08.02.2026, 23:52 ✶
Zaskoczyła go pytaniem, bo tak naprawdę nie wiedział, jak na to odpowiedzieć – jak znaleźć słowa. Nie chodziło o samą kwestię wojny i przynależności, chodziło o coś więcej. Wydał z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, zawieszając spojrzenie gdzieś na jej sukni, jakby srebro mogło przynieść mu inspirację.
- Bo ciężko być żoną kogoś, kto ma zostać głową rodu. I to Borginów. To niekończące się oczekiwania Brenna. A to tylko kropla w morzu. – miał tu na myśli swój charakter, który też nie był najlżejszy. Tony był impulsywny, trochę był też księżniczką i miał wysokie wymagania względem jedzenia, czystości i sposobu wykonywania obowiązków. Był zazdrosny, nerwowy, miał nieprzerobione traumy i notorycznie podważał autorytety, łamiąc zasady. Gdy o tym wszystkim pomyślał, mała cząstka w jego sercu szepnęła o tym, że całe szczęście, Longbottom tego uniknęła. – Nie, ale mamy czasem wpływ na to, kogo wybierzemy. I szukamy konkretnych cech, które nam się podobają.
Cholera, czemu on kilka lat temu nie zapytał jej o typ chłopaka, który się jej podobał? Czy wizualnie chociaż miał szansę? Zasługiwała na lepszego mężczyznę, to było pewne, ale czego mogła szukać kobieta silna i niezależna, która przecież nie chciała, aby ktoś ją chronił i się dla niej poświęcał? Bo Brenna czasem robiła tak, jakby to ona w związku miała nosić spodnie. Czy jej relacja z Atre budowana była na ciągłych spięciach i iskrach, tworząc przyciąganie, któremu nie można było się oprzeć? Zwilżył usta, bo zachciało mu się trochę pić, a jednocześnie nie chciał, aby piosenka się skończyła. Nie był pewien, czy będzie chciała z nim jeszcze chwilę porozmawiać.
Łatwiej było myśleć o kotach i koreczkach.
-Że słucham? Co? – zapytał inteligentnie, przekręcając głowę na bok, kolejny raz już podczas tego wieczoru wzięty z zaskoczenia. Co Stanley Andrew Starszy Borgin w ogóle sobie wyobrażał, pisząc do Brenny? Spiął się, jego głowa zaczęła podążać nie w tym kierunku, w którym powinna. – Jak to wysłał Ci gratulacje ślubne? Kiedy? Moment, bierzesz ślub...? Zgubiłem się, ale zapewniam, że jak go dorwę, to wyperswaduję mu, aby Ci się nie naprzykrzał. – ton jego głosu wskazywał na to, że się przejął i mówił poważnie. Niejednokrotnie mówił, żeby zostawił Longbottom w spokoju, nawet jeśli z jakiegoś niezrozumiałego dla niego powodu jej nie lubił i nie potrafił docenić tego, co w sobie miała. Staszek zawsze miał okropny gust do kobiet, pomijając już nawet jasnoblond włosy, które tak cenił, odkąd zaczął się nimi interesować – chyba w czwartej klasie? Jedno było pewne, musiał to z nim wyjaśnić. Nie chciał, aby sprawiał jej kłopot i ją narażał.
- Nie wiem, co jest gorsze Brenna: kot w łóżku czy kot, który się mnie boi? Nie chciałbym takiego kota. – ściągnął brwi, czego przez maskę nie mogła zobaczyć. Każdy by jednak zwrócił uwagę, że jej imię zawsze wypowiadał bardziej miękko i delikatnie, niż imiona innych ludzi. – Nie jestem straszny, przesadnie rozpieszczam, jak się zaangażuje. To byłby na pewno gruby kot. Mógłby może spać… Ale musiałbym codziennie zmieniać pościel, a to szalenie upierdliwe. Moje papiery w robocie się nie kończą, przysięgam. Tak, jakby ktoś potraktował je zaklęciem powielającym!
Poskarżył się z westchnieniem, bo praca w departamencie skarbu była wymagająca, zwłaszcza gdy musiał nosić maskę spokojnego i surowego komornika, zamiast sypać żartami i się drażnić, bo przecież chciał dostać kiedyś awans, na co ciężko pracował. Chciał też, aby miewali więcej tak normalnych rozmów, podczas których czuł się trochę, jak w bańce. Było to trochę niebezpieczne, bo umiała sprawić, że gadał i gadał.
- Bo ciężko być żoną kogoś, kto ma zostać głową rodu. I to Borginów. To niekończące się oczekiwania Brenna. A to tylko kropla w morzu. – miał tu na myśli swój charakter, który też nie był najlżejszy. Tony był impulsywny, trochę był też księżniczką i miał wysokie wymagania względem jedzenia, czystości i sposobu wykonywania obowiązków. Był zazdrosny, nerwowy, miał nieprzerobione traumy i notorycznie podważał autorytety, łamiąc zasady. Gdy o tym wszystkim pomyślał, mała cząstka w jego sercu szepnęła o tym, że całe szczęście, Longbottom tego uniknęła. – Nie, ale mamy czasem wpływ na to, kogo wybierzemy. I szukamy konkretnych cech, które nam się podobają.
Cholera, czemu on kilka lat temu nie zapytał jej o typ chłopaka, który się jej podobał? Czy wizualnie chociaż miał szansę? Zasługiwała na lepszego mężczyznę, to było pewne, ale czego mogła szukać kobieta silna i niezależna, która przecież nie chciała, aby ktoś ją chronił i się dla niej poświęcał? Bo Brenna czasem robiła tak, jakby to ona w związku miała nosić spodnie. Czy jej relacja z Atre budowana była na ciągłych spięciach i iskrach, tworząc przyciąganie, któremu nie można było się oprzeć? Zwilżył usta, bo zachciało mu się trochę pić, a jednocześnie nie chciał, aby piosenka się skończyła. Nie był pewien, czy będzie chciała z nim jeszcze chwilę porozmawiać.
Łatwiej było myśleć o kotach i koreczkach.
-Że słucham? Co? – zapytał inteligentnie, przekręcając głowę na bok, kolejny raz już podczas tego wieczoru wzięty z zaskoczenia. Co Stanley Andrew Starszy Borgin w ogóle sobie wyobrażał, pisząc do Brenny? Spiął się, jego głowa zaczęła podążać nie w tym kierunku, w którym powinna. – Jak to wysłał Ci gratulacje ślubne? Kiedy? Moment, bierzesz ślub...? Zgubiłem się, ale zapewniam, że jak go dorwę, to wyperswaduję mu, aby Ci się nie naprzykrzał. – ton jego głosu wskazywał na to, że się przejął i mówił poważnie. Niejednokrotnie mówił, żeby zostawił Longbottom w spokoju, nawet jeśli z jakiegoś niezrozumiałego dla niego powodu jej nie lubił i nie potrafił docenić tego, co w sobie miała. Staszek zawsze miał okropny gust do kobiet, pomijając już nawet jasnoblond włosy, które tak cenił, odkąd zaczął się nimi interesować – chyba w czwartej klasie? Jedno było pewne, musiał to z nim wyjaśnić. Nie chciał, aby sprawiał jej kłopot i ją narażał.
- Nie wiem, co jest gorsze Brenna: kot w łóżku czy kot, który się mnie boi? Nie chciałbym takiego kota. – ściągnął brwi, czego przez maskę nie mogła zobaczyć. Każdy by jednak zwrócił uwagę, że jej imię zawsze wypowiadał bardziej miękko i delikatnie, niż imiona innych ludzi. – Nie jestem straszny, przesadnie rozpieszczam, jak się zaangażuje. To byłby na pewno gruby kot. Mógłby może spać… Ale musiałbym codziennie zmieniać pościel, a to szalenie upierdliwe. Moje papiery w robocie się nie kończą, przysięgam. Tak, jakby ktoś potraktował je zaklęciem powielającym!
Poskarżył się z westchnieniem, bo praca w departamencie skarbu była wymagająca, zwłaszcza gdy musiał nosić maskę spokojnego i surowego komornika, zamiast sypać żartami i się drażnić, bo przecież chciał dostać kiedyś awans, na co ciężko pracował. Chciał też, aby miewali więcej tak normalnych rozmów, podczas których czuł się trochę, jak w bańce. Było to trochę niebezpieczne, bo umiała sprawić, że gadał i gadał.