Tak po prawdzie, to to zdecydowanie wyzwanie było, choć nie takie, w którym Christopher mógłby cokolwiek stracić, bo poprzeczka nie była zawieszona zbyt wysoko. Czy to przez wzgląd na to, że wychowała się z Aidanem i przywykła do jego leserstwa (choć to ona tłukła mu do głowy zasady dobrego wychowania i może to całkiem nie poszło w las), czy przez to, że w ostatnich miesiącach spotykała się z Saurielem Rookwoodem, z którym z początku chodziła do restauracji, ale nie dlatego, że on chciał ją tam zabrać, a dlatego, że rodzice mu kazali. Później, gdy się spotykali to na przykład w Dziurawym Kotle, raz zabrał ją do Nory Nory, no i raz wylądowali na jakimś kompletnym zadupiu w opuszczonym zamku, z którego Victoria sama z siebie nie mogła wyjść… To by było na tyle. Ach, no było jeszcze to, że zabrał ją na cmentarz i wyciągnął tam alkohol… Tak, poprzeczka była zajebiście nisko, więc tak naprawdę cokolwiek by Chris nie zrobił, zapewne nic by na tym nie stracił. A jak to się mówiło: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana…
Schodziła rzeczywiście ostrożnie, by przypadkiem nie poślizgnąć się na wysłużonych stopniach, ale nie można było Victorii odmówić miękkości ruchów i gracji kogoś, kto potrafił się poruszać w takich butach, jakby to było coś naturalnego. W rzeczywistości jednak matka przymuszała ją do ćwiczeń z obcasami gdy była nastolatką, by w przyszłości nie przyniosła wstydu tak sobie jak i rodzinie.
Przyjęła podaną jej rękę, a gdy szli do umówionego miejsca (o którym niewiele Victoria wiedziała), to rozglądała się z wyraźną ciekawością po zabudowie wzdłuż uliczki, architektura zdecydowanie przyciągnęła jej uwagę, w przeciwieństwie do mijanych ludzi.
– A jednak da się nie zniszczyć wody, która płynie przez miasto – zauważyła gdzieś po drodze, patrząc na wodę w kanale. Była kompletnie inna od Tamizy, która była tak zanieczyszczona, że zabito jej cały ekosystem, nic nie było w stanie w niej urosnąć ani żyć.
Nie dało się nie zauważyć pewnego zadowolenia, jakim teraz emanował Rosier, na całe szczęście czarnowłosa nie miała w sobie tej dziwacznej ochoty, którą emanowały niektóre kobiety, by mu ten uśmieszek z ust zetrzeć.
– Nie mam problemu z tym, żeby się przejść, w razie czego – nie przegięła, bo nie była pewna czego dokładnie się spodziewać, a blondyn pisał jej o ewentualnym wyjściu na ulicę, więc ten obcas nie był przesadnie wysoki, a taki, by dało się jeszcze wygodnie chodzić, choć w tych bardziej śliskich miejscach wolała przyjąć pomoc i nie udawać, że sobie ze wszystkim poradzi sama. – Ale dostosuję się. Póki co. Pokaż mi swoją wizję – bo jakąś miał, jakiś plan ewidentnie, skoro to wszystko zorganizował, nie zamierzała mu tego teraz psuć, tym bardziej, że przecież sama chciała, by ją zaskoczył. Usiadła w gondoli, gdy już udało jej się do niej wejść i się przy tym nie wywalić. – Skąd ten wybór? – zapytała, autentycznie ciekawa dlaczego akurat Wenecja, ale musiała przyznać, że był to naprawdę niezły strzał, bo Victoria nie miała dotychczas okazji odwiedzić Pływającego Miasta.