21.02.2026, 11:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2026, 11:55 przez Helloise Rowle.)
— Mam bardzo dobre relacje z bratem. Nie jestem sama — zapewniła ostatni raz.
Po temacie Seisylla prześlizgnęła się równie ogólnikowo, co po Walii. Łatwiej było mówić o seksie, bo za nim rzadko bywała historia. Bez mrugnięcia okiem opowiedziałaby Dægberhtowi, przed kim zdejmowała suknię, a nawet zrzuciła ją dla niego. Była jednak w Helloise głęboko wdrukowana niechęć do pokazywania własnych wrażliwości ludziom z zewnątrz — zaakcentowanie więc, jak mocno polega na bracie, nawet nie przyszło jej do głowy. Zasłaniała to, że istnieje jakaś przestrzeń, w której można ją łatwo zranić, i istnieje ktoś tak bliski, że odsłania się przy nim wszystko, co w niej ludzkie: że ktoś ogląda, jak boi się, smuci, wątpi, gubi, żałuje, obwinia, waha.
Z bratem była ciasno zrośnięta od samego początku: nie dało się rozdzielić ich korzeni, wyrwać jednego bez uszkadzania drugiego. Relacje jak ta z Dægberhtem, choć wyrastały na gruncie szczerej sympatii, wrastały w Helloise… płytko. Przyjemnie się z Flintem obcowało: był śliczny, czarujący, pięknie mówił, a czarownica z otwartą głową słuchała najśmielszych jego tez. Przejmowała się nim, dopóki istniał w jej świecie, leczy gdyby zniknął z tego czy innego powodu? Łatwo zapominała takie smutki.
— Przychodź, kiedy czujesz. Podziękuję Matce w Mabon za twoją uprzejmość. Może miniemy się w Kowenie. Wiesz już, co niesiesz do ołtarzy?
Po temacie Seisylla prześlizgnęła się równie ogólnikowo, co po Walii. Łatwiej było mówić o seksie, bo za nim rzadko bywała historia. Bez mrugnięcia okiem opowiedziałaby Dægberhtowi, przed kim zdejmowała suknię, a nawet zrzuciła ją dla niego. Była jednak w Helloise głęboko wdrukowana niechęć do pokazywania własnych wrażliwości ludziom z zewnątrz — zaakcentowanie więc, jak mocno polega na bracie, nawet nie przyszło jej do głowy. Zasłaniała to, że istnieje jakaś przestrzeń, w której można ją łatwo zranić, i istnieje ktoś tak bliski, że odsłania się przy nim wszystko, co w niej ludzkie: że ktoś ogląda, jak boi się, smuci, wątpi, gubi, żałuje, obwinia, waha.
Z bratem była ciasno zrośnięta od samego początku: nie dało się rozdzielić ich korzeni, wyrwać jednego bez uszkadzania drugiego. Relacje jak ta z Dægberhtem, choć wyrastały na gruncie szczerej sympatii, wrastały w Helloise… płytko. Przyjemnie się z Flintem obcowało: był śliczny, czarujący, pięknie mówił, a czarownica z otwartą głową słuchała najśmielszych jego tez. Przejmowała się nim, dopóki istniał w jej świecie, leczy gdyby zniknął z tego czy innego powodu? Łatwo zapominała takie smutki.
— Przychodź, kiedy czujesz. Podziękuję Matce w Mabon za twoją uprzejmość. Może miniemy się w Kowenie. Wiesz już, co niesiesz do ołtarzy?
dotknij trawy