08.02.2026, 00:56 ✶
Jeszcze przed chwilą niepewna i spięta Primrose, nabierała coraz więcej rumieńców, a w jej oczach wreszcie zatańczyła ta charakterystyczna iskra wskazująca na to, że udało jej się złapać rytm rozmowy i relacji, którą przykryły kurz i pajęczyna.
– Aaaaa no coś ty, na biało byś przyszła?! Nie wygłupiaj się, Pru! Jeszcze cię ktoś weźmie na poważnie... – Zaśmiała się, wciąż nieco spięta, ale kiedy zacisnęła drobne palce na ofiarowanej jej spince, wspomniana wcześniej iskra zatańczyła tango. – Takimi? W sensie, że cię na wesele nikt nie zaprosił? Wiesz, nie mów tego nikomu, ale mi się w ogóle dziwne wydaje robienie jakiegoś wystawnego przyjęcia kiedy tutaj ludzie umarli... Połowa stolicy jest w żałobie, a oni do Walii spraszają, moja Maman powiedziała mi, żeby się nie spodziewać wybuchów tylko z klasą się pojawić, wargi w alkoholu umoczyć i zniknąć zanim pijany Gerard zacznie rzucać dowcipami. Bo wiesz sama, niby po mnie nie widać jak się denerwuję, ale cisza też trochę wymowna jest. – I nagle zamilkła. Rumieniec pogłębił się, a ona bardzo wystraszyła się, że zrobiła dokładnie to, czego w sobie nie lubiła: rozgadała się tak mocno, że brzmiało to bardziej jak zwymiotowanie słowami niż sensowna wypowiedź. W dodatku zrobiła to tak... No powinna ugryźć się w język z pięć razy! Okropna, przeszywająca na wskroś... siara! – Nie powinnam tego wszystkiego mówić, co? – Zaśmiała się nerwowo. Jeżeli Prudence komuś to powtórzy, Primrose prawdopodobnie zapadnie się pod ziemię. Bo to nie był czas na szczerość. Szczera to ona mogła być przyjmując inne postacie – Primrose Lestrange nie była szczerą osobą, tylko dobrą córką, a dobre córki pilnowały się, żeby nie wybiec wypowiedziami za daleko i nie narobić rodzinie wstydu.
Schowała spinkę do torebki.
– Jest śliczna, dziękuję... – Powiedziała i delikatnie złapała ją za rękę, strategicznie zmieniając temat. – Chodź, wybierzemy ci coś. Nie, nie możesz iść w koszuli w kratę... Haha... Hmm... No, ja już sukienkę mam. Siostra kupiła mi dużo nowych ubrań, więc pójdę w czymś z tego. – Mogłaby dodać do tego, że potrzebowała tych ubrań, bo absolutnie wszystko co posiadała spłonęło, ale nie chciała powtórzyć błędu sprzed chwili. Uśmiechnęła się więc szeroko. – Dzisiaj skupiamy się na tobie. Wiem nawet w jakich kolorach będzie ci do twarzy, więc ci nikt bubla nie wciśnie. – Splotła ich palce i pociągnęła je w kierunku sklepowej witryny, na moment zawieszając spojrzenie na wystawie tegoż butiku. Była pewna swoich strzałów. Mało warstw, proste kroje i elegancka narzuta, bo przyjęcie miało odbyć się w ogrodzie.
– Aaaaa no coś ty, na biało byś przyszła?! Nie wygłupiaj się, Pru! Jeszcze cię ktoś weźmie na poważnie... – Zaśmiała się, wciąż nieco spięta, ale kiedy zacisnęła drobne palce na ofiarowanej jej spince, wspomniana wcześniej iskra zatańczyła tango. – Takimi? W sensie, że cię na wesele nikt nie zaprosił? Wiesz, nie mów tego nikomu, ale mi się w ogóle dziwne wydaje robienie jakiegoś wystawnego przyjęcia kiedy tutaj ludzie umarli... Połowa stolicy jest w żałobie, a oni do Walii spraszają, moja Maman powiedziała mi, żeby się nie spodziewać wybuchów tylko z klasą się pojawić, wargi w alkoholu umoczyć i zniknąć zanim pijany Gerard zacznie rzucać dowcipami. Bo wiesz sama, niby po mnie nie widać jak się denerwuję, ale cisza też trochę wymowna jest. – I nagle zamilkła. Rumieniec pogłębił się, a ona bardzo wystraszyła się, że zrobiła dokładnie to, czego w sobie nie lubiła: rozgadała się tak mocno, że brzmiało to bardziej jak zwymiotowanie słowami niż sensowna wypowiedź. W dodatku zrobiła to tak... No powinna ugryźć się w język z pięć razy! Okropna, przeszywająca na wskroś... siara! – Nie powinnam tego wszystkiego mówić, co? – Zaśmiała się nerwowo. Jeżeli Prudence komuś to powtórzy, Primrose prawdopodobnie zapadnie się pod ziemię. Bo to nie był czas na szczerość. Szczera to ona mogła być przyjmując inne postacie – Primrose Lestrange nie była szczerą osobą, tylko dobrą córką, a dobre córki pilnowały się, żeby nie wybiec wypowiedziami za daleko i nie narobić rodzinie wstydu.
Schowała spinkę do torebki.
– Jest śliczna, dziękuję... – Powiedziała i delikatnie złapała ją za rękę, strategicznie zmieniając temat. – Chodź, wybierzemy ci coś. Nie, nie możesz iść w koszuli w kratę... Haha... Hmm... No, ja już sukienkę mam. Siostra kupiła mi dużo nowych ubrań, więc pójdę w czymś z tego. – Mogłaby dodać do tego, że potrzebowała tych ubrań, bo absolutnie wszystko co posiadała spłonęło, ale nie chciała powtórzyć błędu sprzed chwili. Uśmiechnęła się więc szeroko. – Dzisiaj skupiamy się na tobie. Wiem nawet w jakich kolorach będzie ci do twarzy, więc ci nikt bubla nie wciśnie. – Splotła ich palce i pociągnęła je w kierunku sklepowej witryny, na moment zawieszając spojrzenie na wystawie tegoż butiku. Była pewna swoich strzałów. Mało warstw, proste kroje i elegancka narzuta, bo przyjęcie miało odbyć się w ogrodzie.