Nie rzucił się z miejsca za dokumentami. Przez moment wolał na to wszystko patrzeć i wyklinać na osobę, która doprowadziła do tego nieszczęścia. Osobę, której rzecz jasna nie zdołał w pierwszym momencie rozpoznać.
Tę, która na jego niezbyt uprzejme zachowanie potrafiła odpowiednio zareagować.
Niezbyt często zdarzało mu się odpuszczać. Język za zębami trzymał w obecności nieszczególnie licznego grona osób. Takich, które darzył szacunkiem. Uważał za lepsze od siebie. Opcjonalnie - od których chciał coś uzyskać i wiedział, że odpowiednie zachowanie, może stanowić na tym polu klucz do sukcesu. Albo też, odniesienie tego sukcesu ułatwić. Gdyby więc świadkiem tego zajścia stał się ktoś, kto Mulcibera znał, mógłby zwrócić na to większą uwagę. Być może nawet zainteresować się z czego to wynika.
Na szczęście nie można było powiedzieć, żeby poza ich dwójką, na korytarzu znajdywały się szalone tłumy. Nie tym razem.
- Tak samo urocza jak zawsze. - skomentował jej słowa. - Mówił Ci ktoś, że masz strasznie niewyparzony język? Bo niewątpliwie powinien.
Prawdopodobnie nie raz i nie dwa, miała okazje coś takiego od Roberta usłyszeć. Tym samym nie było to dla niej niczym nowym. Mogła też bez trudu się domyślić, że pomimo tej uwagi, nie tak do końca przeszkadzał mu ten sposób wypowiedzi, który chwilę temu zaprezentowała.
Przynajmniej miał się do czego przyczepić.
I się nie nudził.
Następnie pochylił się nad dokumentami, również starając się możliwie najszybciej ogarnąć bałagan, który powstał w efekcie ich niespodziewanego spotkania. Z wciąż otwartą teczką, starał się odnaleźć kolejne strony tworzące wniosek, który w całości powinien zostać dostarczony do urzędników w odpowiednim departamencie. Tych, którzy zajmowali się sprawami finansowymi.
Była to kolejna rzecz, którą dało się zauważyć. Odpowiednie nagłówki na każdej stronie mówiły aż nazbyt wiele o tym, czego mogła dotyczyć sprawa.
- To chyba moje. - poinformował, kiedy w ręku Lycoris znalazł się jeden z jego dokumentów. Formularz o jakże wdzięcznym oznaczeniu A-35. Sięgnął w jego kierunku, odbierając go od kobiety. Umieszczając we własnej teczce. - Bardzo dużo liczb, pewnie i tak na dużo by się Tobie nie przydał. - dodał. I cholera jedna wie czy mówił to na poważnie, czy starał się zażartować. Po tonie głosu i wyrazie twarzy, ciężko było wywnioskować coś więcej. Niektórzy pewnie by w tym miejscu poszli na łatwiznę i stwierdzili, że Robert żartować nie potrafił. I może nie byłoby to szczególnie dalekie od prawdy.
Tej prawdy, która zawsze ma dwa oblicza.
Bo przecież przy niektórych osobach człowiek prezentuje się z zupełnie innej strony, zachowuje inaczej. Pokazuje twarz, która nie jest przeznaczona dla szerszego grona.