—16/09/72—
Dolina Godryka, 16.09.72
Victorio,
Twój list cieszy mnie ogromnie, przyjmij wyrazy mojego współczucia po tym co stało się z Waszym domem tu w Dolinie, po sąsiedzku. Wielkie to szczęście dla nas wiedzieć, że szczęśliwie nikt nie ucierpiał w tym straszliwym pożarze. Nasz dom został nieco nadkruszony sadzą, sad nad którym trzymamy pieczę szczęśliwie ocalał, dołożyliśmy do tego wszelkie starania, troszcząc się o drzewa bardziej niż o własny dobytek.
Tymczasem całe to zamieszanie poczyniło spustoszenie w Kent. Chociaż szklarni Towarzystwa nie dotknęła ta straszliwa zadra, część z opiekujących się roślinnością poniosła straszliwe szkody, również śmiertelne w trakcie Spalonej Nocy. Jak wiesz, Ci ludzie wywodzili się z gminu i los nie był dla nich życzliwy, ani środki by temu zaradzić. Pytasz mnie o związek róż z mandragorą i wskazanie na bunt roślin zdaje się słuszną wskazówką, choć samo zjawisko nie nosiło znamion nekromancji, jak eksponat, który znajdował się w naszej szklarni. Z drugiej strony w naturze tych roślin leży kanibalizm (o ile można tak powiedzieć o roślinach), być może wiec naddatek energii znacząco zwiększył te kwestie. Być może sadzonki, które towarzyszyły wcześniej roślinie były poddawane czarnomagicznym eksperymentom, aby ten potencjał wzmocnić. Z tego co mi wiadomo, róże w ogrodzie Twojej rodziny nie wykazują takich tendencji. Wiele bym dała, ażeby móc je porównać z bliska w niedalekiej sobie wzajem odległości, lecz - to najważniejsza informacja właściwie tego listu - gdy poszłam sprawdzić komnaty dedykowane mandragorze, okazało się, że tuby są puste! Mandragory zostały skradzione! Zamieszanie i brak ludzi sprawia, że rozkładam bezradnie ręce na ten fakt, Ministerstwo i Brygada zaś zdają się mieć ważniejsze sprawy na głowie, niż zapomniany ładunek Magicznego Urzędu Celnego. Wierzę, że i Ciebie do Towarzystwa sprowadziły inne cele i aspiracje, czy jednak przez wzgląd na Twoją pozycję w Ministerstwie mogę liczyć na Twoją pomoc?[/Font]
Mirabella Abbott