15.02.2026, 17:20 ✶
– Mam dziwne wrażenie, że Szefowie Departamentów z Ministrą na czele czekają, aż problemy rozwiążą się same – przyznał z rozbrajającą szczerością jak na ministerialne standardy. Może nie powinien tego mówić w ulu. ABSOLUTNIE nie powinien tego mówić w ulu. Prawda była jednak taka, że przy filiżance dobrej kawy wraz z parą aurorów, których obdarzał relatywnie wysokim poziomem zaufania, nie sposób było nie być szczerym.
Zaufanie. Szczerość. Waluta w tych czasach warta o wiele więcej niż złoto.
– Sądzicie, że Voldemort odkrył wędzidło i uzdę dla mocy płynącej z rozdartego Limba? Zakres tego czaru, tego... kataklizmu... tu pozwolę sobie na eufemizm: był prawdziwie oszałamiający. Mam wrażenie, że ignorowanie waszego stanu jest największym grzechem zaniedbania, ze strony Ministerstwa. – pozwolił sobie na to ciężkie oskarżenie, pozwolił aby ono opadło swoim gatunkowym ciężarem na barki jego i rozmówców. – Państwo musi działać i zawsze działało, bez względu na to kto był u steru. Możliwe, że gdyby to była garstka szalonych rebeliantów z maskami ukrywającymi ich twarze, możliwe, że wtedy ta opieszałość byłaby zrozumiała. Cóż... sam byłem w tym miejscu, sam myślałem, że problem nie jest aż tak... znaczący. – klątwa bycia uprzywilejowanym. W przeciwieństwie do swoich gości nie pracował w terenie. W przeciwieństwie do całej trójki, nie byli ani mugolakami, ani ludźmi pozbawionymi wpływów i pieniędzy, które mogłyby jakkolwiek stanowić tarczę ochronną.
Ale teraz spalono ich dom.
Na wspomnienie o wizjach, zamrugał kilkukrotnie oczyma. Czy Atreus mógł mieć na myśli Morpheusa? A może podczas spalonej z ust Anthony'ego wyszło więcej słów niż by tego chciał.
– Masz rację. I też nie jest to zbytni argument do działania, choćby nie wiem jak wprawny był jasnowidz. No chyba, że sam Dolohov opuściłby Prawa Czasu i wygłosił orędzie. Wtedy może Jenkins by posłuchała. – Choć słowa te mogłyby zabrzmieć szyderczo wobec celebryty, była w nich gorycz wobec Ministry o wiele głębsza niż jakakolwiek inna zadra, która mogłaby szarpać jego duszę. Przynajmniej w tym kontekście.
Temat konkursu aurowidza przywołał jednak na zmęczoną twarz odrobinę uśmiechu. Był wdzięczny, że znaleźli dla niego chwilę, był wdzięczny za odrobinę ciepła i dowcipu w tych ciemnych czasach.
– Oczywiście, że jest oklumentką. Sam pomagałem jej stawiać w tej sztuce pierwsze kroki – odpowiedział z rozrzewnieniem wspominając ten czas. – A co Ty ćwiczyłaś na nim moja droga? Mam nadzieję, że ten układ niesie w sobie odpowiedni poziom wzajemności? – Zagadnął, nie chcąc aby tak przyjemne przekomarzania skończyły się zbyt szybko. – Możesz spróbować, jeśli masz wystarczająco odwagi – rzucił finalnie Atreusowi, bo choć bardzo nie lubił, gdy ktoś próbował przebić się przez jego barierę, tak zdawał sobie sprawę, że nieustanna czujność powinna wiązać się z wrażliwością na wyczucie tych ataków, a to z kolei... wymagało praktyki. Przymknął oczy, skupiając się na wewnętrznych czakrach i zwizualizowanej linii ochronnej. – Dogrywka – nie proponował. Kącik ust mu zadrgał, choć próbował zachować powagę. Sam był ciekaw wyniku.
Zaufanie. Szczerość. Waluta w tych czasach warta o wiele więcej niż złoto.
– Sądzicie, że Voldemort odkrył wędzidło i uzdę dla mocy płynącej z rozdartego Limba? Zakres tego czaru, tego... kataklizmu... tu pozwolę sobie na eufemizm: był prawdziwie oszałamiający. Mam wrażenie, że ignorowanie waszego stanu jest największym grzechem zaniedbania, ze strony Ministerstwa. – pozwolił sobie na to ciężkie oskarżenie, pozwolił aby ono opadło swoim gatunkowym ciężarem na barki jego i rozmówców. – Państwo musi działać i zawsze działało, bez względu na to kto był u steru. Możliwe, że gdyby to była garstka szalonych rebeliantów z maskami ukrywającymi ich twarze, możliwe, że wtedy ta opieszałość byłaby zrozumiała. Cóż... sam byłem w tym miejscu, sam myślałem, że problem nie jest aż tak... znaczący. – klątwa bycia uprzywilejowanym. W przeciwieństwie do swoich gości nie pracował w terenie. W przeciwieństwie do całej trójki, nie byli ani mugolakami, ani ludźmi pozbawionymi wpływów i pieniędzy, które mogłyby jakkolwiek stanowić tarczę ochronną.
Ale teraz spalono ich dom.
Na wspomnienie o wizjach, zamrugał kilkukrotnie oczyma. Czy Atreus mógł mieć na myśli Morpheusa? A może podczas spalonej z ust Anthony'ego wyszło więcej słów niż by tego chciał.
– Masz rację. I też nie jest to zbytni argument do działania, choćby nie wiem jak wprawny był jasnowidz. No chyba, że sam Dolohov opuściłby Prawa Czasu i wygłosił orędzie. Wtedy może Jenkins by posłuchała. – Choć słowa te mogłyby zabrzmieć szyderczo wobec celebryty, była w nich gorycz wobec Ministry o wiele głębsza niż jakakolwiek inna zadra, która mogłaby szarpać jego duszę. Przynajmniej w tym kontekście.
Temat konkursu aurowidza przywołał jednak na zmęczoną twarz odrobinę uśmiechu. Był wdzięczny, że znaleźli dla niego chwilę, był wdzięczny za odrobinę ciepła i dowcipu w tych ciemnych czasach.
– Oczywiście, że jest oklumentką. Sam pomagałem jej stawiać w tej sztuce pierwsze kroki – odpowiedział z rozrzewnieniem wspominając ten czas. – A co Ty ćwiczyłaś na nim moja droga? Mam nadzieję, że ten układ niesie w sobie odpowiedni poziom wzajemności? – Zagadnął, nie chcąc aby tak przyjemne przekomarzania skończyły się zbyt szybko. – Możesz spróbować, jeśli masz wystarczająco odwagi – rzucił finalnie Atreusowi, bo choć bardzo nie lubił, gdy ktoś próbował przebić się przez jego barierę, tak zdawał sobie sprawę, że nieustanna czujność powinna wiązać się z wrażliwością na wyczucie tych ataków, a to z kolei... wymagało praktyki. Przymknął oczy, skupiając się na wewnętrznych czakrach i zwizualizowanej linii ochronnej. – Dogrywka – nie proponował. Kącik ust mu zadrgał, choć próbował zachować powagę. Sam był ciekaw wyniku.