06.02.2026, 19:39 ✶
10.10.1972
Niemagiczny Londyn
Niemagiczny Londyn
Tego wspaniałego dnia, dziesiątego października, Henry Lockhart kończył dwadzieścia lat. Dostał trochę życzeń, szczególnie w pracy, gdzie jak jedna osoba o tym pamiętała, wszyscy inni się podłączali. Tym razem tą pamiętającą osobą był sam Henry, który po prostu przyniósł tort do redakcji i poczęstował nim współpracowników. Ostatnio zresztą jego uczucia do nich zdecydowanie się ociepliły. Dostawał już do pisania krótkie notki prasowe. Stanowiło to niemal awans.
Nie zaplanował żadnej imprezy. Uwielbiał swoich przyjaciół, ale obawiał się, że organizacja całego przyjęcia po całym dniu pracy sprawiłaby, że nie cieszyłoby go to spotkanie. Poza tym, był umówiony z Hestią. Jeszcze w Spaloną Noc dziewczyna zaproponowała mu pójście do kina. Po długich poszukiwaniach Henry znalazł odpowiedni pokaz, wysłał wycinek gazety przyjaciółce i byli umówieni. Właściwie to, że wszystko odbywało się w jego urodziny stanowiło raczej zbieg okoliczności.
Szli na maraton najlepszych odcinków mugolskiej komedii: "Latającego cyrku Monty Pythona". Henry kojarzył to głównie z rozmów, które zasłyszał w klubie karate. Studenci z londyńskiego uniwerku kochali te skecze, więc chłopak uznał, że jako czarodziej też na pewno je zrozumie. Przynajmniej częściowo... Miał też nadzieję, że Hestia będzie się dobrze bawić. Spalona Noc sprawiła przecież, że ostatnio nie było zbyt dużo okazji do śmiechu. Niby minął miesiąc, ale wciąż Londyn pozostawał zmieniony, niektóre domy stały puste, a ludzie raczej powoli podnosili się po wszystkich stratach.
Kusiło go, by coś jej kupić. Jakiś upominek lub kwiaty. Dziadkowie zawsze powtarzali mu, że jeśli wyjdzie gdzieś z dziewczyną, powinien czymś ją obdarować. Tak robił dobrze wychowany młodzieniec. No, ale... im chyba chodziło o randkę. A z Hesią... było to tylko przyjacielskie wyjście. Nie chciał, żeby było niezręcznie już na samym początku. A bardzo zależało mu, żeby miło spędzić czas. Dlatego uznał, że po prostu, z okazji swoich urodzin, ufunduje im obojgu popcorn.
Czekał pod kinem, piętnaście minut przed dziewiętnastą. Ubrał się dość elegancko, choć nie sztywno. Jasnoniebieska koszula, dżinsy, krawat w paski. Na ramiona natomiast narzucił swoją czarną kurtkę, tą samą, którą powierzył Hannibalowi w Spaloną Noc, i która razem z Lockhartem przetrwała zgryzotę w Dunwich. Dla Henry'ego była ona niemal amuletem.