14.02.2026, 13:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2026, 10:52 przez Anthony Shafiq.)
—14/10/1972—
Anglia, Londyn
Anthony Shafiq
![[Obrazek: imgproxy.php?id=4NM31xR.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4NM31xR.png)
Kwitnące irysy
U moich stóp -
Sandały sznurowane niebiesko.
![[Obrazek: imgproxy.php?id=4NM31xR.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4NM31xR.png)
Kwitnące irysy
U moich stóp -
Sandały sznurowane niebiesko.
Jonathana nie było.
Ukradła mu go sprawa, której aktualnie bardzo potężnie nienawidził.
Oczywiście zajął się swoimi sprawami. Oczywiście próbował znaleźć ukojenie w spotkaniach, dobrym winie i lekturze. Myśli jego nieuchronnie podążały w kierunku strachu, obawy, że ich poranne spotkanie było tym ostatnim.
Spotkania były bezowocne. Wino niedobre. Słowa rozmywały mu się przed oczyma i z trudem łapał na nich koncentrację.
W końcu wyciągnął szkatułkę z zestawem chronicznego bezsennika. Kołowrotek myśli był coraz trudniejszy do opanowania, wizje bolesnych doświadczeń, zranień i śmierci ukochanego przychodziły doń gdy zamykał oczy, echa nigdy niewypowiedzianych krzyków bólu i walki dochodziły jego uszu, gdy oczy miał otwarte.
Chciał przeklinać Jonathana, wdzięczny był jednak losowi, że teraz bardziej świadomie zmagał się z tą trudnością. Z resztą... wojna mocno stymulowała jego przesądność, więc absolutnie nie wypowiedział głośno żadnego złożeczenia.
Myśl jest tylko myślą. Zakwitłym w umyśle krokusem. Ale to on decydował gdzie podążą jego kolejne kroki. Ich kolejne kroki.
Z rozsupłanymi sznurowadłami u sandała...
Wybrał buteleczkę eliksiru nasennego i wypił ją w całości za jednym razem. Smakowała śliwkami.
Kto wybrał taki smak? Pewnie on sam. Marcepanowa woń osadzała się na wnętrzu nosa, a on dalej chciał myśleć o Jonathanie oczywiście, może tym razem tak, żeby mężczyzna żywy wychodził z jego wizji. Mogli robić tak wiele razem.
Ułożył się na łóżku, rozsmarowując po podniebieniu resztki posmaku ulepku kojarzącego mu się z ciepłą skórą ukochanego.
Mogli tak wiele. Mogli sięgnąć razem gwiazd.
Niech tylko wróci, a jutro...
Ukradła mu go sprawa, której aktualnie bardzo potężnie nienawidził.
Oczywiście zajął się swoimi sprawami. Oczywiście próbował znaleźć ukojenie w spotkaniach, dobrym winie i lekturze. Myśli jego nieuchronnie podążały w kierunku strachu, obawy, że ich poranne spotkanie było tym ostatnim.
Spotkania były bezowocne. Wino niedobre. Słowa rozmywały mu się przed oczyma i z trudem łapał na nich koncentrację.
W końcu wyciągnął szkatułkę z zestawem chronicznego bezsennika. Kołowrotek myśli był coraz trudniejszy do opanowania, wizje bolesnych doświadczeń, zranień i śmierci ukochanego przychodziły doń gdy zamykał oczy, echa nigdy niewypowiedzianych krzyków bólu i walki dochodziły jego uszu, gdy oczy miał otwarte.
Chciał przeklinać Jonathana, wdzięczny był jednak losowi, że teraz bardziej świadomie zmagał się z tą trudnością. Z resztą... wojna mocno stymulowała jego przesądność, więc absolutnie nie wypowiedział głośno żadnego złożeczenia.
Myśl jest tylko myślą. Zakwitłym w umyśle krokusem. Ale to on decydował gdzie podążą jego kolejne kroki. Ich kolejne kroki.
Z rozsupłanymi sznurowadłami u sandała...
Wybrał buteleczkę eliksiru nasennego i wypił ją w całości za jednym razem. Smakowała śliwkami.
Kto wybrał taki smak? Pewnie on sam. Marcepanowa woń osadzała się na wnętrzu nosa, a on dalej chciał myśleć o Jonathanie oczywiście, może tym razem tak, żeby mężczyzna żywy wychodził z jego wizji. Mogli robić tak wiele razem.
Ułożył się na łóżku, rozsmarowując po podniebieniu resztki posmaku ulepku kojarzącego mu się z ciepłą skórą ukochanego.
Mogli tak wiele. Mogli sięgnąć razem gwiazd.
Niech tylko wróci, a jutro...
!BINGO A5