Leviathanowi bardzo podobał się oryginalny pomysł Basila, aby udać się pirenejskim szlakiem magii i widać było że podziela jego drobne niezadowolenie wynikające zmianą planów i siedzeniem w spokojnym kurorcie. Pośród wymuskanych ścian i pokoików nie było miejsca na chociaż odrobinę przygody, nie mówiąc już o tym że zamknęli jakąś tam ich grotę, która podobno była ważniejszym punktem programu, a do tego główna występująca syreniego przedstawienia zachorowała.
Na myśl o tym, że następne trzy dni miał spędzić zwyczajnie odpoczywając, trochę go skręcało.
Ale tylko trochę.
Ciepłe powietrze było zwyczajnie przyjemne, a włoski klimat sprzyjał by nie boczyć się na okoliczności zbyt długo. Dodatkowo w towarzystwie czaił się Peregrinus, z którym kiedyś Rowle dzielił pokój w dormitorium. Teraz chyba historia zataczała koło, bo i w kurorcie przypadły im łączone kwatery, ale Rowle wcale nie zamierzał na to narzekać. Przecież nie każde towarzystwo było średnio widziane.
Helena plątała mu się gdzieś na granicy spojrzenia, ale nie przejmował się nią zbytnio - była przecież dorosłą dziewczynką i potrafiła poradzić sobie sama, nie wspominając już o tym że wspominała chyba coś o faktycznym skorzystaniu z zabiegów SPA, w czym nie miał zamiaru brać udziału. Dokładnie tak samo jak i w kąpaniu się w basenach. To akurat mieli ze sobą wspólne, że unikali wody w większych grupach, mając na uwadze postępujące znamię klątwy i nie chcąc, by ktokolwiek zwrócił na nie uwagę.
Skoro już musiał, decydował się na spacery po okolicy, niezbyt chętny by zwyczajnie się wylegiwać. Oscylował wokół Basila czy Peregrinusa, bo w sumie ich znał najlepiej z całej wycieczki. Próbował też dowiedzieć się nieco więcej na temat term i czemu właściwie oczyszczane są akurat teraz, kiedy zaplanowana na ten czas była wycieczka. W końcu mogli to chyba robić partiami, a nie pozbawiać się całej atrakcji.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast