27.01.2026, 15:09 ✶
Ludzie potrzebowali się teraz zjednoczyć, odzyskać wzajemne zaufanie i odbudować to, co zostało strawione przez ogień. Był to proces długodystansowy, który tak naprawdę zaczynał się od właśnie takich malutkich gestów, dlatego pewnie Panda trzymała ją w objęciach odrobinę dłużej i mocniej, niż powinna i niż teoretycznie wypadało. Prewettówna miała to jednak gdzieś, jak zwykle zresztą w poważaniu mając to, czego i jakiego zachowania oczekiwano od dziedziczki.
- Wszystko w porządku, tak. Mara jest bezpieczna, Hjalmar na szczęście też, chociaż byłam bliska ataku serca, gdy dostrzegłam brak okien w jego kuźni. – zaczęła, ignorując temat zmarłej Florence, bo zwyczajnie by się rozpłakała. Pandora była na etapie wyparcia, ignorowania poczucia złości i niesprawiedliwości, która ogarniała ją za każdym razem, gdy widziała jej zdjęcie. Nie chciała próbować się mścić, a wiedziała, że gdy ten cichy szept z tyłu głowy przerodzi się w krzyk, mogłaby zadziałać impulsywnie i głupio. Zignorowała wiec ukłucie, przyglądając się z troską i czułością twarzy przyjaciółki, szczęśliwa, że i Brenna była cała. Wielu ludzi nie miało tyle szczęścia i tyle, o ile domy były do odbudowania, tak utraconego życia nie dało się przecież odzyskać. – Ucierpiały chyba dwa kasyna ojca, ale już się tym zajął, ostatecznie wykorzystując odbudowę na powiększenie powierzchni i nową salę tematyczną. Okropnie nudne zajęcie, musiałam z nim zatwierdzać papiery.
Nie mogła powstrzymać wywrócenia oczami i westchnienia. Wiedziała, że musiała mu pomóc, ale czas spędzony na takich drobnostkach mógł być znacznie lepiej wykorzystany. Miała dwie zdrowe ręce i umiejętności, mogła realnie pomóc i skupić się bardziej na działalnościach charytatywnych, bo potrzebujących było teraz wielu.
Słuchała jej z uwagą, poprawiając swój tobołek.
- Zajmiemy się wszystkim, mam teraz sporo wolnego, bo wstrzymałam zlecenia i chcę się skupić na tym, co ważne teraz. Obydwie możemy pomóc Pani Lewis, rzemieślnik jest gratis. Jeśli chcesz, możemy też opłacić im potrzebne do codziennego życia rzeczy, wpiszę to do papierów na działalność charytatywną i sama dołożę coś od siebie. Jestem pewna, że mój Hjalmar też pomoże, jeśli się mu wspomni. – uśmiechnęła się pogodnie, sugerując jej kolejną osobę, którą mogła wykorzystywać do swoich celów wedle uznania, oczywiście tych odpowiednich dla światła dziennego. Jeśli rozchodziło się o Islandczyka, bywała zazdrosna, ale nie mogłaby być zazdrosna o Brennę, która od samego początku wpadła jej prosto do serca i zwyczajnie jej ufała. Na jej pytanie o jedzenie, spoważniała nieco i przytaknęła. – Pewnie nie masz czasu jeść w tym całym chaosie, zobacz, jak zeszczuplałaś. Dbasz o wszystkich, nigdy nie myślisz o sobie, no to ja będę trochę o Tobie myślała.
Zapewniła ją z takim entuzjazmem i pewnością, że nawet gdyby uznała, że nie jest to potrzebne i by zaprzeczyła, niczego nie mogła zdziałać. Już postanowiła, bo aby móc nieść pomoc innym, sama też musiała być w dobrej formie. – Jak będziesz miała wolniejszy wieczór, musisz do mnie zajrzeć na kolację, może zaproszę też Hjalmara? Oczywiście możesz też kogoś przyprowadzić. Ostrzegam, jestem bardzo początkującym kucharzem, umiem trzy rzeczy na krzyż, ale Brenn, znam tak dobre knajpy dostarczające jedzenie w Londynie, że nie umrzemy z głodu. I będzie nawet deser!
Zaproponowała, również ją obejmując, chcąc chociaż małymi kroczkami wracać do normalności, bo inaczej to szło po prostu zwariować. Ciemne oczy dziewczyny odrobinę się wytrzeszczyły, gdy ta wspomniała o tym klasyku. – Na Merlina! Chyba od Hogwartu nie jadłam czekoladowej żaby!
- Wszystko w porządku, tak. Mara jest bezpieczna, Hjalmar na szczęście też, chociaż byłam bliska ataku serca, gdy dostrzegłam brak okien w jego kuźni. – zaczęła, ignorując temat zmarłej Florence, bo zwyczajnie by się rozpłakała. Pandora była na etapie wyparcia, ignorowania poczucia złości i niesprawiedliwości, która ogarniała ją za każdym razem, gdy widziała jej zdjęcie. Nie chciała próbować się mścić, a wiedziała, że gdy ten cichy szept z tyłu głowy przerodzi się w krzyk, mogłaby zadziałać impulsywnie i głupio. Zignorowała wiec ukłucie, przyglądając się z troską i czułością twarzy przyjaciółki, szczęśliwa, że i Brenna była cała. Wielu ludzi nie miało tyle szczęścia i tyle, o ile domy były do odbudowania, tak utraconego życia nie dało się przecież odzyskać. – Ucierpiały chyba dwa kasyna ojca, ale już się tym zajął, ostatecznie wykorzystując odbudowę na powiększenie powierzchni i nową salę tematyczną. Okropnie nudne zajęcie, musiałam z nim zatwierdzać papiery.
Nie mogła powstrzymać wywrócenia oczami i westchnienia. Wiedziała, że musiała mu pomóc, ale czas spędzony na takich drobnostkach mógł być znacznie lepiej wykorzystany. Miała dwie zdrowe ręce i umiejętności, mogła realnie pomóc i skupić się bardziej na działalnościach charytatywnych, bo potrzebujących było teraz wielu.
Słuchała jej z uwagą, poprawiając swój tobołek.
- Zajmiemy się wszystkim, mam teraz sporo wolnego, bo wstrzymałam zlecenia i chcę się skupić na tym, co ważne teraz. Obydwie możemy pomóc Pani Lewis, rzemieślnik jest gratis. Jeśli chcesz, możemy też opłacić im potrzebne do codziennego życia rzeczy, wpiszę to do papierów na działalność charytatywną i sama dołożę coś od siebie. Jestem pewna, że mój Hjalmar też pomoże, jeśli się mu wspomni. – uśmiechnęła się pogodnie, sugerując jej kolejną osobę, którą mogła wykorzystywać do swoich celów wedle uznania, oczywiście tych odpowiednich dla światła dziennego. Jeśli rozchodziło się o Islandczyka, bywała zazdrosna, ale nie mogłaby być zazdrosna o Brennę, która od samego początku wpadła jej prosto do serca i zwyczajnie jej ufała. Na jej pytanie o jedzenie, spoważniała nieco i przytaknęła. – Pewnie nie masz czasu jeść w tym całym chaosie, zobacz, jak zeszczuplałaś. Dbasz o wszystkich, nigdy nie myślisz o sobie, no to ja będę trochę o Tobie myślała.
Zapewniła ją z takim entuzjazmem i pewnością, że nawet gdyby uznała, że nie jest to potrzebne i by zaprzeczyła, niczego nie mogła zdziałać. Już postanowiła, bo aby móc nieść pomoc innym, sama też musiała być w dobrej formie. – Jak będziesz miała wolniejszy wieczór, musisz do mnie zajrzeć na kolację, może zaproszę też Hjalmara? Oczywiście możesz też kogoś przyprowadzić. Ostrzegam, jestem bardzo początkującym kucharzem, umiem trzy rzeczy na krzyż, ale Brenn, znam tak dobre knajpy dostarczające jedzenie w Londynie, że nie umrzemy z głodu. I będzie nawet deser!
Zaproponowała, również ją obejmując, chcąc chociaż małymi kroczkami wracać do normalności, bo inaczej to szło po prostu zwariować. Ciemne oczy dziewczyny odrobinę się wytrzeszczyły, gdy ta wspomniała o tym klasyku. – Na Merlina! Chyba od Hogwartu nie jadłam czekoladowej żaby!