– Teleportację też można zablokować – przypomniała delikatnie i uśmiechnęła się do Christophera, pomimo widma tematu, którego nie mieli teraz dotykać. Podczas ataku na Beltane to właśnie tego nie dało się zrobić, i ludzie uciekali w las, gdzie czekała ich często przykra niespodzianka, albo nie udało im się uciec wcale. – Ale faktycznie lepiej polegać na niej – dodała jeszcze, darując sobie wspominanie o możliwości rozszczepienia, bo po pierwsze nie było po co, Christopher przecież zdał egzamin i wiedział o potencjalnych zagrożeniach, a po drugie żadne z nich nie nazywało się Atreus Bulstrode, by miało to mieć jakieś większe znaczenie. – Prawdę mówiąc to nie jestem pewna, co planują rodzice – stwierdziła całkiem zgodnie z prawdą i mogła się przy tym wydawać nawet odrobinę zmieszana. – Nie rozmawiamy ze sobą ostatnio zbyt często – dodała jeszcze. Nie wiedziała, co będzie z domem w Dolinie, póki co zgliszcza były zgliszczami, na których na wiosnę miały zakwitnąć drzewa (o czym Victoria nie wiedziała). Ostatnia dłuższa rozmowa jaką odbyła z matką miała miejsce dokładnie miesiąc temu, gdy Victoria wpadła do Maida Vale poinformować, że zabiera ze sobą skrzatkę. Na Mabon… nie rozmawiali zbyt wiele. Lestrange posłała swoim rodzicom informację o tym, że zakupiła dom w Grasmere i że tam się przenoszą, ale to też nie była żadna rozmowa.
Wiedziała, że te wszystkie wzmianki o „nie tym Rosierze” to tylko żarty i nigdy niczego nie oczekiwała. Również wtedy, gdy podczas niewinnej rozmowy o balu wyszło, że żadne nie idzie z partnerem i Chris zaproponował, by poszli razem, nie wyobrażała sobie niczego i traktowała to całkowicie normalnie, wysłuchując zresztą o jego byłej bez skrępowania, a w ogrodzie wdając się z nim w lekki flirt. Miało być po prostu miło – i było. Ale nie spodziewała się wtedy, że Christopher zaproponuje, by wyszli gdzieś jeszcze; idąc z nim na bal nie myślała o tym i nie liczyła na to. Ale przy tym jego ruchy na przestrzeni miesiąca dały jej nieco do myślenia.
– Czy się pomyliłeś czy nie, to bardziej pytanie do Prim – odpowiedziała mu i odłożyła kieliszek na stół. – Masz rodzeństwo, prawda? – w sumie to nie wiedziała, ale rzadko kiedy w rodzinach czystej krwi było tylko jedno dziecko. – Primrose to moja droga siostra, ale przy tym jest bardzo dumna i myślałam wtedy jedynie o tym, że czułaby się lepiej, gdyby miała coś tak prawdziwie swojego, a nie z mojej szafy – nie zastanawiała się nad tym, czy to, że Victoria coś jej kupi, albo czy otrzyma coś od projektanta będzie jakąś różnicą. Być może dlatego, że sama nie przykładała takiej uwagi do pieniędzy, mając ich od zawsze dużo; w dzieciństwie nigdy nic im nie brakowało, a odkąd pracowała, to tylko pomnażała pieniądze i często nie patrzyła na ceny, bo nie natrafiła jeszcze na moment, by nie było jej na coś stać. Myślała wtedy, gdy napisała do Christophera, o tym, że Primrose i Daphne po prostu zrobi różnicę, jeśli jakieś ubranie będą mogły nazwać „swoim”. Odnosiła to może bardzo do siebie, patrząc przez swój pryzmat, ale jak inaczej miała?
– Z ciekawości – uśmiechnęła się zaczepnie, robiąc chwilową pauzę. Nie uciekała przy tym spojrzeniem, patrząc wprost na niego. – Próbuję cię rozgryźć – dodała z niemal rozbrajającą szczerością, ale chyba Rosiera nie dziwiło to, że Victoria poddawała rzeczy analizie – w tym, oczywiście że również jego. Robiła tak ze wszystkim, co miało jej uwagę. – To źle?