Im człowiek był bardziej normalny, zdrowy i szczęśliwy, tym bardziej potrafił zaakceptować pozory rzeczywistości jako prawdę, skuteczniej potrafił tłumić, wypierać, zaprzeczać, racjonalizować, dramatyzować i oszukiwać innych. To potwierdzało, że cierpienie jasnowidzów, profetów i widzących nie wynika z bolesnej rzeczywistości, ale z bolesnej prawdy, która dopiero sprawia, że rzeczywistość staje się nie do zniesienia. Morpheus był w punkcie, w którym dostrzegał oszustwo świata zmysłów, fałszywość rzeczywistości. Cierpiał nie z powodu wszystkich patologicznych mechanizmów, które były psychicznie niezbędne do życia i zdrowia, ale z powodu odrzucenia tych mechanizmów, co właśnie pozbawiło go iluzji ważnych dla życia.
Sam miał rodzinne spotkanie kilka godzin później. Może właśnie dlatego, zamiast zrobić cokolwiek ze sobą, po prostu pojawił się z Millie w Little Hangleton.
Zameczek był perfekcyjnie nawiedzony w swoim wystroju, dopóki Morpheus nie wysłał w powietrze światełka z różdżki. Zapach świeżego tynku oraz rozstawione rusztowania, pozostawione narzędzia robotników, sprawiały, że przestrzeń hallu przestała wyglądać przerażająco. Gdy Millie mówiła, on zaprowadził ją do przejścia, do części, która została jako pierwsza wyremontowana. I chociaż jeszcze niewykończona, brakowało w niej sztukaterii czy ozdób, wyglądała zaskakująco Morpheusowo i jednocześnie wcale nie.
Większość Zakonu Feniksa wiedziała, że Longbottom ma lęk wysokości, a jednak Millie właśnie patrzyła na wnętrze wieżyczki, całkowicie wybiałkowane, do sanitarnej czystości, jeszcze z betonową posadzką, bez podłogi, za to ze schodami. I to jakimi schodami.
Na piętro prowadziły kryształowe schody, całkowicie przezroczyste, cięte po bokach w coś na kształt obłoków.
— Wystrój przypadkowo pasuje do twojego snu — zaśmiał się, czarna plama na bieli, jak test Rorschacha. Widocznie jednak przytulił się do ściany i bardzo patrzył tylko w górę, a nie gdzie stawia stopy, pnąc się w górę. Lęk podchodził mu do gardła. Morpheus musiał mocno nienawidzić siebie, skoro uznał to za idealne przejście do swojego miejsca pracy. — Ta wizja, brzmi bardziej jak groźba, niż wizja, ale z drugiej strony, wszystko teraz brzmi jak groźba. Rozłożymy to na części pierwsze.
Zwada: Lęk Wysokości
!Trauma Ognia