08.03.2023, 03:29 ✶
Czasem każdy potrzebował rozrywki, nawet ona. Preferowała zwykle towarzystwo trupów, znacznie mniej upierdliwe niż ludzi, ale nie były one stworzone do badań. Gdy miała więc pracy, ubierała się być może nieco bardziej wyzywająco niż zwykle, dodając elegancji głębokiego dekoltu czy długich kolczyków, a także upięcia włosów odsłaniającego łabędzią szyję. Zajmowała miejsce przy barze lub w jakiejś restauracji, zamawiała sobie ulubione wino i wyjmowała książkę, dyskretnie rozglądając się po lokalu za potencjalnym testerem jej wymyślnych dodatków do drinków lub przekąsek, będących eksperymentalną mieszankę eliksirów lub ziół, które testowała już wstępnie. Nie podawałaby przecież czegoś, co mogłoby wpłynąć na układ nerwowy lub serce, prowadząc do jej prosektorium. Nie dlatego, że nie chciała, ale zwyczajnie byłoby to zbyt duże zagrożenie dla jej kariery. Ludzie, mężczyźni właściwie byli na tyle głupi, że latali do kawałka odsłoniętej skóry i braku obrączki niczym ćmy do ognia, prosto na śmierć.
Dzisiejszy wieczór zapowiadał się jednak mało interesująco. Nikogo o, chociaż odrobinę inteligentnej twarzy nie dostrzegła, zajmując miejsce przy jednym z wolnych — jak sądziła stolików. Zamówiła sobie karafkę wina, a dostrzegający samotny kufel piwa, nie mogła powstrzymać się przed skorzystaniem z okazji, dosypując ukradkiem do niego drobno zmiażdżona mieszankę ziół, której efektu była ciekawa. Zakryła to odpowiednim gestem, zsunięciem torebki i odłożeniem jej na krzesło, aby później nachylić się nad stołem i wyjąć coś z bocznej kieszonki. Miała wstępny, ale czy na inny organizm, niż jej własny, zadziałają podobnie? Smak był delikatnie gorzkawy, potem jednak powinien wtopić się w chmielowy twór dość dobrze, rozgrzewając wewnętrznie. Wybrała coś niegroźnego, jedynie delikatny efekt zmroczenia, jakby miał spożyć więcej niż jedno piwo, ale wzmacniający receptory w skórze. Miał czuć silniej, intensywniej. Minęło kilka chwil, zdążyła nawet przeczytać kilka stronic wyjętej wcześniej lektury, gdy zjawił się jegomość, na którego podniosła spojrzenie.
Jaką maskę powinna przywdziać?
Wyglądał na wesołka, zdziwionego, lecz uradowanego towarzystwem. Obcokrajowca, co było nawet lepsze, bo być może nie zna tutejszych specjałów browarniczych i nie zwróci uwagi na początkową goryczy swojego napoju. Kobieta uśmiechnęła się więc delikatnie, opuszczając na blat stolika czytaną przez siebie książkę, akurat tomisko o starożytnych runach. - Dzień dobry Panu. - przywitała się głosem dość pogodnym, zaciekawionym, bo nie wątpiła, że przedstawicielki czarodziejskiego społeczeństwa miałyby właśnie takową reakcję na przyjezdnego. - Na pewno? Nie chciałabym się bardzo panu narzucać, jeszcze Pan sobie coś złego pomyśli o nas, Anglikach, a przecież słyniemy z gościny.
Dodała jeszcze z nutką dramatycznego przejęcia, ale niezbyt dosadną, co by nie brzmieć sztucznie. Do stolika dotarła karafka z winem białym oraz kieliszek. Usiadła wygodniej na krześle, nie sięgając jednak po naczynie, dopóki nie uzyska od jegomościa dokładnej odpowiedzi dotyczącej dzielenia się stolikiem w to zatłoczone popołudnie. Nie spuszczała z niego wzroku, zastanawiając się, po ilu łykach pojawiają się jakiekolwiek efekty. Zadziwiające, że nie brała pod uwagę obcokrajowca, którego tolerancja na poszczególne rośliny była przecież inna, niż ta w Wielkiej Brytanii.
Dzisiejszy wieczór zapowiadał się jednak mało interesująco. Nikogo o, chociaż odrobinę inteligentnej twarzy nie dostrzegła, zajmując miejsce przy jednym z wolnych — jak sądziła stolików. Zamówiła sobie karafkę wina, a dostrzegający samotny kufel piwa, nie mogła powstrzymać się przed skorzystaniem z okazji, dosypując ukradkiem do niego drobno zmiażdżona mieszankę ziół, której efektu była ciekawa. Zakryła to odpowiednim gestem, zsunięciem torebki i odłożeniem jej na krzesło, aby później nachylić się nad stołem i wyjąć coś z bocznej kieszonki. Miała wstępny, ale czy na inny organizm, niż jej własny, zadziałają podobnie? Smak był delikatnie gorzkawy, potem jednak powinien wtopić się w chmielowy twór dość dobrze, rozgrzewając wewnętrznie. Wybrała coś niegroźnego, jedynie delikatny efekt zmroczenia, jakby miał spożyć więcej niż jedno piwo, ale wzmacniający receptory w skórze. Miał czuć silniej, intensywniej. Minęło kilka chwil, zdążyła nawet przeczytać kilka stronic wyjętej wcześniej lektury, gdy zjawił się jegomość, na którego podniosła spojrzenie.
Jaką maskę powinna przywdziać?
Wyglądał na wesołka, zdziwionego, lecz uradowanego towarzystwem. Obcokrajowca, co było nawet lepsze, bo być może nie zna tutejszych specjałów browarniczych i nie zwróci uwagi na początkową goryczy swojego napoju. Kobieta uśmiechnęła się więc delikatnie, opuszczając na blat stolika czytaną przez siebie książkę, akurat tomisko o starożytnych runach. - Dzień dobry Panu. - przywitała się głosem dość pogodnym, zaciekawionym, bo nie wątpiła, że przedstawicielki czarodziejskiego społeczeństwa miałyby właśnie takową reakcję na przyjezdnego. - Na pewno? Nie chciałabym się bardzo panu narzucać, jeszcze Pan sobie coś złego pomyśli o nas, Anglikach, a przecież słyniemy z gościny.
Dodała jeszcze z nutką dramatycznego przejęcia, ale niezbyt dosadną, co by nie brzmieć sztucznie. Do stolika dotarła karafka z winem białym oraz kieliszek. Usiadła wygodniej na krześle, nie sięgając jednak po naczynie, dopóki nie uzyska od jegomościa dokładnej odpowiedzi dotyczącej dzielenia się stolikiem w to zatłoczone popołudnie. Nie spuszczała z niego wzroku, zastanawiając się, po ilu łykach pojawiają się jakiekolwiek efekty. Zadziwiające, że nie brała pod uwagę obcokrajowca, którego tolerancja na poszczególne rośliny była przecież inna, niż ta w Wielkiej Brytanii.