Skrzyżowała nogi i odebrała od Brenny pączka uśmiechając się na myśl o idealnym kształcie – w końcu podobno jesteś tym, co jesz, a pączki też były okrągłe… Rzeczywiście było niemal tak jak kiedyś, jak te 10 lat temu, gdy siadały we trójkę na hogwardzkich błoniach, mając przed sobą uspokajający widok jeziora. Victoria nie myślała o tym wcześniej, ale może dlatego podświadomie szukała dla siebie miejsca z widokiem na spokojną wodę, bo kojarzyło jej się to z tymi słodkimi wspomnieniami o szkole. Szkoda, że nie było z nimi Cynthii… Ich dorosłe życia pognały w różnych kierunkach i czasami naprawdę trudno było się umówić we trójkę.
– Nie mam pojęcia. Każda możliwość jest równie prawdopodobna tak po prawdzie – Lestrange też nad tym myślała i póki co wnioski były takie, że za dużo tych zagadek w jej życiu i powoli bolała ją od tego głowa. – Taaa… ale co robiliby w mojej? – skrzywiła się przy tym i westchnęła. – Nic się bardziej nie działo w tamtym mieszkaniu, ale nie jest powiedziane, że nagle nie zacznie. Chociaż trudno to porównywać do przemieszczającej się sadzy, dziwnych run i samotnych krzeseł, które przetrwały pożar – jej też bębny kojarzyły się z Thoranem i tym zastanym poltergeistem. – Jak się całkiem wyniesiemy to każę to mieszkanie przetrząsnąć jakiemuś klątwołamaczowi i egzorcyście, a może wcześniej jeszcze spirytyście – nie była przy tym zadowolona, ale co jej pozostawało? Mogła się też próbować pozbyć tego mieszkania, ale tu znowu: nie chciała nikomu wciskać czegoś, co mogło być potencjalnie niebezpieczne, a poza tym na wszelki wypadek warto było mieć tę kamienicę, gdyby nagle była potrzebna.
– W sumie… Masz racje. Jakoś o tym do tej pory nie myślałam – bo Brenna miała rację, że jednak Prim jakoś przeżyła w Hogwarcie i to jeszcze w domu, który był w podziemiach, mając bezpośredni kontakt z wodą z jeziora. – W sensie o tym Hogwarcie. Bo o pokoju z oknami nie na jezioro tak – Hogwart był jakiś takim innym czasem, może nawet trochę jak z bajki, gdy porównywało się te beztroskie (no… prawie, w końcu było sporo nauki i wiedzy do przyswojenia) czasy z obecnymi.
Victoria wgryzła się w pączka, zastanawiając nad pytaniem Brenny. To nie tak, że nie chciała o tym mówić, nie było też tak, że to miał być jej ulubiony temat, bo zupełnie nie. Prawda była taka, że Lestrange nie wiedziała jak i co ma o tym mówić. Serce bolało, ale też serce nie sługa… W końcu nabrała oddech w płuca i po chwili ciszy, nadal patrząc na morze, się odezwała.
– Sama nie wiedziałam jak to do końca z nim jest. W sensie… no zerwaliśmy zaręczyny, moja matka była absolutnie wściekła i zrobiła mi awanturę dziesięciolecia – a awantura ta była tą kroplą, która przelała czarę goryczy. – Nie zerwaliśmy kontaktu, a przynajmniej nie tak do końca, nie wiedziałam co mam nawet zrobić z pierścionkiem zaręczynowym. Z początku Sauriel mnie, można powiedzieć, że unikał, ograniczył nasz kontakt do minimum, aż Cynthia napisała do niego jakieś listy i tak go rozjuszyła, że przyszedł do mnie z tymi listami, żebym sobie poczytała jak moja przyjaciółeczka się miesza w naszą relację – Victoria westchnęła ciężko i bezwiednie zaczęła się bawić włosami. – Powiedział mi wtedy coś w stylu, że nie chciałby, żeby było między nami dziwnie. Że chciałby, żeby było normalnie, cokolwiek to miało znaczyć. Że normalnie by się odciął, bo tak robi, jak ktoś ma do niego jakieś uczucia, że nie wie jak się ma przy mnie zachowywać… takie tam. A potem… no nie wiem, od żartu zatrudniłam go jako opiekunkę do kota. I nie wiem jak to wyjaśnić, ale spędziliśmy razem Lammas, sam mnie wtedy łapał za rękę, byliśmy razem na weselu u Blacków, później, hmm, zabrał mnie na wycieczkę do jakiegoś opuszczonego zamku, który jest podobno miejscem schadzek. Pocałował mnie i mówił mi, żebym się go o to nie pytała, więc nigdy nie zapytałam co jest grane. I przychodził do mnie, jak było mi gorzej, dotrzymywał mi towarzystwa i tak dalej. Pokazywał mi swój nowy dom, jak w końcu się wyniósł od Rookwoodów, ale podczas Spalonej poszedł z dymem dokładnie tak samo jak nasz… No i tak… Dlatego u mnie mieszkał przez tę chwilę. No a potem tak z dnia na dzień powiedział, że wyjeżdża – chyba nie dało się skrótowo opisać swojej relacji z drugim człowiekiem, ale jednak Victoria i tak spróbowała. Przez długi czas była w tym strasznie zagubiona, bo dostawała od Rookwooda zajebiście sprzeczne sygnały, ale ostatecznie zmierzało to w dość jasnym kierunku, aż… No. Aż po prostu przestało zmierzać gdziekolwiek. – Nie wiem, czy się tego wystraszył i postanowił to tak uciąć, czy coś się stało i uznał, że nie chce żyć już w Anglii czy co właściwie. Może nie stało się nic, może po prostu poczuł, że tak będzie mu lepiej.