08.03.2023, 02:34 ✶
Castiel zawsze był jej najsłabszym punktem i jednocześnie największym źródłem siły. Cynthia zrobiłaby wszystko, żeby go chronić. Na jego słowa o ich domu, rozejrzała się mimowolnie, popadając w subtelne zamyślenie nad tym, czy portretów było faktycznie tak wiele i czy gadały, jak najęte? Westchnęła jednak, wiedząc, że jej marudzenie niczego nie zdziała i jedynie obdarzyła go krótkim, wciąż łagodnym spojrzeniem. - Sam wiesz, co dla Ciebie jest najlepsze.
I może trochę ona, ale no nie mogła przecież mu rozkazywać, a o zbawiennym wpływie jej najlepszego przyjaciela Fergusa nie miała pojęcia. I nie było wcale powiedziane, że schadzki tych dwoje by ją jakoś uspokoiły, zważywszy na umiejętności ściągania na siebie kłopotów tego duetu. Na jego słowa uniosła brwi, prychając cicho pod nosem. To, że on by się zanudził, było jednym, ale ona za to przestałaby żyć w obawie, że pewnego poranka podczas sesji dostrzeże jego twarz pod czarnym materiałem worka. Uniosła dłoń, mierzwiąc pieszczotliwie jego włosy i dając tym samym za wygraną, słuchała dalszej opowieści o jego perypetiach.
- Całe szczęście, że Brenna ma na Ciebie cały czas oko. Wiesz, że byłaby dobrą żoną? -zapytała zaczepnie, nie mogąc powstrzymać się od komentarza dotyczącego jego stanu matrymonialnego. A przecież małżeństwo w przyjaźni byłoby znacznie lepsze niż takie suche i bez żadnego uczucia. Zdawała sobie sprawę, że ich ojciec zaczynał się już niecierpliwić odnośnie do tych cholernych małżeństw i nawet jej wymówka o wielkiej żałobie przestawała działać. Jej chłodne, stalowoniebieskie oczy wpatrywały się uważnie w brata, analizowały każdą zmianę w mimice jego twarzy, dostrzegały nową zmarszczkę czy inaczej opadający kosmyk włosów. Słyszała też oczywiście nieco inną niż zwykle wibrację w sposobie mówienia. Nabierał pewności siebie i Cyna była z niego cholernie dumna. Chłopiec, który tak nieśmiało odwracał wzrok w szkolnej ławce, Piotruś Pan, musiał w końcu zacząć dorastać. Uśmiechnęła się więc tylko pod nosem do własnych myśli z odrobiną nostalgii, zgarniając mieniące się srebrem pasmo włosów za ucho.
- Oczywiście, że zerknę. Jak będziesz brał je tak często, uodpornisz trochę organizm na ich działanie i skutki zażycia będą mniej odczuwalne. - wyjaśniła spokojnie, mimowolnie przyglądając się jego czołu i delikatnie dotykając go kciukiem, bo dłoń spłynęła jej z głowy na jego skronie. Gdy to zrobiła, westchnęła ciężko i pokręciła głową, nachylając się i muskając jego czoło chłodnymi ustami, aby zaraz ruszyć do kuchni i wszystko przygotować.
Wykończy ją nerwowo.
Przyglądając się tacy, miała nadzieję, że o niczym nie zapomniała, bo nie była typem czystokrwistej czarownicy, która fatygowała skrzaty niepotrzebnie. Postawiła wszystko w zasięgu jego dłoni, roźdzką rozpalając w kominku mocniej. W domu było chłodno, nawet jeśli zdaniem brata duszno, ale jak mógł inaczej odczuwać wnętrze, żyjąc na morzu?
- Poczekaj jeszcze, chociaż godzinę lub półtorej, nadal masz bardzo wysokie działanie poprzedniej. Chcesz jeszcze kanapek?
Obserwowała, jak zajada przysmaki z tacy z myślą, czy aby na pewno o siebie dbał i dobrze się odżywiał. Przez chwilę się nawet zastanawiała, czy schudł. Na jego pytanie zaśmiała się pod nosem, nie mając pojęcia, która z wybranych przez niego opcji była rozsądniejsza. Który z nich był w stanie bardziej zadbać o drugiego? Przymknęła na chwilę oczy, robiąc kilka kroków po pokoju. - To podchwytliwe, bo nie wiem, ile koci Fergus zmarnował żyć i kiedy zabraknie szczęścia na te cztery łapy Cas. Swoją drogą to bardzo brzydko odbijać siostrze najlepszego przyjaciela. Myślałam, że za nim nie przepadasz.
Rozluźniła dłonie, pozwalając im swobodnie opaść wzdłuż ciała i przysiadła na oparciu fotela, który stał naprzeciw tego, który zajmował Flint. Wlepiła w niego spojrzenie, ściągając nieco brwi na wzmiankę o Sophie. Jakim cudem to ona musiała niańczyć i sprawdzać całą rodzinę?
- Nie miałyśmy okazji się spotkać, ostatnio miałam dużo pracy, ale minęłam się z nią kilka razy w Ministerstwie. Przeszkadza, ale przecież jej nie zmuszę. Jest dorosła, a moim głównym obiektem zainteresowań w kwestii niańczenia, jesteś Ty.
Uśmiechnęła się przesłodko, zadziornie i złośliwie jednocześnie, wzruszając delikatnie ramionami. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby kuzynka mieszkała tutaj i Cynthia mogłaby mieć na nią oko, bo zawsze się dogadywały.
I może trochę ona, ale no nie mogła przecież mu rozkazywać, a o zbawiennym wpływie jej najlepszego przyjaciela Fergusa nie miała pojęcia. I nie było wcale powiedziane, że schadzki tych dwoje by ją jakoś uspokoiły, zważywszy na umiejętności ściągania na siebie kłopotów tego duetu. Na jego słowa uniosła brwi, prychając cicho pod nosem. To, że on by się zanudził, było jednym, ale ona za to przestałaby żyć w obawie, że pewnego poranka podczas sesji dostrzeże jego twarz pod czarnym materiałem worka. Uniosła dłoń, mierzwiąc pieszczotliwie jego włosy i dając tym samym za wygraną, słuchała dalszej opowieści o jego perypetiach.
- Całe szczęście, że Brenna ma na Ciebie cały czas oko. Wiesz, że byłaby dobrą żoną? -zapytała zaczepnie, nie mogąc powstrzymać się od komentarza dotyczącego jego stanu matrymonialnego. A przecież małżeństwo w przyjaźni byłoby znacznie lepsze niż takie suche i bez żadnego uczucia. Zdawała sobie sprawę, że ich ojciec zaczynał się już niecierpliwić odnośnie do tych cholernych małżeństw i nawet jej wymówka o wielkiej żałobie przestawała działać. Jej chłodne, stalowoniebieskie oczy wpatrywały się uważnie w brata, analizowały każdą zmianę w mimice jego twarzy, dostrzegały nową zmarszczkę czy inaczej opadający kosmyk włosów. Słyszała też oczywiście nieco inną niż zwykle wibrację w sposobie mówienia. Nabierał pewności siebie i Cyna była z niego cholernie dumna. Chłopiec, który tak nieśmiało odwracał wzrok w szkolnej ławce, Piotruś Pan, musiał w końcu zacząć dorastać. Uśmiechnęła się więc tylko pod nosem do własnych myśli z odrobiną nostalgii, zgarniając mieniące się srebrem pasmo włosów za ucho.
- Oczywiście, że zerknę. Jak będziesz brał je tak często, uodpornisz trochę organizm na ich działanie i skutki zażycia będą mniej odczuwalne. - wyjaśniła spokojnie, mimowolnie przyglądając się jego czołu i delikatnie dotykając go kciukiem, bo dłoń spłynęła jej z głowy na jego skronie. Gdy to zrobiła, westchnęła ciężko i pokręciła głową, nachylając się i muskając jego czoło chłodnymi ustami, aby zaraz ruszyć do kuchni i wszystko przygotować.
Wykończy ją nerwowo.
Przyglądając się tacy, miała nadzieję, że o niczym nie zapomniała, bo nie była typem czystokrwistej czarownicy, która fatygowała skrzaty niepotrzebnie. Postawiła wszystko w zasięgu jego dłoni, roźdzką rozpalając w kominku mocniej. W domu było chłodno, nawet jeśli zdaniem brata duszno, ale jak mógł inaczej odczuwać wnętrze, żyjąc na morzu?
- Poczekaj jeszcze, chociaż godzinę lub półtorej, nadal masz bardzo wysokie działanie poprzedniej. Chcesz jeszcze kanapek?
Obserwowała, jak zajada przysmaki z tacy z myślą, czy aby na pewno o siebie dbał i dobrze się odżywiał. Przez chwilę się nawet zastanawiała, czy schudł. Na jego pytanie zaśmiała się pod nosem, nie mając pojęcia, która z wybranych przez niego opcji była rozsądniejsza. Który z nich był w stanie bardziej zadbać o drugiego? Przymknęła na chwilę oczy, robiąc kilka kroków po pokoju. - To podchwytliwe, bo nie wiem, ile koci Fergus zmarnował żyć i kiedy zabraknie szczęścia na te cztery łapy Cas. Swoją drogą to bardzo brzydko odbijać siostrze najlepszego przyjaciela. Myślałam, że za nim nie przepadasz.
Rozluźniła dłonie, pozwalając im swobodnie opaść wzdłuż ciała i przysiadła na oparciu fotela, który stał naprzeciw tego, który zajmował Flint. Wlepiła w niego spojrzenie, ściągając nieco brwi na wzmiankę o Sophie. Jakim cudem to ona musiała niańczyć i sprawdzać całą rodzinę?
- Nie miałyśmy okazji się spotkać, ostatnio miałam dużo pracy, ale minęłam się z nią kilka razy w Ministerstwie. Przeszkadza, ale przecież jej nie zmuszę. Jest dorosła, a moim głównym obiektem zainteresowań w kwestii niańczenia, jesteś Ty.
Uśmiechnęła się przesłodko, zadziornie i złośliwie jednocześnie, wzruszając delikatnie ramionami. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby kuzynka mieszkała tutaj i Cynthia mogłaby mieć na nią oko, bo zawsze się dogadywały.