noc z 11 na 12 października

Łopot skrzydeł niósł ze sobą woń ozonu. Postać w zasięgu wzroku stała tyłem pośród wiekowych ruin obrośniętych bluszczem. Kędzierzawa aureola, ciepło roznoszące się w sercu, ukłucie tęsknoty. Nie było złudzeń czyja to sylwetka, po którą chciało się sięgnąć by znów być blisko. Tymczasem twoje ręce okazały się widmowe, półprzezroczyste, zachłanne w swojej niematerialności. Perspektywa gwałtownie zmieniła się na dużo bliższą, na wyciągnięcie ramion, na dłonie zaciśnięte na głowie.
…jest łagodny, a droga łatwa: ale powrócić i ujrzeć radosne niebiosa, w tym tkwi…
Słowa wybrzmiały nim ziemia rozstąpiła się pod nogami maga, emanując ostrym niebieskim światłem, wypełniając uszy dźwięcznym kobiecym śmiechem, wybudzającym z wizji swą intensywnością.
…jest łagodny, a droga łatwa: ale powrócić i ujrzeć radosne niebiosa, w tym tkwi…
Słowa wybrzmiały nim ziemia rozstąpiła się pod nogami maga, emanując ostrym niebieskim światłem, wypełniając uszy dźwięcznym kobiecym śmiechem, wybudzającym z wizji swą intensywnością.