21.02.2026, 17:16 ✶
Magia bezróżdżkowa od zawsze robiła na nim wrażenie. Wiedział, że w innych niż brytyjska kulturach był to standard. Mimo, że niektórzy uważali to za barbarzyńskie (tak jak każdy zwyczaj niewywodzący się z Wysp lub z zachodu Europy), ale Robertowi wydawało się w pewien sposób bardziej eleganckie niż wywijanie na prawo i lewo patykiem i kręcenie nim kółeczek.
– Ładne – pochwalił dzieło Anthony'ego. Potrafił docenić, gdy ktoś był w stanie tworzyć ładne rzeczy. Sam przecież nie miał nigdy w życiu zadatków na artystę czy rzemieślnika.
Usiadł na fotelu wskazanym przez Shafiqa. Jednocześnie przesunął wzrokiem po gabinecie, nadzwyczaj eleganckim, prezentującym się zdecydowanie lepiej niż pokój Roberta. Klasa ukazywała się już w ustawieniu mebli, w kolorystyce i porządku. Miejsce to doskonale reprezentowała osobę, która to zasiadała. A jednak Crouchowi wydało się, że jego kolega był czymś zmęczony, bardziej niż to zwykle bywało przy zajmowaniu tak odpowiedzialnego stanowiska.
– U nas ciągle panuje chaos. Wciąż mamy wielu sędziów, którzy chcą jednocześnie potępić ataki ze Spalonej Nocy i "bronić tradycyjnych wartości". Chcą tylko ukarać winnych, wrzucić kilka osób do Azkabanu, tak dla przykładu. Tak jakby wszyscy zgłupieli i nadal odpychali od siebie fakty, jasne niczym słońce. – Nie potrafił ukryć swojej frustracji, gdy wypowiadał te słowa. – Chyba jest trochę spokojniejsza, ale mam wrażenie, że ona też próbuje przejąć tę samą taktykę zaprzeczania oczywistemu. Pismacy z Proroka czasem mają rację, wiesz?
Skierował wzrok na Anthony'ego, który znów wydał mu się jakoś potwornie, nieziemsko wycieńczony. Albo... smutny.
– Czy wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? – zapytał, zmieniając ton ze zirytowanego na zatroskany. – Jeśli nie masz siły rozmawiać, przyjdę kiedy indziej.
– Ładne – pochwalił dzieło Anthony'ego. Potrafił docenić, gdy ktoś był w stanie tworzyć ładne rzeczy. Sam przecież nie miał nigdy w życiu zadatków na artystę czy rzemieślnika.
Usiadł na fotelu wskazanym przez Shafiqa. Jednocześnie przesunął wzrokiem po gabinecie, nadzwyczaj eleganckim, prezentującym się zdecydowanie lepiej niż pokój Roberta. Klasa ukazywała się już w ustawieniu mebli, w kolorystyce i porządku. Miejsce to doskonale reprezentowała osobę, która to zasiadała. A jednak Crouchowi wydało się, że jego kolega był czymś zmęczony, bardziej niż to zwykle bywało przy zajmowaniu tak odpowiedzialnego stanowiska.
– U nas ciągle panuje chaos. Wciąż mamy wielu sędziów, którzy chcą jednocześnie potępić ataki ze Spalonej Nocy i "bronić tradycyjnych wartości". Chcą tylko ukarać winnych, wrzucić kilka osób do Azkabanu, tak dla przykładu. Tak jakby wszyscy zgłupieli i nadal odpychali od siebie fakty, jasne niczym słońce. – Nie potrafił ukryć swojej frustracji, gdy wypowiadał te słowa. – Chyba jest trochę spokojniejsza, ale mam wrażenie, że ona też próbuje przejąć tę samą taktykę zaprzeczania oczywistemu. Pismacy z Proroka czasem mają rację, wiesz?
Skierował wzrok na Anthony'ego, który znów wydał mu się jakoś potwornie, nieziemsko wycieńczony. Albo... smutny.
– Czy wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? – zapytał, zmieniając ton ze zirytowanego na zatroskany. – Jeśli nie masz siły rozmawiać, przyjdę kiedy indziej.