05.02.2026, 13:00 ✶
Primrose zacisnęła oczy i pokręciła głową. Kilka kosmyków falowanych włosów wydostało się z upięcia srebrną szpilką, ale dziewczyna nie poprawiła ich, jedynie westchnęła.
– Jak zobaczyłam wyniki moich egzaminów i wiedziałam, że nie mam szans na kurs aurorski, to zaniosłam się szlochem. – Jak najgorsza, najbardziej irytująca gówniara chciała zniszczyć mundur Victorii z czystej, ludzkiej zazdrości. Był to jedynie przebłysk bycia podłym człowiekiem i nie zrealizowała tej myśli, ale niewątpliwie się tam pojawił – przez to właśnie nie potrafiła wyrzucić tej sceny z pamięci. Wstydziła się tego. Ten gniew podszyty ludzką słabością był czymś, co nigdy nie powinno się w niej znaleźć, ale nie mogła zaprzeczyć jego istnieniu. Miłość... była skomplikowana. O wiele bardziej skomplikowana niż to, w jaki sposób próbowały tłumaczyć ją podręczniki i pieśni kowenów. – Teraz zastanawiam się jak ty się w ogóle trzymasz, kiedy musisz analizować to wszystko i... – Tak wiele od ciebie zależy.
Przełknęła głośno ślinę i zacisnęła swoje palce na dłoni siostry. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jej wzrok szybko opadł tam, gdzie spoglądała teraz zdziwiona Victoria. Primrose zacisnęła wargi, zbadała to swoim niezbyt uważnym spojrzeniem, ale ta scena wcale uwagi nie potrzebowała. Bo tutaj nie było żadnej skomplikowanej zagadki – to był zwyczajny absurd. To wtedy dopiero puściła jej dłoń i skierowała swoje kroki do pomieszczenia, w którym się znajdowało. Wszystko wokół było czarne jak sadza, zniszczone od czarnomagicznej klątwy, którą temu szaleńcowi udało się objąć cały kraj. Nie udało mu się zniszczyć tylko tego drewnianego krzesła.
Znów otworzyła usta, ale wpierw tylko po to, żeby niezręcznie mlasnąć. Dopiero przy drugiej próbie zebrała konkretną myśl. Wygłosiła ją stojąc tuż obok, z dłonią wspartą o biodro. Wyglądała na mocno zbitą z tropu.
– Znasz jakiegoś egzorcystę od mebli i wyrobów snycerskich? Albo głęboko religijnego cieślę?
Ona by na tym nie siadała...
– Jak zobaczyłam wyniki moich egzaminów i wiedziałam, że nie mam szans na kurs aurorski, to zaniosłam się szlochem. – Jak najgorsza, najbardziej irytująca gówniara chciała zniszczyć mundur Victorii z czystej, ludzkiej zazdrości. Był to jedynie przebłysk bycia podłym człowiekiem i nie zrealizowała tej myśli, ale niewątpliwie się tam pojawił – przez to właśnie nie potrafiła wyrzucić tej sceny z pamięci. Wstydziła się tego. Ten gniew podszyty ludzką słabością był czymś, co nigdy nie powinno się w niej znaleźć, ale nie mogła zaprzeczyć jego istnieniu. Miłość... była skomplikowana. O wiele bardziej skomplikowana niż to, w jaki sposób próbowały tłumaczyć ją podręczniki i pieśni kowenów. – Teraz zastanawiam się jak ty się w ogóle trzymasz, kiedy musisz analizować to wszystko i... – Tak wiele od ciebie zależy.
Przełknęła głośno ślinę i zacisnęła swoje palce na dłoni siostry. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jej wzrok szybko opadł tam, gdzie spoglądała teraz zdziwiona Victoria. Primrose zacisnęła wargi, zbadała to swoim niezbyt uważnym spojrzeniem, ale ta scena wcale uwagi nie potrzebowała. Bo tutaj nie było żadnej skomplikowanej zagadki – to był zwyczajny absurd. To wtedy dopiero puściła jej dłoń i skierowała swoje kroki do pomieszczenia, w którym się znajdowało. Wszystko wokół było czarne jak sadza, zniszczone od czarnomagicznej klątwy, którą temu szaleńcowi udało się objąć cały kraj. Nie udało mu się zniszczyć tylko tego drewnianego krzesła.
Znów otworzyła usta, ale wpierw tylko po to, żeby niezręcznie mlasnąć. Dopiero przy drugiej próbie zebrała konkretną myśl. Wygłosiła ją stojąc tuż obok, z dłonią wspartą o biodro. Wyglądała na mocno zbitą z tropu.
– Znasz jakiegoś egzorcystę od mebli i wyrobów snycerskich? Albo głęboko religijnego cieślę?
Ona by na tym nie siadała...