06.02.2026, 17:03 ✶
Nienawidził uczucia narastającego w nim z każdą kolejną minutą spędzoną w płonącym Londynie. Strach – coś tak przewidywalnego w tych okolicznościach, dla każdego kto zapoznawać się będzie w przyszłości z biografami ocalałych, będzie brzmiał wręcz naturalnie. Tylko, że Dolohov nie potrafił pogodzić się z tym, jak bardzo przeszywało go to na wskroś, jak próbowało wezbrać ciemne chmury nad wszystkim co chciał widzieć w bliższej i dalszej przyszłości. Jego przyszłość miała być jasna. Jego przyszłość pachniała kwiatami i tomiszczami opasłych ksiąg, była bielą ścian budynku tworzącego się instytutu, od których odbijało się letnie słońce. Ta wizja była kaleka już od momentu, kiedy Longbottom pierwszy raz otworzył dzisiaj usta – wielkie drzewo pośrodku wewnętrznego ogrodu porastało nagle nie jaśminem, lecz tuzinami persymon, od których uginały mu się gałęzie, ale teraz... teraz to drzewo płonęło i nie widział w tym żadnego wielkiego objawienia.
Nie potrafił oddać się rozpaczy, ale to pożerało go od środka. Nie widział strumienia energii lecącego w jego kierunku – a był człowiekiem, który powinien to widzieć. To była... panika! Może... wcale nie powinien tam wracać, ale jeśli tam nie wróci, to gdzie niby pójdzie?
Nie spojrzał nawet w miejsce, w którym stał chwilę temu. Nie chciał wiedzieć jak wyglądałby, gdyby nie obecność Morpheusa. Nie, nie, nie... nie! Zachłysnął się gryzącym w płuca powietrzem trochę tak, jakby miał zanieść się szlochem, ale był na to zbyt dumny. Po bladych policzkach nie polały się łzy. Mimo tego ten strach był w nim widoczny. Dolohov mógł pozować na kogo tylko chciał, udawać przed innymi, ale prawda była taka, że gdyby mierzyć to wszystko miarą przetrwania, stanowił teraz balast. Nie miał siły biec. Wsparł się rękoma o kolana, próbując jakoś pozbierać w sobie wszystkie emocje.
| Zawady: Porywczy, Tchórz, Niedowaga.
@Morpheus Longbottom
Nie potrafił oddać się rozpaczy, ale to pożerało go od środka. Nie widział strumienia energii lecącego w jego kierunku – a był człowiekiem, który powinien to widzieć. To była... panika! Może... wcale nie powinien tam wracać, ale jeśli tam nie wróci, to gdzie niby pójdzie?
Nie spojrzał nawet w miejsce, w którym stał chwilę temu. Nie chciał wiedzieć jak wyglądałby, gdyby nie obecność Morpheusa. Nie, nie, nie... nie! Zachłysnął się gryzącym w płuca powietrzem trochę tak, jakby miał zanieść się szlochem, ale był na to zbyt dumny. Po bladych policzkach nie polały się łzy. Mimo tego ten strach był w nim widoczny. Dolohov mógł pozować na kogo tylko chciał, udawać przed innymi, ale prawda była taka, że gdyby mierzyć to wszystko miarą przetrwania, stanowił teraz balast. Nie miał siły biec. Wsparł się rękoma o kolana, próbując jakoś pozbierać w sobie wszystkie emocje.
| Zawady: Porywczy, Tchórz, Niedowaga.
@Morpheus Longbottom
with all due respect, which is none