21.02.2026, 13:16 ✶
Flint pokiwał głową. Nie zamierzał podważać jej relacji z rodziną, chociaż w jasnych oczach żeglarza wciąż widoczne było głębokie zmartwienie. Knieja Godryka go przerażała. Jego obawy były szczere, mimo braku zrozumienia dla szukania spokoju w uciechach cielesnych, zdecydowanie nie należał do osób chcących innych za to oceniać, po prostu... Jakoś go to piekło wewnętrznie. Ta samotność. Powiedział, że postara się wypełnić w jej życiu jakąś lukę i nie kłamał, ale cóż – nie bez powodu nigdy nie powiedział swojej ukochanej, że ją kocha. Bo on też był człowiekiem na chwilę. Może nie był tym typem, który podrywałby panny tylko po to, żeby zobaczyć je nago, ale rozpalał serca i częstował je gorącymi zapewnieniami po to, żeby wsiąść nagle na statek i zniknąć na pół roku. Dobitnie zdawał sobie sprawę z własnych wad.
– Napisałem na morzu wiele nowych tekstów. Część w tęsknocie za brytyjską jesienią – odpowiedział. – Moja córka je zilustrowała, ryjąc dłutem po glinianej tablicy, na której je zapisałem.
Najwyraźniej miał dość stania przy oknie, bo zbliżył się do Helloise i usiadł obok, wygodnie opierając plecy. Wiersze nie były rzemiosłem. Nie w rozumieniu kowenu. On jednak najwyraźniej uważał to za wystarczająco twórczą pracę.
– Napisałem na morzu wiele nowych tekstów. Część w tęsknocie za brytyjską jesienią – odpowiedział. – Moja córka je zilustrowała, ryjąc dłutem po glinianej tablicy, na której je zapisałem.
Najwyraźniej miał dość stania przy oknie, bo zbliżył się do Helloise i usiadł obok, wygodnie opierając plecy. Wiersze nie były rzemiosłem. Nie w rozumieniu kowenu. On jednak najwyraźniej uważał to za wystarczająco twórczą pracę.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr