26.02.2026, 00:26 ✶
Lana pragnęła zobaczyć czarne róże od kiedy pojawiły się pierwsze informacje na temat anomalii w Maida Vale. Co prawda nie była jakąś wielką fascynatką botaniki, ale chciała na własnych oczach doświadczyć zjawiska, które być może będzie kiedyś zapisane na kartach historii. Niestety życzenie to się nie ziściło; zamiast podziwiać czarne kwiaty, Dolohovówna stała się świadkiem innego zdarzenia, które niewątpliwie wpłynie na los Wielkiej Brytanii.
Teraz jednak wreszcie miała okazję odwiedzić słynny ogród rodziny Lestrange. Być może właśnie tego potrzebowała by odgonić ponure myśli oraz odpocząć od zgiełku balu maskowego. Ogłoszenie zawieszone przy wejściu brzmiało nader intrygująco, choć zdaniem Lany określenie, że "ogród obserwuje" miało po prostu zniechęcić gości do nieodpowiednego zachowania.
Czarne róże faktycznie prezentowały się zjawiskowo i mrocznie za razem. Niektórych mogły one napawać niepokojem, lecz Dolohovówna widziała w nich pewien melancholijny urok; dorastanie w Little Hangleton uwrażliwia duszę na poszukiwanie piękna pośród smutku.
– Widać poprawę od kiedy zaczęłam regularnie brać lekarstwa. Uzdrowiciel w Mungu powiedział, że mój stan jest stabilny. Lyssa… Też dobrze sobie radzi. – miło, że Prewett zapytał o jej zdrowie, nawet jeśli wynikało to z grzeczności. – Szczerze mówiąc, bale tego rodzaju bywają dla mnie męczące. Ale nie można zaprzeczyć, że oprawa artystyczna była olśniewająca. Zwłaszcza aria solist… Przepraszam, czy pan też to słyszy? – mogłaby przysiąc, że coś zaczęło jej brzęczeć pod nogami. Rozejrzała się w poszukiwaniu dźwięku i... Zauważyła delikatne światło wydobywające się z ziemi. W pierwszej chwili Dolohovówna pomyślała, że przypadkowo wypiła jednego z tych dziwacznych drinków. W glebie jednak wyraźnie dało się dostrzec pulsujące światełko, więc nie mogły to być omamy. Fascynujące, pomyślała przyklękając nad ziemią. Lana przyglądała się temu fragmentowi ziemi z zainteresowaniem, nie śmiąc jednak dotknąć go ręką.
Teraz jednak wreszcie miała okazję odwiedzić słynny ogród rodziny Lestrange. Być może właśnie tego potrzebowała by odgonić ponure myśli oraz odpocząć od zgiełku balu maskowego. Ogłoszenie zawieszone przy wejściu brzmiało nader intrygująco, choć zdaniem Lany określenie, że "ogród obserwuje" miało po prostu zniechęcić gości do nieodpowiednego zachowania.
Czarne róże faktycznie prezentowały się zjawiskowo i mrocznie za razem. Niektórych mogły one napawać niepokojem, lecz Dolohovówna widziała w nich pewien melancholijny urok; dorastanie w Little Hangleton uwrażliwia duszę na poszukiwanie piękna pośród smutku.
– Widać poprawę od kiedy zaczęłam regularnie brać lekarstwa. Uzdrowiciel w Mungu powiedział, że mój stan jest stabilny. Lyssa… Też dobrze sobie radzi. – miło, że Prewett zapytał o jej zdrowie, nawet jeśli wynikało to z grzeczności. – Szczerze mówiąc, bale tego rodzaju bywają dla mnie męczące. Ale nie można zaprzeczyć, że oprawa artystyczna była olśniewająca. Zwłaszcza aria solist… Przepraszam, czy pan też to słyszy? – mogłaby przysiąc, że coś zaczęło jej brzęczeć pod nogami. Rozejrzała się w poszukiwaniu dźwięku i... Zauważyła delikatne światło wydobywające się z ziemi. W pierwszej chwili Dolohovówna pomyślała, że przypadkowo wypiła jednego z tych dziwacznych drinków. W glebie jednak wyraźnie dało się dostrzec pulsujące światełko, więc nie mogły to być omamy. Fascynujące, pomyślała przyklękając nad ziemią. Lana przyglądała się temu fragmentowi ziemi z zainteresowaniem, nie śmiąc jednak dotknąć go ręką.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.