– To też – dodała z uśmiechem, bo Christopher miał tutaj dużo racji, chociaż nie była pewna, czy powiedział to celowo, czy przypadkowo. Bo – byli tutaj razem i skoro tak, to wypadało się właśnie na tym skupić. I na sobie nawzajem, co zresztą Victoria robiła, bo Rosier faktycznie miał jej niepodzielną uwagę. Była ciekawa, co chodzi mu po głowie, co myślał o tym spotkaniu, być może nawet o niej, a nawet o tym, co najpewniej uważał o tym, co mówiły plotki na jej temat, bo nie wierzyła, że nic nie słyszał. Przez lata ich kontakt był głównie tym biznesowym i chociaż znali się ze szkoły i darzyli jakąś sympatią, to do niedawna nie zastanawiała się nad tym, co Christopher lubi, a czego nie. Czego chce i czego pragnie, a co wręcz przeciwnie. Teraz ją to intrygowało.
– Zawsze jest jeszcze sieć fiuu – zasugerowała, gdy wspomniał o tej Szkocji i teleportacji na jeden skok – ale rozumiała to, nie każdy lubił się teleportować, to nigdy nie było przyjemne, a na przykład jej siostra po każdej teleportacji czuła się do tego stopnia źle, że wymiotowała. – Tak, planuję. To od początku było takie mieszkanie na zapas i na wszelki wypadek i się przydało. Tylko na razie nie bardzo się nadaje do mieszkania – i to wcale nie przez obecność sadzy, która pokrywałaby ściany, podłogi i meble. Sama odpowiedziała mu dopiero po chwili, pozwalając, by ta ich konwersacja trwała sobie w naturalny sposób pomiędzy kęsami jedzenia. – Pasuje – nie zamierzała wybrzydzać, tym bardziej, że nie mogła się wcześniej przygotować się do tego wypadu, bo po pierwsze nie wiedziała dokąd ją Chris zabiera, a po drugie jakoś nie myślała dotąd w kontekście Wenecji jakoś specjalnie intensywnie i nie spodziewała się, że tak zupełnie nagle tutaj trafi. A że była tutaj pierwszy raz, to nie miała żadnego większego planu, mogła więc, albo musiała, zdać się na Christopehra, który już tutaj był, a poza tym odrobił zadanie domowe i wiedział co nieco. I o dziwo… wcale jej to nie przeszkadzało: to, że właśnie oddawała komuś panowanie nad sytuacją.
Patrzyła na niego przez pewien czas w milczeniu, mieląc sobie to wszystko w głowie, cały plan, jaki miał, jak i inne rzeczy, aż w końcu się namyśliła i tknęła sprawę, która krążyła jej po głowie.
– Dziękuję za sukienkę dla siostry, bardzo jej się podoba – podjęła i sięgnęła po kieliszek z winem. – Mówiłam ci, że cena nie gra roli, a i tak nie wziąłeś za nią pieniędzy. Dlaczego? – przytknęła kieliszek do ust, nie odrywając od niego spojrzenia ciemnych oczu.