15.02.2026, 19:12 ✶
Uczono ją, że młodej damie nie przystoi histeryzować publicznie, a jeśli już znalazłaby się w takiej sytuacji, powinna za wszelką cenę opanować emocje i zachować spokój. Lana naprawdę próbowała przestrzegać tych zasad, ale jak to często u niej bywało, z jakiegoś powodu nie potrafiła. Wybuchy emocji zdarzały się u niej rzadko, ponieważ Dolohovówna była dość zamkniętą w sobie osobą. Jednak kiedy już do nich dochodziło, potrzebowała odciąć się od wszystkiego. Najczęściej zamykała się wtedy w pokoju by jak najbardziej ograniczyć zewnętrzne bodźce. W Hogwarcie niestety nie było to możliwe, więc musiała chować się pod swoją kołdrą w sypialni i modlić, by żadna z jej współlokatorek akurat nie weszła teraz do pokoju. Jednakże w tym momencie nie miała nawet takiej możliwości.
Przebywała w miejscu publicznym (co prawda w bibliotece nie było wiele osób, ale sama świadomość dodawała do poczucia upokorzenia) więc musiała wziąć się w garść tu i teraz. Starała się skupić na stałych punktach otoczenia; ławkach, regałach i krzesłach. Potem dopuściła do siebie też inne bodźce takie jak zapach starych ksiąg czy tekstura jej szaty z symbolem domu węża. W końcu, ignorując piskliwe odgłosy Marty, wsłuchała się w głos Leviathana.
Szczęśliwie chłopak wydawała się nie przejmować insynuacjami ducha. Gdyby Lana nie była teraz tak rozemocjonowana być może zaczęłaby się zastanawiać, czy Rowle po prostu dobrze ukrywa swoje myśli, ale to nie był czas ani miejsce na takie rozważania. Skinęła głową na słowa Krukona, choć łzy w kącikach oczu pokazywały, że przytyki Marty nadal ją raniły.
Gdy duch znów zamierzał rozpocząć swoje żarty, Lana zasłoniła uszy. Nie dotarły do niej wypowiedź Leviathana, ale krzyków Marty nic nie zdołałoby przytłumić.
–C-co? – oskarżenia zmarłej nastolatki zszokowały ją do tego stopnia, że Dolohovówna zdawała się zapomnieć o własnej nieśmiałości. – Ja nawet cię nie znam... To ty przyleciałaś i zaczęłaś się ze mnie nabijać. – jej głos wciąż się łamał, ale tym razem wpatrywała wprost w zjawę. Szczerze mówiąc nie zastanowiła się nad tym, czy jakiekolwiek argumenty podziałają teraz kłębek emocji jakim była Marta. Po prostu mózg Lany odczuł potrzebę obalenia absurdalnego stwierdzenia. – Może gdybyś nie zachowywała się w ten sposób, inni by cię nie nienawidzili... – to była jedna z pierwszych zasad stosunków społecznych, którą poznała Dolohovówna: nie czyń niczego, co może wywołać negatywną reakcję innych i ludzie będą cię dobrze traktować. Być może Marta nigdy nie zapoznała się z tą regułą albo zapomniała o niej po śmierci.
Przebywała w miejscu publicznym (co prawda w bibliotece nie było wiele osób, ale sama świadomość dodawała do poczucia upokorzenia) więc musiała wziąć się w garść tu i teraz. Starała się skupić na stałych punktach otoczenia; ławkach, regałach i krzesłach. Potem dopuściła do siebie też inne bodźce takie jak zapach starych ksiąg czy tekstura jej szaty z symbolem domu węża. W końcu, ignorując piskliwe odgłosy Marty, wsłuchała się w głos Leviathana.
Szczęśliwie chłopak wydawała się nie przejmować insynuacjami ducha. Gdyby Lana nie była teraz tak rozemocjonowana być może zaczęłaby się zastanawiać, czy Rowle po prostu dobrze ukrywa swoje myśli, ale to nie był czas ani miejsce na takie rozważania. Skinęła głową na słowa Krukona, choć łzy w kącikach oczu pokazywały, że przytyki Marty nadal ją raniły.
Gdy duch znów zamierzał rozpocząć swoje żarty, Lana zasłoniła uszy. Nie dotarły do niej wypowiedź Leviathana, ale krzyków Marty nic nie zdołałoby przytłumić.
–C-co? – oskarżenia zmarłej nastolatki zszokowały ją do tego stopnia, że Dolohovówna zdawała się zapomnieć o własnej nieśmiałości. – Ja nawet cię nie znam... To ty przyleciałaś i zaczęłaś się ze mnie nabijać. – jej głos wciąż się łamał, ale tym razem wpatrywała wprost w zjawę. Szczerze mówiąc nie zastanowiła się nad tym, czy jakiekolwiek argumenty podziałają teraz kłębek emocji jakim była Marta. Po prostu mózg Lany odczuł potrzebę obalenia absurdalnego stwierdzenia. – Może gdybyś nie zachowywała się w ten sposób, inni by cię nie nienawidzili... – to była jedna z pierwszych zasad stosunków społecznych, którą poznała Dolohovówna: nie czyń niczego, co może wywołać negatywną reakcję innych i ludzie będą cię dobrze traktować. Być może Marta nigdy nie zapoznała się z tą regułą albo zapomniała o niej po śmierci.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.