06.02.2026, 17:59 ✶
— Masz szaloną byłą? — Rozbawiony Peregrinus uniósł brew. Wtręt o wariatce rozładował ciążącą od kilku minut atmosferę. — Znów zaczynasz i nie kończysz — zauważył, choć nie było w tym ponaglenia ani nacisku. Bardziej… zaproszenie.
Tym razem oczy jasnowidza nie były skierowane na Basila ani jego przyszłe słowa. Trelawney nie próbował więcej obdzierać mężczyzny z prywatności jego myśli, nawet jeśli te kotłowały się w Prewettcie i same prosiły o ujście. Basilius mógł sam wybrać, co zechce zdradzić.
W młodości Peregrinus z góry patrzył na ludzi, którzy twierdzili, że rozumieją swoje emocje i umieją podejmować decyzje dotyczące tego, z kim wchodzić w związki. Peregrinus Trelawney był przemądrzałym nerdem, który wierzył, że jest krok przed wszystkimi rówieśnikami. Stawiał związkom kolegów tarota, liczył matryce urodzenia kochanków, po czym przewracał w duchu oczyma, wiedząc, że ci naiwniacy marnują czas na dziewczyny, z którymi zerwą jeszcze przed przerwą wakacyjną. Jego związek, gdy się wydarzy, będzie zrobiony dobrze — tak sobie powtarzał. W rzeczywistości nie wyprzedzał nikogo wcale, lecz zostawał z tyłu, pozbawiając się ważnego, pouczającego doświadczenia złamanych serc i zwiedzionych nadziei.
Od zawsze uczucia i znalezienie partnera Peregrin traktował jak projekt, który należy zaliczyć (w pierwszym podejściu, terminy poprawek były bowiem dla ludzi leniwych bądź mało inteligentnych), nie zaś drogę, na której pozostawła przestrzeń na eksperymenty, błędy i lekcje wynikłe z irracjonalnego zaślepienia zauroczeniem.
— Masz szczęście, że umiałeś odróżnić. Ja nie, absolutnie nigdy nie odróżniałem. — Zmarszczył brwi, milknąc na chwilę w zamyśleniu. — Być może odróżniałem — podniósł wzrok na przyjaciela, najwyraźniej doszedłszy do jakichś nowych wniosków — ale nie chciałem zaufać przeczuciom. Wiesz, długo podejmuję decyzje. Potrzebuję mieć wszystko przemyślane, od A do Z. Potrzebuję być pewnym, że mam rację, że wybieram najlepszą opcję z możliwych. Odkręcanie błędnych decyzji… za dużo z tym stresu. Unikam, jak mogę. I tak samo mam z tymi nieszczęsnymi relacjami. — Westchnął, jakby na samego siebie zagniewany. — Próbowałem faktoryzować uczucia. Szukałem dowodu, że ta dziewczyna czy inna to ktoś dla mnie… i szukałem tak głęboko, że znajdowałem coraz to nowe przeciw. Skąd ty wiesz, że jesteś w kimś zakochany? Gdzie w sobie szukasz na to dowodu?
Tym razem oczy jasnowidza nie były skierowane na Basila ani jego przyszłe słowa. Trelawney nie próbował więcej obdzierać mężczyzny z prywatności jego myśli, nawet jeśli te kotłowały się w Prewettcie i same prosiły o ujście. Basilius mógł sam wybrać, co zechce zdradzić.
W młodości Peregrinus z góry patrzył na ludzi, którzy twierdzili, że rozumieją swoje emocje i umieją podejmować decyzje dotyczące tego, z kim wchodzić w związki. Peregrinus Trelawney był przemądrzałym nerdem, który wierzył, że jest krok przed wszystkimi rówieśnikami. Stawiał związkom kolegów tarota, liczył matryce urodzenia kochanków, po czym przewracał w duchu oczyma, wiedząc, że ci naiwniacy marnują czas na dziewczyny, z którymi zerwą jeszcze przed przerwą wakacyjną. Jego związek, gdy się wydarzy, będzie zrobiony dobrze — tak sobie powtarzał. W rzeczywistości nie wyprzedzał nikogo wcale, lecz zostawał z tyłu, pozbawiając się ważnego, pouczającego doświadczenia złamanych serc i zwiedzionych nadziei.
Od zawsze uczucia i znalezienie partnera Peregrin traktował jak projekt, który należy zaliczyć (w pierwszym podejściu, terminy poprawek były bowiem dla ludzi leniwych bądź mało inteligentnych), nie zaś drogę, na której pozostawła przestrzeń na eksperymenty, błędy i lekcje wynikłe z irracjonalnego zaślepienia zauroczeniem.
— Masz szczęście, że umiałeś odróżnić. Ja nie, absolutnie nigdy nie odróżniałem. — Zmarszczył brwi, milknąc na chwilę w zamyśleniu. — Być może odróżniałem — podniósł wzrok na przyjaciela, najwyraźniej doszedłszy do jakichś nowych wniosków — ale nie chciałem zaufać przeczuciom. Wiesz, długo podejmuję decyzje. Potrzebuję mieć wszystko przemyślane, od A do Z. Potrzebuję być pewnym, że mam rację, że wybieram najlepszą opcję z możliwych. Odkręcanie błędnych decyzji… za dużo z tym stresu. Unikam, jak mogę. I tak samo mam z tymi nieszczęsnymi relacjami. — Westchnął, jakby na samego siebie zagniewany. — Próbowałem faktoryzować uczucia. Szukałem dowodu, że ta dziewczyna czy inna to ktoś dla mnie… i szukałem tak głęboko, że znajdowałem coraz to nowe przeciw. Skąd ty wiesz, że jesteś w kimś zakochany? Gdzie w sobie szukasz na to dowodu?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie