17.02.2026, 14:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2026, 14:19 przez Oliver McKinnon.)
To miał być fajny dzień. Ogólnie Oliver lubił Yule, bo chociaż charakter chłopaka był trudny (tak przynajmniej mówiła mama, która przecież nie pokalałaby się używaniem wyrafinowanych przekleństw, które często padały z ust Ambrosii), to każdy w rodzinie wiedział, że młody McKinnon lubił święta i kochał swoją rodzinę. Był jednak błękitnym ptakiem - osobą, która chodziła własnymi ścieżkami, która robiła to, co chciała a jej kompas moralny był jeszcze bardziej skrzywiony od dziadkowego. W tym wszystkim chodziło głównie o wygodę robienia tego, co się chciało, jak kot który raz otrze się o nogi właściciela, by zaraz po tym dla zabawy zapolować na mysz i bawić się nią przez godzinę, zanim ta padnie z wycieńczenia. Czy ją zje? Nie, fuj.
Nawet pokusił się o fajne prezenty dla rodziny, ale oczywiście coś musiało się zjebać. WYJĄTKOWO to nie była jego wina, z czego w duchu się cieszył, bo oberwało się jego drogiej siostrzyczce, nie jemu (w końcu!). Gorzej, że wytypowano go na ochotnika, by sprzątnąć ten bałagan, który narobiły wyjce. Babcia wywaliła ich na poddasze, żeby móc w spokoju przygotowywać dom, a oni... Kurde no, jak zwykle mieli różne podeście do całej tej sytuacji. Gdy kolejna sowa przysiadła na parapecie, spomiędzy warg Olivera wydobył się niemalże szczenięcy chichot. Próbował go zdusić kaszlem, ale średnio mu to wyszło.
- Szzzzzzzzczzzzzzzzzzzzzzszszszszlalala - próbował naśladować dziwny język, w którym darły pizdę skurwyjce. Nie dało się zakleić tych kopert, bo te rozrywały się, uniemożliwiając wepchnięcie karteluszkowego origami z powrotem. - Dobra, było fajnie, ale chodź tu.
Znudziło mu się nabijanie z siostry głównie dlatego, że zaczynały go boleć uszy i mózg od tego szeleszczenia i chrzęszczenia. Próbował złapać jednego ze skurwyjców gołymi rękami, ale ten wysmyknął mu się spod palców w ostatniej chwili. McKinnon zmarszczył brwi.
- Tak się bawisz? Sklej pizdę - jak nie chciały po dobroci, to nie. Oliver wyciągnął różdżkę i spróbował rzucić zaklęcie, które zakleiłoby mordę jednemu z listów.
Rzucam na transmutację, próbując zmienić mordę skurwyjca w czystą, białą kartkę bez szpar, 4K
Pomysł był dobry, ale wykonanie już gorsze. Karta ani drgnęła, a skurwyjec jakby tylko na to czekał.
I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem,
Naprzód braci rodaków gryźć muszę,
Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
Ten jak ja musi zostać upiorem.
Tak? zemsta, zemsta, etc, etc,
- Ty gnoju - warknął i rzucił się w stronę liściku, który wydawał się jak na złość recytować kolejną zwrotkę. - Wymyśl coś a nie się sową zajmujesz!
Jakby nie mogła po prostu zamknąć okna.
Nawet pokusił się o fajne prezenty dla rodziny, ale oczywiście coś musiało się zjebać. WYJĄTKOWO to nie była jego wina, z czego w duchu się cieszył, bo oberwało się jego drogiej siostrzyczce, nie jemu (w końcu!). Gorzej, że wytypowano go na ochotnika, by sprzątnąć ten bałagan, który narobiły wyjce. Babcia wywaliła ich na poddasze, żeby móc w spokoju przygotowywać dom, a oni... Kurde no, jak zwykle mieli różne podeście do całej tej sytuacji. Gdy kolejna sowa przysiadła na parapecie, spomiędzy warg Olivera wydobył się niemalże szczenięcy chichot. Próbował go zdusić kaszlem, ale średnio mu to wyszło.
- Szzzzzzzzczzzzzzzzzzzzzzszszszszlalala - próbował naśladować dziwny język, w którym darły pizdę skurwyjce. Nie dało się zakleić tych kopert, bo te rozrywały się, uniemożliwiając wepchnięcie karteluszkowego origami z powrotem. - Dobra, było fajnie, ale chodź tu.
Znudziło mu się nabijanie z siostry głównie dlatego, że zaczynały go boleć uszy i mózg od tego szeleszczenia i chrzęszczenia. Próbował złapać jednego ze skurwyjców gołymi rękami, ale ten wysmyknął mu się spod palców w ostatniej chwili. McKinnon zmarszczył brwi.
- Tak się bawisz? Sklej pizdę - jak nie chciały po dobroci, to nie. Oliver wyciągnął różdżkę i spróbował rzucić zaklęcie, które zakleiłoby mordę jednemu z listów.
Rzucam na transmutację, próbując zmienić mordę skurwyjca w czystą, białą kartkę bez szpar, 4K
Rzut PO 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Pomysł był dobry, ale wykonanie już gorsze. Karta ani drgnęła, a skurwyjec jakby tylko na to czekał.
I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem,
Naprzód braci rodaków gryźć muszę,
Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
Ten jak ja musi zostać upiorem.
Tak? zemsta, zemsta, etc, etc,
- Ty gnoju - warknął i rzucił się w stronę liściku, który wydawał się jak na złość recytować kolejną zwrotkę. - Wymyśl coś a nie się sową zajmujesz!
Jakby nie mogła po prostu zamknąć okna.