20.02.2026, 23:39 ✶
Primrose milczała dłuższą chwilę?
Czy tak właśnie radzili sobie ludzie w tego typu zawodach? Ona sama... spodziewała się, że droga uzdrowicielska nie będzie należała do najlżejszych emocjonalnie i dlatego właśnie wzbraniała się przed nią rękoma i nogami kiedy matka tak bardzo nalegała, a teraz wylądowała w pozornie najlżejszym miejscu jakie mogła sobie wyobrazić. Miała siedzieć na krześle, przyjmować pacjentów po wypełnionej ankiecie i przynosić im ulgę usuwaniem traumatycznego wspomnienia. Ordynator zapewne obsadził ją na tym stanowisku nie bez powodu, ale ona już teraz stresowała się tak bardzo, jakby jej życie miało się za moment skończyć. Nie potrafiła przestać o tym myśleć. Wczorajszy dzień był okropny, to była okropna tragedia, tak bardzo ją to przytłoczyło. A jutro miała siedzieć w Lecznicy i udawać, że wszystko będzie w porządku.
Victoria mimo szczerych słów, według niektórych mogących obrać ją nieco z wizerunku tak twardej kobiety jaką była, zdawała się być jeszcze silniejsza, niż Primrose wcześniej podejrzewała. To była dokładnie wypowiedź, jakiej powinien udzielić Auror. Młodsza Lestrange nie miała żadnej wątpliwości, że jej siostra znajdowała się na pozycji, na którą się nadawała.
– Jak egzorcysta nie jest głęboko religijny, to gdzie jego zdaniem trafiają dusze, które odsyła w zaświaty? Myśli, że zabija tych ludzi? – Zapytała wyjątkowo szczerze. Nie lubiła, kiedy ktoś zauważał, jak dziecinnymi pytaniami potrafiła przeciąż ciszę, ale przecież to właśnie w tym towarzystwie zawsze mogła pytać. Mama nie zawsze odpowiadała, kiedy pokazywała na coś palcem. Więc mamie takich pytań dzisiaj nie zadawała. – To byłoby strasznie przykre, co nie? Niszczyć bezpowrotnie wspomnienie po kimś, kto bardzo chciał tu zostać.
Kobieta zmarszczyła brwi, kiedy niewątpliwie udane zaklęcie nie wywołało żadnego szczególnego efektu. Ot, łuna energii zmarszczyła powietrze, a Primrose przygryzła wargę.
– To na pewno nie jest przypadek – stwierdziła, z pewnością wyczuwalną o wiele mocniej, niż kiedy wcześniej teoretyzowała.– Nie ma szans, że krzesło przetrwało taką temperaturę w momencie, w którym wszystko inne się zwęgliło, ale... – Zbadała jego powierzchnię wzrokiem. – Żadnych run. Jeśli nie ma w tym żadnego zaklęcia, to ja właściwie nie znam nic, co mogłoby uratować losowy kawałek drewna przed pożarem. – Powąchała je. Zgodnie z przewidywaniem, nie wyciągnęła z tego nic poza tym, że cuchnęło spalenizną.
Czy tak właśnie radzili sobie ludzie w tego typu zawodach? Ona sama... spodziewała się, że droga uzdrowicielska nie będzie należała do najlżejszych emocjonalnie i dlatego właśnie wzbraniała się przed nią rękoma i nogami kiedy matka tak bardzo nalegała, a teraz wylądowała w pozornie najlżejszym miejscu jakie mogła sobie wyobrazić. Miała siedzieć na krześle, przyjmować pacjentów po wypełnionej ankiecie i przynosić im ulgę usuwaniem traumatycznego wspomnienia. Ordynator zapewne obsadził ją na tym stanowisku nie bez powodu, ale ona już teraz stresowała się tak bardzo, jakby jej życie miało się za moment skończyć. Nie potrafiła przestać o tym myśleć. Wczorajszy dzień był okropny, to była okropna tragedia, tak bardzo ją to przytłoczyło. A jutro miała siedzieć w Lecznicy i udawać, że wszystko będzie w porządku.
Victoria mimo szczerych słów, według niektórych mogących obrać ją nieco z wizerunku tak twardej kobiety jaką była, zdawała się być jeszcze silniejsza, niż Primrose wcześniej podejrzewała. To była dokładnie wypowiedź, jakiej powinien udzielić Auror. Młodsza Lestrange nie miała żadnej wątpliwości, że jej siostra znajdowała się na pozycji, na którą się nadawała.
– Jak egzorcysta nie jest głęboko religijny, to gdzie jego zdaniem trafiają dusze, które odsyła w zaświaty? Myśli, że zabija tych ludzi? – Zapytała wyjątkowo szczerze. Nie lubiła, kiedy ktoś zauważał, jak dziecinnymi pytaniami potrafiła przeciąż ciszę, ale przecież to właśnie w tym towarzystwie zawsze mogła pytać. Mama nie zawsze odpowiadała, kiedy pokazywała na coś palcem. Więc mamie takich pytań dzisiaj nie zadawała. – To byłoby strasznie przykre, co nie? Niszczyć bezpowrotnie wspomnienie po kimś, kto bardzo chciał tu zostać.
Kobieta zmarszczyła brwi, kiedy niewątpliwie udane zaklęcie nie wywołało żadnego szczególnego efektu. Ot, łuna energii zmarszczyła powietrze, a Primrose przygryzła wargę.
– To na pewno nie jest przypadek – stwierdziła, z pewnością wyczuwalną o wiele mocniej, niż kiedy wcześniej teoretyzowała.– Nie ma szans, że krzesło przetrwało taką temperaturę w momencie, w którym wszystko inne się zwęgliło, ale... – Zbadała jego powierzchnię wzrokiem. – Żadnych run. Jeśli nie ma w tym żadnego zaklęcia, to ja właściwie nie znam nic, co mogłoby uratować losowy kawałek drewna przed pożarem. – Powąchała je. Zgodnie z przewidywaniem, nie wyciągnęła z tego nic poza tym, że cuchnęło spalenizną.