. Ale postanowili nie zakluczać drzwi, czym podpisali na siebie wyrok. Lestrange wślizgnął się do środka.