15.02.2026, 19:58 ✶
Szalejący ukrywający się pod ogłuszającym szumem zaśpiew szybko dotarł do jej świadomości. Dotarł pod postacią natrętnej wibracji, która podświadomie wzbudzała rytmiczne nucenie myśli w takt prostej melodii. Szybko zdusiła ten nieposłuszny ciąg skojarzań. Sama idea pułapki jaką mogła stanowić melodia budziła jej głęboki niesmak.
Gdy tylko stopy Ceolsige dotknęły śliskiej, pokrytej błękitnym poblaskiem skały, miotła pod nią drgnęła ostatni raz, jakby sama chciała uciec przed nieludzkim wyciem wichru. Paserka zsiadła z niej w wyraźnie wolniejszym, ostrożniejszym ruchu. Skostniałe i zmarznięte kończyny straciły typową dla niej płynność. Jej ruchy były pełne metodycznego wyważenia. Stanęła ciężko na podkurczonych w kolanach nogach, jakby jeszcze wpół siedziała na pojeździe. Miała wrażenie, że ciężar nasiąkniętego wodą płaszcza próbował pociągnąć ją ku ziemi.
Ciężka, ciemna wełna okrycia wierzchniego, zwykle układająca się w eleganckie fałdy, teraz przypominała lepiące się błoto. Płaszcz był dobry i mógł wiele znieść, ale lot w sztormie oraz ciągłe nieustające strumienie deszczu sprawiały, ze nawet on sprawiał wrażenie przemoczonego. Strugi słonej wody spływały kaskadami po materiale, zbierając się na rąbku spódnicy, która z każdą sekundą stawała się cięższa, oblepiając jej nogi.
W tym chaosie żywiołów jej twarz prezentowała się niemal nierealnie. Dzięki zaklęciu ochronnemu, które rzuciła jeszcze przed startem, skóra pozostała sucha, a rysy wyraźne i niezmazane deszczem. Wyglądało to tak, jakby jej głowa była uwięziona w niewidocznej, przejrzystej sferze, podczas gdy reszta ciała poddawała się bezlitosnej chłoście sztormu. Blond kosmyki włosów, którym nie poszczęściło się znaleźć pod osłoną magii, przylepiły się do jej szyi i ramion niczym ciemne, mokre pęta.
Wyczarowana na twarzy niby kryształowa maska spełniła swoją rolę. Mimo wszystko na blade obecnie wargi wypływało co chwile mimowolne drżenie. Ciężki dreszcz chłodu przebiegł jej po karku do kręgosłupa aż po czubki palców. Wykorzystała go by przybrać bardziej dostojną pozę, prostując się i ściągając rysy twarzy w grymasie wyrażającym determinację.
Odwróciła się do Henry'ego i zdecydowanym, niemal mechanicznym ruchem wyciągnęła dłoń po swój sprzęt. Jej palce, choć zmarznięte, zacisnęły się na drzewcu zaborczo i wprawnie. Szybko poruszyła odpowiednią dźwignią. Długi drzewiec, zupełnie zagłuszony przez sztorm złożył się w trzy podcinki by zamienić się w prosty pakunek, który mógłby być uznany za dziwny koszyk. Kiwnęła głową, ni do siebie, ni do towarzyszy, ni do wieży.
Ustabilizowawszy pozycję, powolnym, niemal drapieżnym ruchem głowy omiotła spojrzeniem towarzyszy. Jej oczy, lśniące w trupim blasku latarni, spoczęły najpierw na Henrym, jakby oceniała jego przydatność w nadchodzących minutach. Zdawała sobie sprawę, ze o coś wcześniej zapytała, ale huk sztormu odbierał jego słowom jakąkolwiek treść. Obejrzała się na resztę platformy wyglądając przemienionej już na powrót foki.
Świadomość, że cała trójka dotarła na miejsce szczęśliwie zdjęła jedno zmartwienie z jej głowy. Spostrzegła jak Henry stara się magią i bystrym wzrokiem zbadać dziwną budowlę. Wydawało się, że mimo chłodu i sztormu zabiera się poprawnie do działania.
Zarzuciła pasek miotły na ramię. Jej dłonie wykonały kilka mimowolnych, wyćwiczonych latami gestów. Przesunęła nimi po grubym materiale płaszcza, szybko, prawie niedbale. Dla postronnego obserwatora mógłby to być zbędny gest poprawiania ubrania lub strząsania sunących strumieni wody. Do jej świadomości jednak dotarły oczekiwane, stabilizujące odczucia. Ucisk różdżki w kieszeni, wypukłość etui i narzędziami w drugiej. Charakterystyczny ucisk na prawym udzie od fajki w kieszeni spódnicy. Normalność i gotowość narzędzi sprawiała, że nawet ta nienaturalna sceneria i niecodzienna stawka trafiały w szufladki kolejnej przygody. Jej drżące usta wykrzywił mimowolny, drapieżny uśmieszek. W duszy zaśpiewała ponownie niebezpieczna ekscytacja.
Ignorując huk fal rozbijających się o skałę, zbliżyła się do muru latarni. Przybrała niską pozycję, niemal przykucając w cieniu jednej z nienaturalnie gładkich krawędzi budowli, by choć częściowo osłonić się od siekącego deszczu. Nasiąknięta spódnica rozłożyła się wokół niej niczym ciężki, ciemny wachlarz, chłonąc jeszcze więcej wody z kamienia.
Z torby przewieszonej przez ramię wydobyła grimuar. Liczyła, że poblask run wystarczy do odczytania jej zapisków. Jej różdżka, trzymana w zdrętwiałych palcach, nakreśliła w powietrzu krótki, ciasny łuk. Spróbowała wytworzyć nad księgą niewielki, półkolisty klosz. Przejrzystą barierę magiczną, zbliżoną w funkcji i działaniu do maski jaka osłaniała jej twarz.
Jednocześnie rozpoczęła próby zidentyfikowania obiektu oraz zjawiska. Próbując rozpoznać budowlę ośmieliła się nawet na ułamek sekundy koniuszkiem języka spróbować materiału latarni.
Rzucam na kształtowanie ◉○○○○ w celu osłonienia magicznym kloszem (w miarę możliwości) książki przed wiatrem i deszczem.
Rzucam na WOS ◉◉◉◉○ w celu zidentyfikowania z czym możemy mieć do czynienia oraz jakie sekrety może ukrywać spotkana przez nas budowla oraz zjawisko.
Przewagi: zabrana przed wyprawą księga o morskich potwornościach, Smakuje jak... nie powiem ci jak to smakuje (rodowa), Starożytne runy
Gdy tylko stopy Ceolsige dotknęły śliskiej, pokrytej błękitnym poblaskiem skały, miotła pod nią drgnęła ostatni raz, jakby sama chciała uciec przed nieludzkim wyciem wichru. Paserka zsiadła z niej w wyraźnie wolniejszym, ostrożniejszym ruchu. Skostniałe i zmarznięte kończyny straciły typową dla niej płynność. Jej ruchy były pełne metodycznego wyważenia. Stanęła ciężko na podkurczonych w kolanach nogach, jakby jeszcze wpół siedziała na pojeździe. Miała wrażenie, że ciężar nasiąkniętego wodą płaszcza próbował pociągnąć ją ku ziemi.
Ciężka, ciemna wełna okrycia wierzchniego, zwykle układająca się w eleganckie fałdy, teraz przypominała lepiące się błoto. Płaszcz był dobry i mógł wiele znieść, ale lot w sztormie oraz ciągłe nieustające strumienie deszczu sprawiały, ze nawet on sprawiał wrażenie przemoczonego. Strugi słonej wody spływały kaskadami po materiale, zbierając się na rąbku spódnicy, która z każdą sekundą stawała się cięższa, oblepiając jej nogi.
W tym chaosie żywiołów jej twarz prezentowała się niemal nierealnie. Dzięki zaklęciu ochronnemu, które rzuciła jeszcze przed startem, skóra pozostała sucha, a rysy wyraźne i niezmazane deszczem. Wyglądało to tak, jakby jej głowa była uwięziona w niewidocznej, przejrzystej sferze, podczas gdy reszta ciała poddawała się bezlitosnej chłoście sztormu. Blond kosmyki włosów, którym nie poszczęściło się znaleźć pod osłoną magii, przylepiły się do jej szyi i ramion niczym ciemne, mokre pęta.
Wyczarowana na twarzy niby kryształowa maska spełniła swoją rolę. Mimo wszystko na blade obecnie wargi wypływało co chwile mimowolne drżenie. Ciężki dreszcz chłodu przebiegł jej po karku do kręgosłupa aż po czubki palców. Wykorzystała go by przybrać bardziej dostojną pozę, prostując się i ściągając rysy twarzy w grymasie wyrażającym determinację.
Odwróciła się do Henry'ego i zdecydowanym, niemal mechanicznym ruchem wyciągnęła dłoń po swój sprzęt. Jej palce, choć zmarznięte, zacisnęły się na drzewcu zaborczo i wprawnie. Szybko poruszyła odpowiednią dźwignią. Długi drzewiec, zupełnie zagłuszony przez sztorm złożył się w trzy podcinki by zamienić się w prosty pakunek, który mógłby być uznany za dziwny koszyk. Kiwnęła głową, ni do siebie, ni do towarzyszy, ni do wieży.
Ustabilizowawszy pozycję, powolnym, niemal drapieżnym ruchem głowy omiotła spojrzeniem towarzyszy. Jej oczy, lśniące w trupim blasku latarni, spoczęły najpierw na Henrym, jakby oceniała jego przydatność w nadchodzących minutach. Zdawała sobie sprawę, ze o coś wcześniej zapytała, ale huk sztormu odbierał jego słowom jakąkolwiek treść. Obejrzała się na resztę platformy wyglądając przemienionej już na powrót foki.
Świadomość, że cała trójka dotarła na miejsce szczęśliwie zdjęła jedno zmartwienie z jej głowy. Spostrzegła jak Henry stara się magią i bystrym wzrokiem zbadać dziwną budowlę. Wydawało się, że mimo chłodu i sztormu zabiera się poprawnie do działania.
Zarzuciła pasek miotły na ramię. Jej dłonie wykonały kilka mimowolnych, wyćwiczonych latami gestów. Przesunęła nimi po grubym materiale płaszcza, szybko, prawie niedbale. Dla postronnego obserwatora mógłby to być zbędny gest poprawiania ubrania lub strząsania sunących strumieni wody. Do jej świadomości jednak dotarły oczekiwane, stabilizujące odczucia. Ucisk różdżki w kieszeni, wypukłość etui i narzędziami w drugiej. Charakterystyczny ucisk na prawym udzie od fajki w kieszeni spódnicy. Normalność i gotowość narzędzi sprawiała, że nawet ta nienaturalna sceneria i niecodzienna stawka trafiały w szufladki kolejnej przygody. Jej drżące usta wykrzywił mimowolny, drapieżny uśmieszek. W duszy zaśpiewała ponownie niebezpieczna ekscytacja.
Ignorując huk fal rozbijających się o skałę, zbliżyła się do muru latarni. Przybrała niską pozycję, niemal przykucając w cieniu jednej z nienaturalnie gładkich krawędzi budowli, by choć częściowo osłonić się od siekącego deszczu. Nasiąknięta spódnica rozłożyła się wokół niej niczym ciężki, ciemny wachlarz, chłonąc jeszcze więcej wody z kamienia.
Z torby przewieszonej przez ramię wydobyła grimuar. Liczyła, że poblask run wystarczy do odczytania jej zapisków. Jej różdżka, trzymana w zdrętwiałych palcach, nakreśliła w powietrzu krótki, ciasny łuk. Spróbowała wytworzyć nad księgą niewielki, półkolisty klosz. Przejrzystą barierę magiczną, zbliżoną w funkcji i działaniu do maski jaka osłaniała jej twarz.
Jednocześnie rozpoczęła próby zidentyfikowania obiektu oraz zjawiska. Próbując rozpoznać budowlę ośmieliła się nawet na ułamek sekundy koniuszkiem języka spróbować materiału latarni.
Rzucam na kształtowanie ◉○○○○ w celu osłonienia magicznym kloszem (w miarę możliwości) książki przed wiatrem i deszczem.
Rzut O 1d100 - 42
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzucam na WOS ◉◉◉◉○ w celu zidentyfikowania z czym możemy mieć do czynienia oraz jakie sekrety może ukrywać spotkana przez nas budowla oraz zjawisko.
Przewagi: zabrana przed wyprawą księga o morskich potwornościach, Smakuje jak... nie powiem ci jak to smakuje (rodowa), Starożytne runy
Rzut PO 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!