26.02.2026, 10:36 ✶
Henry uśmiechnął się lekko. Wyobraził sobie ojca Hestii klnącego po hiszpańsku nad splątanymi kablami. Widział go tylko kilka razy w życiu, a jednak ten obraz rysował się wyraźnie w jego głowie. Może to z winy charakterystycznego wąsa?
– Jeśli by miał kilka chwil i spory zapas cierpliwości, to jasne. – Odpędził od siebie wcześniejsze wyobrażenie.
Maszyna od popcornu wydawała z siebie szum połączony z pykaniem kukurydzy. Henry ciekaw był tego, jak po raz pierwszy odkryto tę właściwość. Jak zdziwić się musieli ludzie z zamierzchłej przeszłości, kiedy nagle te żółte ziarenka zaczęły im wybuchać pod wpływem ciepła? Czy spowodowali to czarodzieje czy mugole?
– Okropnie. Chociaż ma to swój urok. Można się poczuć jak pod przykrywką.
Przypomniał sobie wydarzenia w Dunwich, jeszcze przed zaginięciem Brynji. Wtedy on sam podszywał się pod mugolskiego dziennikarza. Czuł się wtedy... fajniejszy niż normalnie. Henry Lockhart był nudziarzem w porównaniu do tamtego tajemniczego bohatera, którego wymyślił i przez chwilę odgrywał.
Wtedy właśnie przyszła ich kolej na zamówienie popcornu. Najwidoczniej jednak sprzedawca nie potrafił przyjąć do wiadomości, że dwoje przyjaciół, chłopak i dziewczyna, poszli we dwoje do kina. A jeszcze gorsze było to, że przez przemykającą szybciutko myśl, że to, co robili wyglądało jak randka, Henry zarumienił się i wlepił spojrzenie w zawartość kubełka z popcornem. Miał nadzieję, że jego twarz stanie się tym samym mniej widoczna.
Gdy już zapłacił, ich dwoje odeszło od lady w stronę sali kinowej.
– Um... Mamy jeszcze chwilę, więc może... może zobaczę ten prezent? – Zmiana tematu wyszła mu mniej zręcznie niżby zakładał.
Usiadł na jednej z czerwonych kanap i zaczął wyjmować rzeczy z torebki. Na pierwszy ogień poszła książka, która okazała się albumem ze zdjęciami.
– Weston! Słyszałem o nim i trochę czekałem na wystawę, tu w Londynie – uśmiechnął się i otworzył książkę na losowej stronie. To, co ujrzał, w pełni uzasadniało wcześniejsze tłumaczenie się przez Hestię. Była to... chyba papryka. Przypominała jednak niepokojąco ludzkie ciało. – To dość niesamowite, że... tak to udało mu się uchwycić. Nie pomyślałbym tak o jedzeniu. I też chyba trudno mi będzie spojrzeć teraz na paprykę.
– Jeśli by miał kilka chwil i spory zapas cierpliwości, to jasne. – Odpędził od siebie wcześniejsze wyobrażenie.
Maszyna od popcornu wydawała z siebie szum połączony z pykaniem kukurydzy. Henry ciekaw był tego, jak po raz pierwszy odkryto tę właściwość. Jak zdziwić się musieli ludzie z zamierzchłej przeszłości, kiedy nagle te żółte ziarenka zaczęły im wybuchać pod wpływem ciepła? Czy spowodowali to czarodzieje czy mugole?
– Okropnie. Chociaż ma to swój urok. Można się poczuć jak pod przykrywką.
Przypomniał sobie wydarzenia w Dunwich, jeszcze przed zaginięciem Brynji. Wtedy on sam podszywał się pod mugolskiego dziennikarza. Czuł się wtedy... fajniejszy niż normalnie. Henry Lockhart był nudziarzem w porównaniu do tamtego tajemniczego bohatera, którego wymyślił i przez chwilę odgrywał.
Wtedy właśnie przyszła ich kolej na zamówienie popcornu. Najwidoczniej jednak sprzedawca nie potrafił przyjąć do wiadomości, że dwoje przyjaciół, chłopak i dziewczyna, poszli we dwoje do kina. A jeszcze gorsze było to, że przez przemykającą szybciutko myśl, że to, co robili wyglądało jak randka, Henry zarumienił się i wlepił spojrzenie w zawartość kubełka z popcornem. Miał nadzieję, że jego twarz stanie się tym samym mniej widoczna.
Gdy już zapłacił, ich dwoje odeszło od lady w stronę sali kinowej.
– Um... Mamy jeszcze chwilę, więc może... może zobaczę ten prezent? – Zmiana tematu wyszła mu mniej zręcznie niżby zakładał.
Usiadł na jednej z czerwonych kanap i zaczął wyjmować rzeczy z torebki. Na pierwszy ogień poszła książka, która okazała się albumem ze zdjęciami.
– Weston! Słyszałem o nim i trochę czekałem na wystawę, tu w Londynie – uśmiechnął się i otworzył książkę na losowej stronie. To, co ujrzał, w pełni uzasadniało wcześniejsze tłumaczenie się przez Hestię. Była to... chyba papryka. Przypominała jednak niepokojąco ludzkie ciało. – To dość niesamowite, że... tak to udało mu się uchwycić. Nie pomyślałbym tak o jedzeniu. I też chyba trudno mi będzie spojrzeć teraz na paprykę.