Z oczywistych powodów nie wiedziała w jakich relacjach był Christopher ze swoim rodzeństwem, ale trochę na wyrost myślała o tym, jak to jest z nią i z jej siostrami – i że będzie wiedział, o co może jej przy tym chodzić. Chciała dla swoich sióstr jak najlepiej i chociażby z tego powodu zaproponowała, że weźmie je do siebie, z dala od rodziców, a konkretnie matki, która potrafiła mieć wyjątkowo zły wpływ na swoje latorośle i nie tak łatwo było się spod tego oddziaływania uwolnić.
– Chris, gdybym nie chciała, by moja siostra dobrze się w niej czuła, to bym nie pisała do ciebie – myślała, że to oczywistość, której nie trzeba wyjaśniać. Miała zaufanie do jego zmysłu i kreacji, które tworzył, dlatego zwróciła się z tą jakże delikatną sprawą do niego, a nie do byle kogo. Chciała tego wszystkiego dla swoich sióstr, a przede wszystkim czuła, że musi być im źle, że muszą chodzić w nieswoich ubraniach (co z kolei nie przeszkadzało samej Victorii). I tak, był to komplement, choć nie powiedziany wprost. – To był sęk problemu. Ja to ja, Prim to Prim, ma inne… warunki, nie mogła się w moich rzeczach czuć dobrze – miały inny wzrost, Prim była odrobinę od niej wyższa, ale największym problemem było to, że miały zupełnie inną figurę: tam, gdzie Victoria miała swoje pełne, kobiece kształty, tam Primrose nie mogła się nimi pochwalić. I nawet jeśli potrafiła się zmienić swoimi zdolnościami metamorfomaga, to nie było to samo.
Ze wszystkich mężczyzn, których znała, Christopher rzeczywiście plasował się wysoko w zdolności rozumienia kobiet i po trochę sądziła, że to właśnie dlatego, że jego klientkami są właśnie głównie one, to z nimi miał na co dzień dużą styczność przez to i po części potrzebował mieć trochę wrażliwości, by robić dobrze to, co robił. A na pewno rozumiał je lepiej, niż taki Atreus (więc ilość byłych dziewczyn na nic się tu nie przekładała…) czy Sauriel, przy których Victoria momentami czuła, że nadchodzi wielka migrena, bo samiec musi się zachowywać jak dzikus. Nie, wcale nie musiał.
Pogłębiła ten uśmieszek, gdy dostała odpowiedź, że wręcz przeciwnie. To dobrze. Nie wszyscy lubili być poddawani analizie, a – kto wie – być może miała to być jedna z wielu.
– Hmm, myślisz, że wybór deseru świadczy o człowieku? – zaczepiła go, lekko mrużąc oczy, bo był to jeden z tych momentów, kiedy Victoria postanowiła sobie zażartować. – Ja na szczęście nie mam takich dylematów – dodała i zaśmiała się cicho, niby maskując to kieliszkiem z winem, ale tak naprawdę nie próbowała niczego ukryć. Od początku wiedziała po jaki deser sięgnie i oczywiście, że było to tiramisu.