Wzruszyła ramionami, bo rzeczywiście nie miała pojęcia, jak to było z tą dziwaczną piwniczką, której wnętrze miały okazję sobie obejrzeć. Gdyby nie to, że widziały ją obie, to pomyślałaby, że znowu coś jej siadło na głowę i że chyba traci rozum, poza tym klapę widziała też skrzatka i jej własny kociak, który gapił się z zaciekawieniem.
– Wygląda, że jest. Teraz co prawda był we własności jakiegoś mugola, ale sprzedawał go, bo nie czuł się tam do końca dobrze. Musiał wyczuwać jakąś magię, bo dostał go w spadku po jakimś swoim krewnym, który okazał się być czarodziejem… To ewidentnie dom, w którym mieszkał jakiś mag, bo jeden kominek jest w korytarzu przy wejściu – roześmiała się cicho. – W sensie ten mugol nie wiedział o czarodzieju, ale agent od którego kupowałam dom sprawdzał historię i się doszukał – a Victorii to pasowało. Dom stał mocno na uboczu, widać z niego było druga stronę jeziora i mugolską wioskę, był na zadupiu, ale nie całkiem w szczerym polu. W wiosce, ale może jednak troszkę poza nią.
– Tak, tam były takie wysokie okna, można się było czuć jak w hmm… akwarium – opisała, cofając się we wspomnieniach o dziesięć lat wstecz. – Tam było światło, tylko takie zielonkawe, biło od jeziora i było jakoś magicznie wzmacniane. To był naprawdę niesamowity widok, na tę wodę i w ogóle. Ale też dlatego tak często można mnie było spotkać w bibliotece, ile czasu można siedzieć w tej zieleni – oczywiście, że dzieciaki potrzebowały normalnego światła… Ale co przyświecało budowniczym Hogwartu? – Puchoni też siedzieli w podziemiach – dodała do tego, przypominając sobie o tym, ile razy Daegberht ją gdzieś prowadził, mając w głowie swoje głupie pomysły.
– Prawda? – mruknęła w odpowiedzi na komentarz Brenny. Victoria zdawała sobie sprawę z tego, jak to wszystko brzmiało. Nie była przecież głupia… a i tak się w to wszystko wpakowała. – My… hmmm… Byliśmy połączeni tym cholernym miłosnym rytuałem. To wszystko jeszcze bardziej komplikowało. Ja jakoś nad tym przeszłam do porządku dziennego, wtedy moim największym problemem było to zimno i dziwaczne wspomnienia, a nie to, że mam ochotę spędzać czas z narzeczonym. Ale jemu to przeszkadzało bardzo. I przez ten cholerny rytuał wiem, że flirtował z innymi kobietami. Powiedziałam mu to kiedyś, wtedy przestał, ale Bren… to tak bolało – Victoria lekko zacisnęła palce na wisiorku, jaki miała na szyi: na złotej zawieszce w kształcie połowy serca z wygrawerowaną na niej różą. – Wiem nawet za jakimi się oglądał i nawet nie wiesz ile razy patrzyłam w lustro i zastanawiałam się, co ze mną jest nie tak. Czy gdybym była blondynką, to czy bym się mu podobała bardziej – był taki moment, że Victoria zupełnie straciła swoją pewność siebie, zwłaszcza na początku to był dla niej ogromny problem, kiedy wspomnienia babki mieszały się z jej własnymi, kiedy czuła rzeczy, których czuć nie chciała, kiedy ciągle chciała spędzać czas z Rookwoodem i myślała, że to po prostu normalne i widziała siebie, ale nie widziała pięknej kobiety, która może się podobać innym, a kogoś, kto zastanawia się, jak dużo ma w sobie tych niedoskonałości. A Isabella Lestrange wychowała ją w poczuciu, że wszystko poniżej perfekcji, to za mało, dlatego Victoria tak ciężko się uczyła i robiła wszystko (przynajmniej kiedyś), by matkę zadowolić. – Tak, Sauriel nie lubił robić niczego, co mu ktoś kazał. Więc buntował się na zaręczyny, bo mu się zaręczyć kazali. To tylko przykład, ale im większy był przymus, tym większy z jego strony opór. Chyba dlatego nadal się ze mną widywał, kiedy już było po zerwanych zaręczynach, bo wtedy nikt mu tego nie kazał i to był jego własny wybór… Chciał wolności i żyć po swojemu, a ja nie mogę go winić. Wiesz, po tym, co go spotkało, jak go potraktowała jego własna rodzina. Jego wampirzy ojciec miał z nim lepszy kontakt niż ten biologiczny, a to już chyba mówi dużo. Interesował się nim, chciał jakoś wychować – Lestrange skrzywiła się lekko i sięgnęła po szklankę, którą chwilę wcześniej napełniła Brenna. Chociaż sama rzadko pijała alkohol, to przed nim nie uciekała, ale jednak pilnowała, by nie skończyć jak pewnej pamiętnej, ostatniej nocy w Hogwarcie. – Starał się na swój sposób, nie mogę powiedzieć, że miał wszystko w dupie. Starał się… nie utrudniać, to na pewno, bo zawsze miał straszne humory. Ale to osoba mocno… zraniona. Nie jestem magipsychiatrą czy kimś takim, ale moim zdaniem to osoba w głębokiej depresji, zresztą o tym mówi też jego próba samobójcza. Wiem, że nie mógł mnie pokochać, bo najpierw musiałby pokochać siebie, a do tego to jest… daleko – myślała o tym zwłaszcza, gdy rozmawiała z Atreusem o barwach aur, gdy przedstawiał jej teorię, której Victoria nie miała prawa zobaczyć. – Mam nadzieję, że lepiej mu się będzie żyło… gdziekolwiek wyjechał – dokończyła i upiła potężny łyk ognistej.